21 marca 2019, 17:30:WETS – Warsaw Ecommerce Tech Sessions - Business Link Astoria, Warszawa

Biedni nauczyciele są zagrożeniem dla gospodarki

Nauczyciele zapowiedzieli strajk z powodu swoich niskich zarobków. Związek Nauczycielstwa Polskiego postuluje o co najmniej 1 tys. zł podwyżki. Nie ma co owijać w bawełnę – pensje w oświacie rzeczywiście nie są powalające. Sprawa wywołuje wiele kontrowersji, trochę niepotrzebnie, bo trudno budować intelektualne zaplecze kraju, jeśli nauczycielom płacimy grosze.

Warto pochylić się nad obecnym w mediach argumencie, że na skutek niskich pensji, do pracy w tym zawodzie przychodzą tylko najgorsi studenci… Nawet jeśli w tym argumencie znajduje się ziarno prawdy, to debata publiczna sprowadzona do tego rodzaju darwinizmu kompromituje nas intelektualnie i kulturowo. Odziera z godności. To całkowity „bezwstyd”. Są branże i daleko nie trzeba szukać, gdzie kompetencje nie mają żadnej korelacji z wysokim wynagrodzeniem. Nie wyobrażam sobie, co w tej sytuacji muszą czuć młodzi ludzie podejmujący pracę nauczyciela. Jeśli jeszcze tacy w ogóle są. Moim zdaniem należą im się przeprosiny.

Zacznijmy od przyszłości

Na łamach Fintek.pl często poruszamy temat robotyzacji, która prowadzi będzie do zastąpienia ludzi przez roboty w wykonywaniu różnych profesji. Zawody, które są najbardziej zagrożone to:

  • pracownicy call center, których zastąpią chat boty lub voice boty,
  • kierowcy, których zastąpią autonomiczne pojazdy,
  • redaktorzy prasowi, których zastąpią odpowiednie programy komputerowe,
  • lekarze różnych specjalizacji, których również zastąpią odpowiednie roboty z oprogramowaniem medycznym i modułem sztucznej inteligencji,
  • kurierzy, którzy będą zastępowani przez drony i autonomiczne pojazdy,
  • kucharze, którzy mogą być zagrożeni przez zaawansowane roboty kuchenne,
  • pracownicy biurowi i księgowi (fakturzyści)
  • programiści, którzy sami podcinają gałąź, na której siedzą, bo to oni programują roboty,
  • celebryci i aktorzy, których można wygenerować wg widzimisię producentów i określonych grup odbiorców,
  • notariusze, których w niedalekiej przyszłości może wyeliminować technologia blockchain i smart contracty,
  • górnicy, których zastąpią drony,
  • policjanci i żołnierze, których również mogą zastąpić roboty,
  • nauczyciele, których mogą zastąpić odpowiednio zaprogramowane hologramy (roboczo można je nazwać holokronami, czyli znanymi z Gwiezdnych Wojen hologramami nauczycieli mistrzów Jedi i Sith). Jeśli ktoś zastanawia się jak mogłyby wyglądać takie hologramy nauczycieli to rekomenduję do obejrzenia film Blade Runner 2049.

Ten zbiór jest otwarty

Naturalnie zawody te nie znikną całkowicie – jedynie grozi im marginalizacja. Przykładowo kiedyś w każdej wsi był kowal. Obecnie wciąż są oni obecni na rynku, ale w mniejszej liczbie, ich usługi są droższe i też nie zajmują się wykonywaniem narzędzi i podkuwaniem koni, a raczej wykonywaniem unikatowych wyrobów na zlecenie.

Naturalnie stopniowe wypieranie ludzi przez roboty przy wykonywaniu danych profesji nie będzie miało rewolucyjnego charakteru. Będzie to proces ewolucyjny, stopniowy – pierwsze wersje „sztucznych pracowników” będą drogie i niedoskonałe. Tak samo jak pierwsze samochody nie były wstanie zastąpić powozów konnych.

Ten proces już trwa i pisząc o ewolucji nie mam na myśli 100, a raczej kilkanaście lat. Kto 20 lat temu sądził, że praktycznie każdy Polak będzie miał komputer w kieszeni z dostępem do Internetu. 15 lat temu polski student z własnym laptopem to był bardzo rzadki widok. Procesy przyśpieszają, nawet młodzi ludzie powoli przestają nadążać za technologiami. M.in. z tego względu na powszechną robotyzację musimy się przygotować zarówno w sensie prawnym, jak i ekonomicznym. Inaczej obudzimy się z ręką w nocniku i niepostrzeżenie wyhodujemy sobie poważne problemy społeczne.

Nauczyciel jest jednym z zagrożonych zawodów

Hologram z modułem sztucznej inteligencji wyposażony w najlepszy program edukacyjny z danego przedmiotu, w mgnieniu oka profilujący uczniów pod kątem behawioralnym i na tej podstawie dostosowujący sposób przekazu wiedzy, zadań… to nie jest science fiction. W Chinach już to testują.

Polskim nauczycielom na razie nie grozi zastąpienie przez hologramy. Technologia jest jeszcze niedopracowana i długo jeszcze nie będzie powszechna. Prawdopodobnie przez najbliższe 20 lat w Polsce w tym temacie nie dojdzie do większych zmian.

Kto ma budzić ducha innowacji?

Dlatego zostawiając dyskusję o science fiction należy poważnie się zastanowić, czy rzeczywiście chcemy by nasze dzieci uczyli ludzie, którzy za swoją pracę dostają psie pieniądze. Myślę, że sporo osób chciałoby ten zawód wykonywać i ma „iskrę bożą” do tego, by zarażać młodsze pokolenia pasją i budzić w nim ducha innowacji. Ale nawet największy pasjonat ma też potrzeby finansowe, których obecna siatka płac nie zaspokaja. Wystarczy spojrzeć na ceny nieruchomości czy nowych samochodów by zdać sobie sprawę, że para młodych nauczycieli w Polsce ma przerąbane. To po czasie musi skutkować frustracją, błędami, zobojętnieniem.

Zapewne większość patologii w tym zawodzie (i nie tylko tym) wynika ze zgniłych kompromisów, które są konsekwencją dziadowskich wynagrodzeń. Co gorsze – zachodzi zjawisko sprzężeń zwrotnych. Przykładem mogą być korepetycje, które pozwalają dorobić, ale jednocześnie generują pytania: czy dzieci muszą na nie chodzić, bo nauczyciele słabo uczą w szkole? Czy robią to celowo? Czy to wina programu nauczania? Czy płacą podatki od tych dodatkowych zarobków? I tak wkoło Macieju od ponad 20 lat.

Czas zakończyć jałowe wieloletnie dyskusje

O tym, że nauczyciele mają dwa miesiące wakacji, dwa tygodnie ferii i uczą tylko po 18 godzin w tygodniu… Mamy XXI wiek, są nowe metody nauczania, a dzieciaki nie muszą pomagać rodzicom w polu w trakcie żniw. Dlaczego nie zreformujemy kalendarza szkolnego wedle zasady: „krócej, ale częściej”? Czas go urealnić – popracować nad efektywnością. Może nie byłoby wtedy potrzeby marnować pierwszego miesiąca roku szkolnego na przypominanie uczniom, co przerabiano przed wakacjami. Słowem – źle gospodarujemy zasobami na praktycznie każdej płaszczyźnie.

18 godzin pracy w tygodniu na etacie nauczycielskim?

Na tym tle są same nieporozumienia. Z jednej strony przykłady nauczycieli, którzy pracują po 40 godzin w tygodniu, a z drugiej – osób, które mają 4 godziny lekcyjne dziennie i o 11:30 kończą pracę. Czy naprawdę nie można tego wyjaśnić, usystematyzować i zreformować tak, by nie było żadnych wątpliwości?

Problemy cykliczne

Co roku w mediach, wedle ustalonego przed wiekami kalendarza, poruszane są te same oświatowe tematy. Zbyt ciężkie tornistry i plecaki, korki pod szkołami, brak higienistek, próchnica, zadania domowe… Rząd postanowił dotować rodziców w ramach programu „Dobry start”, ale rozwiązuje to tylko część problemów (skąd wziąć na wyprawkę?). Leczymy szkolnictwo objawowo tak jakbyśmy chcieli paracetamolem zdławić poważną infekcję bakteryjną.

Reforma szkolnictwa sprowadzona do logistycznych wygibasów, przenoszenia krzeseł i biurek, masowych zwolnień w jednym regionie i równie masowych rekrutacji w drugim. Do tego dochodzą skumulowane roczniki, smartfony w szkołach, roszczeniowi rodzice, nauczyciele bez kompetencji. Można odnieść wrażenie, że znaleźliśmy się w punkcie, w którym zbiegają się liczne ścieżki nieprawidłowości, które z każdym rokiem splątują się coraz bardziej.

Program nauczania, czy ogłupiania?

Totalny brak wiedzy o finansach i znajomości prawa. Jedyny kodeks, który Polacy znają jako tako to Kodeks Ruchu Drogowego i to też jest sprawa dyskusyjna. Młody człowiek po maturze, czyli egzaminie dojrzałości, musi jeszcze przejść szkołę życia – bo nie zna prawa pracy, nie umie rozliczyć podatku, oszacować pensji netto znając wartość brutto, napisać pisma do urzędu, nie wie jak wygląda rozprawa w sądzie, nie potrafi udzielić pierwszej pomocy, segregować śmieci, zaprezentować się na rozmowie kwalifikacyjnej, prawidłowo użyć gaśnicy, nie zna form grzecznościowych w korespondencji elektronicznej.

Tu można napisać, że w zamian za to zna nazwy stolic wszystkich państw karaibskich i potrafi napisać rozprawkę nt. Pieśni o Rolandzie. Jest to na swój sposób romantyczne. Nie musimy z tego rezygnować, wystarczy zastanowić się nad tym by inaczej ułożyć akcenty.

Podwyżki nauczycieli w postulowanej wysokości samoistnie nie rozwiążą powyższych problemów, ale w dużej mierze pozwolą na zablokowanie wielu ich źródeł. Skąd na to wziąć pieniądze? Jak to możliwe, że właśnie na to pieniędzy nie mamy?

Polska innowacyjna potrzebuje kadr. Prawdopodobnie nigdy nie uda nam się dogonić państw Zachodu w rozwoju przemysłowym i technologicznym – w takiej formie jaką wyobrażamy sobie dzisiaj. W tej kwestii żadna inwestycja nie będzie pewna i każda może być kwestionowana. Jedyna, która zawsze – niezależnie od uwarunkowań historycznych – pozwalała budować przewagi cywilizacyjne, to inwestycja w edukację. Well educated and fintech.

Foto: Pixabay