Od dzisiaj geoblokowanie w UE jest zakazane. Polacy mogą robić zakupy online w całej UE

Koniec geoblokowania –  to już oficjalne. Klienci odetchnęli z uglą, a e-commerce zadrżał, bo fakt wprowadzenia tego zakazu nie jest aż tak korzystny dla sklepów internetowych jak mogłoby się wydawać. Wielu przedsiębiorców nie chce sprzedawać swoich produktów np. Hiszpanom lub Franzuzom, bo paczka do nich idzie znacznie dłużej, a jej nadanie jest droższe. Klient ma też prawo się rozmyślić i towar odesłać, co tworzy niesamowite problemy na działalności operacyjnej, szczególnie dla małych sklepów. Zobaczmy jak to wyjdzie w praniu. Klientom sytuacja odpowiada, ale wszystko może się skończyć podwyżkami cen zakupów w Internecie.

Dzisiaj w życie weszły nowe unijne przepisy zakazujące dyskryminacji w handlu internetowym. To koniec tzw. geoblokowania, czyli uniemożliwiania dokonywania zakupów online obywatel z innych krajów UE. Oznacza to, że sklepy internetowe z innych krajów np. Hiszpanii, Niemiec czy Francji nie mogą odmówić dokonania zakupu online klientom z Polski. Sklepy nie mogą odmówić wysłania towaru. Oznacza to również, że skończy się sytuacja, gdy produkt danego producenta dostępny dla zakupu dostępny będzie tylko dla klientów z wybranych państw UE. Jeszcze do niedawna taką praktykę stosowała ponad połowa sklepów internetowych w Unii Europejskiej.

Naturalnie sprzedawcy mogą odmówić sprzedaży towaru klientom z poza UE. Jednak nie mogą już zawyżać cen sprzedaży towaru w zależności od tego do jakiego kraju sprzedają. Oczywiście koszty przesyłki mogą być wyższe. Sprawa dotyczy też sklepów internetowych w Polsce tzn. polski sklep internetowy nie może uniemożliwiać sprzedaży towaru np. Portugalczykowi lub Francuzowi. Nie można także klienta przekierowywać na inny serwis, chyba że ten wyrazi na to zgodę.

Polecam zapoznać się z raportem DELab „Analiza mechanizmu geoblokowania w konteście różnicowania cen w Unii Europejskiej w transgranicznym handlu elektronicznym. Perspektywa Polski„, który wyjaśnia o co chodzi w całym tym geoblokowaniu, dlaczego było ono stosowane i czy rzeczywiście stanowi tak duży problem jak sugerowały tytuły prasowe.

Zakaz geoblokowania promuje globalne marki

Zakaz geoblokowania wydaje się czymś dobrym, ale będzie miał wpływ także na rynek płatności. Promuje on globalnych graczy. Nie każdy sklepi internetowy chce współpracować z PayPalem, Visą lub Mastercardem, ale jeśli chce być otwarty na nowe rynki zbytu (lub musi być na nie otwarty) to raczej nie będzie miał wyjścia. Zabroniona jest dyskryminacja ze względu na metodę płatności tzn. nie można różnicować klientów ze względu na to jak chcą zapłacić (np. Niemcy tylko VISA, Francuzi tylko Mastercard). Warto też pamiętać o tym, że BLIK to rozwiązanie lokalne – Francuz nie zapłaci za zakupy tą formą płatności, bo zwyczajnie nie ma do niej dostępu.

W grę wchodzi także polityka antyfraudowa w e-commerce. Każdy rynek ma inną specyfikę – sklepy muszą się przygotować na nowe doświadczenia i skalibrować swoje procesy także pod klientów z tych państw, które do tej pory blokowali. W przypadku platform aukcyjnych, prawdopodobnie zamiast geoblokowania pojawią się możliwości precyzyjnego określenia grupy odbiorców, tak by np. nasza oferta nie wyświetlała się wysoko w wynikach wyszukiwaniach klientom z krajów, których nie chcemy obsługiwać.

Dla polskiego sektora fintech to szansa na zawojowanie innych rynków. Fintechy płatnicze i nie tylko (digital lending jako metoda płatności) dostały argument do nawiązania realnej współpracy ze sklepami internetowymi z innych państw. Polska to 5 największy kraj UE z 37 mln mieszkańców, których wynagrodzenia i popyt rośnie.

Rozporządzenie nie obowiązuje produktów i usług audiowizualnych świadczonych drogą elektroniczną. Chodzi o usługi niematerialne objęte prawem autorskim. W istocie oznacza to, że serwisy streamingowe dalej mogą zamieszczać informacje o tym, że dany film, serial lub album muzyczny jest niedostępny dla mieszkańców danego państwa. 

Foto: Pixabay.

/ŁP