12 grudnia 2017, 09:00:Central European Digital Payments - Warsaw 2017 - Hotel Novotel Warszawa Centrum, ul. Marszałkowska 94/98, 00-510 Warszawa, Polska

Marnujemy jedzenie na potęgę. Przeciętny Polak traci 2 tys. zł rocznie. Jak je odzyskać?

Polacy marnują ok. 250 kg żywności rocznie. Średnia dla Unii wynosi ok. 180 kg. Rocznie w całej Wspólnocie wywalamy żywności za 140 mld euro. Przeciętna polska rodzina co roku wyrzuca na śmietnik jedzenie o wartość 2 tys. zł. Nie potrafimy robić zakupów, marnujemy produkty, tracimy pieniądze i niepotrzebnie zabijamy zwierzęta – to główne wnioski.  Czy Fintech pomoże?

Zaagregowane dane makro dotyczące marnotrawstwa sprzyjają tworzeniu poczytnych nagłówków, ale problem jest zbyt poważny by robić z niego sensację bez podawania rozwiązań.

Temat marnotrawienia zasobów obecny jest w naukach ekonomicznych od początku wykładania tej dyscypliny. Wszak ekonomia jest nauką o dobrym gospodarowaniu. Z danych Eurostatu wynika, że nadmierny konsumpcjonizm Europejczyków z dobrym gospodarowaniem nie ma nic wspólnego. Ewidentnie lepiej zarządzamy portfelem niż tym, co mamy w lodówce. Problem jest spory i kosztowny.

Ciekawy projekt nt. temat realizuje m.in. Google. LeanPath to program Google, który pomaga przedsiębiorstwom gastronomicznym zoptymalizować się i zmniejszyć liczbę wyrzucanych produktów/posiłków nawet o połowę. W Polsce dobrą robotę wykonują banki żywności.

Przeciętna rodzina w ciągu roku wyrzuca do śmieci żywność za ok. 2 tys. zł. Do tego dodajmy koszty transportu, utylizacji, recyklingu oraz nakłady na przeciwdziałanie zaśmiecaniu, to otrzymamy łącznie kwotę ok. 3-3,5 tys. zł rocznie, czyli ok. 45 mld zł rocznie. Za te pieniądze można spokojnie kupić 13 mln dobrych lodówek lub prawie przez dwa lata finansować program 500+. Nieszczęśliwie wiele wskazuje na to, że program 500+ może stymulować marnotrawienie produktów żywnościowych, bo wielu jego beneficjentów prawdopodobnie zwyczajnie kupuje za dużo jedzenia – to niestety skutek braku edukacji finansowej i nauki o gospodarowaniu.

Gdyby tylko chodziło o warzywa i owoce to jeszcze można by sprawę bagatelizować. Rzecz w tym, że marnotrawimy ok.  400 tys. ton mięsa, które stanowi nawet 20% marnowanej żywności w Polsce. Innymi słowy, spora część zwierząt, które zabijamy nie jest zjadana tylko ląduje na śmietniku.

Jak temu przeciwdziałać?

Władza zauważyła problem. Stąd projekt ustawy o przeciwdziałaniu marnotrawienia żywności (lipiec 2016 roku). Pomysł sprowadza się do wymuszenia na sklepach wielkopowierzchniowych częstszego wspomagania banków żywności produktami, których termin przydatności do spożycia zbliża się ku końcowi. Niestety, tradycyjnie państwo chce wymusić działania na przedsiębiorcach groźbą wprowadzenia nowego podatku – 10 groszy za każdy zmarnowany kilogram żywności. Pieniądze miałyby trafić do organizacji, które żywią potrzebujących. Projekt leży w Senacie i na razie pracują nad nim Komisje (prace wznowiono w marcu 2017 r. po ich wcześniejszym wstrzymaniu). Jego intencje są słuszne, ale środek do ich urzeczywistnienia wydaje się nie uwzględniać prawdziwych powodów wywalania art. spożywczych przez supermarkety.

Czytaj także: Zakupy w Biedronce i Lidlu online – to możliwe dzięki szopi.pl

Nie rozwiązuje on jednak problemu masowego marnowania żywności przez konsumentów. Teoretycznie można podnieść opłaty za wywóz śmieci organicznych, co mogłoby zniechęcić do większych zakupów. Inni ekonomiści sugerują, że najlepszym rozwiązaniem będzie oddziaływanie zmierzające do zwiększenia cen np. mięsa poprzez nałożenie na produkty odzwierzęce dodatkowych podatków. W mojej opinii to obecnie byłby to najprostszy sposób do zwiększenia niezadowolenia poziomu społecznego a co za tym idzie – w wymiarze politycznym byłby nieskuteczny, ponadto stałby się pożywką dla wszelkiej maści populistów.

Zanim podejmiemy jakiekolwiek działania legislacyjno-regulacyjne należałoby stworzyć dla nich klimat – tzn. wytworzyć kulturową potrzebę zmniejszenia poziomu marnotrawienia np. poprzez programy edukacyjne, uwypuklenie skali problemu w ramach systematycznych akcji społecznych oraz… stworzenie systemów, które ułatwia ludziom zarządzanie tym, co już w lodówce mają lub dopiero mieć będą.

Internet of Things zoptymalizuje zakupy… w przyszłości

Dobre rozwiązanie, szybciej niż możemy przypuszczać, może zrodzić Internet of Things. Jesteśmy blisko stworzenia lodówki naszpikowanej czujnikami, które informują konsumenta o tym, że musi kupić mleko, najlepiej tylko litr, bo i tak całego nie wypija. Możemy spodziewać się, że już w kolejnej dekadzie zostanie uruchomiona masowa produkcja i sprzedaż urządzeń, które znają nasze przyzwyczajenia żywieniowe i same dokonują niezbędnych zakupów przy okazji optymalizując je tak, by marnotrawić jak najmniej zasobów jeszcze.

Na razie ciężko jest o sprzęt, który poinformuje o tym, że nie mamy już jajek, ale na rynku mamy lodówki, które umożliwiają podgląd tego co mamy w lodówce z poziomu smartfona (np. Samsung Smartf Fridge).

 Samsung Smart Fridge

Dobre rozwiązanie to również zakupy art. spożywczych przez Internet np. w Piotrze i Pawle lub Tesco. Ostatnio głośno było także o szopi.pl, które umożliwia zrobienie zakupów online w Lidlu lub Biedronce, ale na razie tylko w Warszawie i Krakowie. Kupowanie w sieci dla niektórych osób to najlepszy sposób na zachowanie reżimu i przestrzegania listy. Ponadto jest to wygodne, bo nie tracimy czasu na dojazd do sklepu, kolejki, itp. Niemniej, trzeba się liczyć z ceną dostawy i jej dostępnością.

Czytaj także: Szalone wydatki po alkoholu? DrnkPay rozwiąże ten problem

Pewnego rodzaju zagrożeniem do zwiększenia poziomu marnotrawienia może być wyeliminowanie kas sklepowych, ale na razie brak jest informacji o tym, jak wpłynęłyby to na zachowania i przyzwyczajenia konsumentów.

Too Good to Go

W USA i Wielkiej Brytanii coraz powszechniejsze są aplikacje mobilne, które informują o tym, gdzie np. można zjeść darmowy posiłek lub za darmo pozyskać produkty potrzebne do jego przyrządzenia np. FoodCloud lub Too Good to Go.

 Too Good to Go

Too Good to Go to brytyjskie rozwiązanie, które pokazuje klientom miejsca, gdzie w okolicy mogą liczyć na odebranie darmowego posiłku/produktów (lub o znacznie obniżonej cenie) w tych restauracjach/barach, które w innym wypadku musiałyby je wyrzucić (bo np. nie sprzedały wszystkiego lub kończy się ich ważność). Aplikacja ma już ponad pół miliona pobrań dzięki, której udało się wydać 805 tys. posiłków. W Polsce jeszcze nie działa.

Olio

Inne ciekawe rozwiązanie proponuje Olio – aplikacja jest pewnego rodzaju internetowa tablicą dla społeczności lokalnej (z systemem geolokalizacji), na której można zamieścić ogłoszenie o produktach, które możemy oddać za darmo. Będąc w Warszawie do „najbliższego ogłoszenia” miałem ponad 600 km. To na razie tyle w temacie współdzielenia jedzenia online nad Wisłą, ale jeszcze nic straconego. W końcu Polacy dzielą się szklanką cukru i bez aplikacji.

Czytaj także: Polacy mają problem z Internetem Rzeczy. Dużo mówią, mało robią

#fintechdoesnotwastefood

Temat marnowania żywności jest ważny, dlatego pod hasztagiem #fintechdoesnotwastefood będziemy umieszczać najlepsze rozwiązania online, które ułatwią Polakom przeciwdziałanie temu zjawisku. Firmy, start-upowcy oraz inne osoby z otwartymi umysłami, które chcą podzielić się swoimi pomysłami na to jak nie marnować żywności lub posiadają gotowe rozwiązania lub aplikacje, mogą przesyłać informacje o nich na adres redakcja@fintek.pl.

Podziel się artykułem
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone