23 kwietnia 2018, 09:00:Payment Meeting - Hotel Bristol, Krakowskie Przedmieście 42/44, 00-325 Warszawa

Czy powierzymy fintechom nasze pieniądze?

Fintech - wart naszych pieniędzy?

Fintech. Określenie coraz popularniejsze – powoli przebijające się do mediów tradycyjnych. Firmy wykorzystujące innowacje technologiczne do tworzenia nowych usług finansowych. Czy powierzymy im nasze pieniądze?

Zastanówmy się przez chwilę nad pytaniem podstawowym – dlaczego fintechy w ogóle powstają? Czemu główne obszary rozwoju to płatności, ubezpieczenia, bankowość elektroniczna, pożyczki i inwestycje? Dlaczego co godzinę 3,3 mln osób korzysta z Alipay, a niemalże milion dolarów pożyczanych jest od Lending Club 1 ?

Czytaj także: Zapłać zegarkiem. Garmin Pay już w Polsce

Coraz większe inwestycje w branżę fintech

W roku 2015 w nowe przedsięwzięcia finansowe zainwestowano ponad 19 miliardów dolarów. W roku 2016 na ten cel przeznaczono 88 mld dolarów 2 . Co więcej, Goldman Sachs, Citigroup czy Banco Santander – firmy, które trudno podejrzewać o brak środków – wolały zainwestować w partnerstwa z Plaid, Fast Pay i iZettle, niż same rozwinąć swoje produkty. Dlaczego?

Kusząca jest odpowiedź najprostsza – wielkie korporacje są powolne w podejmowaniu decyzji i niezbyt skore do ponoszenia ryzyka. Wydaje się jednak, że to zagadnienie jest bardziej skomplikowane.

Czytaj także: Grupa Raiffeisen Bank Polska poprawia rentowność

Kowalski 2.0

Przyjrzyjmy się w pierwszej kolejności klasycznemu przedstawicielowi społeczeństwa – tzw. Kowalskiemu. Kowalski, chcąc ulokować swoje ciężko zarobione pieniądze musi wybrać instytucję, z którą zwiąże się na dłużej poprzez swoje oszczędności i do której uda się osobiście. Jednak, Kowalski zaczyna dostrzegać trendy rynkowe – mobilność, coraz większy udział technologii w swoim życiu, omnikanałowość – i zaczyna ewoluować w Kowalskiego 2.0.

Ten nowy Kowalski lepiej rozpoznaje swoje potrzeby niż jego poprzednik i ma od niego większe wymagania – od banków zaczyna oczekiwać tego, czego oczekuje się od sklepów – konkurencyjności, elastyczności, łatwości i szybkości obsługi, transparentności i bezpieczeństwa. W krótkim czasie okazuje się, że oczekiwania Kowalskiego dorównują oczekiwaniom klientów instytucjonalnych. Rynek finansowy przez dość długi czas opierał się innowacyjnym trendom, wynikającym z oczekiwań Kowalskiego 2.0.

Czytaj także: 6 tysięcy przedsiębiorców w Programie Polska Bezgotówkowa

Natura nie znosi próżni

W tym przypadku próżnia wypełniona została właśnie przez fintechy. Zmieniający się trend doskonale jednak wyczuły firmy technologiczne. Przykładem może być robo-doradca – sztuczna inteligencja, która potrafi na podstawie szeregu parametrów ustalić optymalny w danej chwili portfel inwestycyjny. Oczywiście człowiek w tym działaniu nadal jest niezbędny, jednak ogranicza się do definiowania strategii, ich wykonanie pozostawiając systemowi.

Dzięki wyeliminowaniu „ręcznych” inwestycji, firmom takim jak Vanguard czy Wealthfront udało się osiągnąć efekt skali pozwalający na znaczne zmniejszenie opłat. Odpowiedzi należy się spodziewać również ze strony tradycyjnych graczy. Mogą oni sami stworzyć platformę usługową w ramach centrów innowacyjnych, które już powstają. Mogą również zdobyć usługę przez akwizycję fintecha lub nawiązać z nim partnerstwo.

Historia, choć krótka, pokazała, że forma organizacyjna nie ma tu większego znaczenia, chociaż można zauważyć, że mało która instytucja decyduje się na samodzielną budowę usługi. Oczywiście sama oszczędność kosztów po stronie dostawcy usług to za mało, by przyciągnąć klientów. Operatorzy platform pokazali jednak, że są w stanie dostarczyć usługę dostosowaną do potrzeb konkretnej osoby (np. jej apetytu na ryzyko) i jednocześnie osiągać dobre wyniki. Do tego całym portfelem można zarządzać leżąc w łóżku.

Czytaj także: FlixBus testuje elektryczne autobusy dalekobieżne

Czego chcieć więcej?

Co ciekawe okazało się, że klienci jednak oczekują więcej. Nowe podmioty na rynku mają problem ze zdobyciem znaczącego w nim udziału. Klienci niechętnie rezygnują z bezpośredniego kontaktu z doradcą finansowym na rzecz sztucznej inteligencji, co może oznaczać, że pokolenie komunikujące się głównie przez portale społecznościowe nie zgromadziło jeszcze wystarczającego kapitału inwestycyjnego.

Jednocześnie koszt pozyskania pojedynczego klienta nadal jest wysoki, a przychód, jaki on tworzy, wciąż niewielki. Czy to oznacza, że model biznesowy jest zły? A może – że sama konstrukcja oferty musi jeszcze bardziej zejść z utartej ścieżki? I jak to zwykle bywa, pierwszy, który tego dokona będzie mógł już do końca życia pisać swoje biografie z pokładu pokaźnego jachtu.

Czytaj także: Odważne plany ekspansji Uber Eats

Łamanie stereotypów

To krótkie podsumowanie jednego tylko obszaru sektora finansowego pokazuje, jak wiele szans, ale i przeszkód, czeka na innowacyjne firmy. Dla klientów najbliższe lata z pewnością będą bardzo ciekawe. Obszar finansowy przez długi okres opierał się wszelkim innowacjom i przełamanie tego trendu powinno doprowadzić do pojawiania się coraz to lepszych usług.

Dla tradycyjnych graczy z kolei będzie to czas, stopniowego schodzenia z utartego szlaku i otwierania się na coraz bardziej świadomych klientów. Miejmy nadzieję, że w tym przypadku chińskie przekleństwo „Obyś żył w ciekawych czasach” okaże się błogosławieństwem.

Czytaj także: KNF publikuje status prac w sprawie Fintechów

/Daniel Martyniuk – Partner w Dziale Konsultingu, Deloitte