23 listopada 2017, 09:00:IT w Administracji GigaCon - Hotel Courtyard, ul. Żwirki i Wigury 1, 00-906 Warszawa, Polska

Starożytny Internet

Przyszłość to zagadka, ale futuryści i fantaści czasem odgadują kierunki, w której podąża ludzkość. Dlatego nie może ich zabraknąć na Fintek.pl. Co jakiś czas będziemy publikować opowiadania science-fiction, dla których motywem przewodnim jest technologia. Oczywiście czekamy na prace czytelników. A teraz zapraszam w podróż do przyszłości.

Chemia Wiadomość od nieznajomego nadawcy

To był dziwny poranek. Chmury nad miastem rozganiały wielkie metalowe sterowce rozpraszające w atmosferze mieszanki gazu o zapachu świeżego poranka.

W górne warstwy atmosfery przepompowywano ciepłe powietrze – to chroniło przed deszczem. Wszystkie stacje informowały o tym, że dzisiaj nie będzie padać – tak wynikało z kalendarza. Regulowanie pogody to jeden z milszych aspektów życia w mieście pierwszej kategorii. Automatyczne płynące po niebie ciężkie maszyny spokojnie wymijały kolejne drapacze chmur.

Były ciche, ale by nie psuć ludziom doznań estetycznych w momencie mijania budynku wyświetlały po swoich bokach idealne odbicie rzeczywistości po drugiej stronie – zwykle słonecznego nieba. Każdy kto płacił podatki miał prawo do wyregulowanej pogody. Odebranie komuś tego przywileju nawet na sekundę było ciężkim przestępstwem.

Każdy kto płacił podatki miał prawo do wyregulowanej pogody. Odebranie komuś tego przywileju nawet na sekundę było ciężkim przestępstwem.

Marek nie miał ochoty wychodzić z łóżka, ale chemia go obudziła. Zawsze budzi o tej samej właściwej porze. Wystarczy powiedzieć, o której godzinie chce się wstać i chemia sama wyreguluje organizm tak, by ciało i umysł działały optymalnie. Chemia pierwszy raz pojawiła się 15 lat temu i niektórzy twierdzą, że jest większym wynalazkiem od Internetu, bo przedłuża życia i zwiększa jego jakość. Sprawia, że ludzie nigdy nie chorują. Gdyby tylko była dostępna dla wszystkich to może nie byłoby wojen?

Poranki to złe określenie na porę dnia, o której Marek wychodził do pracy. W zasadzie nie wychodził do niej ani też do niej nie chodził – biuro miał w domu, który nie był jego domem tylko biurem. Trudno to pojąć na początku, ale w nowoczesnych korporacjach jest to standard.

Początek dnia był dziwny, bo Marek pierwszy raz od 15 lat otrzymał prawdziwą wiadomość na skrzynkę e-mail. Nie używał jej od tego czasu, bo kto w czasach chemii używa skrzynek pocztowych? Ostatni raz zalogował się na pocztę tylko po to, by sprawdzić najnowsze dopasowane dla niego oferty reklamowe.

W końcu każda wiadomość trafia do sieci neuroprzekaźnikowej mózgu i zawsze wiemy, co, kto, kiedy i jak chciał nam przekazać. Ach, gdyby jeszcze nie było spamu!? W skrzynkach pocztowych było to samo, ale w tym wypadku szkodliwość jest znacznie większa. Być może dlatego karą za rozsyłkę śmieciowych informacji jest brak chemii na okres minimum roku? Marek nie wiedział i nigdy się nad tym nie zastanawiał. Oczywiście wcale nie zmieniało to faktu, że codziennie dostawał kilka niechcianych wiadomości, które w obrzydliwie niemiły sposób oddziaływały na jego kręgosłup. I na ten urojony moralny, jak i ten prawdziwy. Po prostu spam zadawał mu fizyczny ból.

MózgPixbay-1.jpg

Witaj Marku, jutro masz urodziny. Stać Ciebie na twój wymarzony prezent…- spam i reklama profilowana jeszcze przez jakiś czas była popularna, ale potem nikt już nie korzystał z poczty. Kiedyś, jak jeszcze był młody widział, że jego rodzice pili kawę, gdy czuli się źle. Chodzili do kawiarni. Mieli nawet automaty, które przyrządzały czarny płyn na setkę różnych sposobów. Prehistoria. Wypicie takiego paskudztwa tylko doprowadziłoby do zatrucia organizmu niepotrzebnymi toksynami. Jeszcze można stracić ubezpieczenie i gwarancję na chemię. Poranek był dziwny, bo nie słyszał dźwięku otrzymania mejla od lat i już prawie zapomniał jak ono brzmi. Takie bezgłośne szarpnięcie zamykanych drzwi. Na początku się zdziwił, bo wydawało mu się, że sieć nie działa już na tym kodzie od lat. Być może to jakiś błąd albo zabłąkana wiadomość, która krążyła w internecie od lat, aż w końcu właściwy protokół odnalazł pusty token i przypadkowo trafił do jego skrzynki. Marek miał swoją teorię, ale nie miał czasu jej potwierdzić. Musiał wracać do pracy. Tylko trzy godziny możliwie efektywnej kreatywnej pracy nad tworzeniem rozwiązań ekonomiczno-biznesowych dla producentów z Azji i Afryki, a potem będzie wolny. Najpierw tylko zaprogramuje chemię, by nic go nie rozpraszało. Żadna wiadomość od znajomego, żadna kobieta, która przypadkowo pojawiłaby się w pobliżu, ani nawet uczucie głodu lub chęci skorzystania z toalety. Powinien robić przerwy co półtorej godziny, ale on wolał wytrzymać chwilę dłużej by potem mieć 15 minut więcej czasu dla siebie. Dla chemii, która zabierała go w różne miejsca z różnymi ludźmi. Chciał pójść z Megan na spotkanie, a potem razem polecieć oglądać Kangury w Australii. To tylko piętnaście minut tubą z Londynu, a podobno warto. Przynajmniej tak mówił mu znajomy z pracy.

Megan Co się z nami stało?

Megan poznał na sesji chemicznej. Program stwierdził, że pasują do siebie w ponad 90%. Jedyne co trzeba było zrobić to spisać umowę i dopasować chemię. I tak stali się małżeństwem w świetle prawa.

– Marku, a co było w czasach, gdy nie było chemii i ludzie naprawdę musieli marnować tyle czasu, aby spotkać właściwą osobę? – pytała.

– Nie wiem, to chyba był sens życia dla wielu ludzi, ciągle szukać – odpowiadał.

– A co jeśli nie udawało im się znaleźć kogoś właściwego? – Megan bywała nieustępliwa, ale dzięki dobremu dopasowaniu nigdy nie denerwowało to Marka.

– Myślę, że wiele osób całe życia bywało nieszczęśliwymi, ale pomyśl jaką radością było znalezienie tej właściwej osoby, która tak jak ja lub Ty pasowała do człowieka w ponad 90%? – trudno było stwierdzić, czy było to pytanie czy odpowiedź.

– Myślę, że właśnie wtedy spisywano o tym opowieści – Megan nie miała wątpliwości co odpowiedzieć.

A więc Kangury, a potem e-mail. A może jednak nie? Może zanim pójdę do niej to sprawdzę cóż to za zabłąkany kod zmącił mi dzisiaj plan dnia – pomyślał.

Podszedł do tabletu cienkiego jak papier. Nie używał go od lat, a w zasadzie od lat był niczym więcej niż paterą na drobiazgi, które ciągle gubił. Dopiero jak stawiał je na lśniącym ekranie tabletu, który zawsze leżał w tym samym miejscu w jego mieszkaniu, miał pewność, że nigdy ich nie zgubi. Marek otworzył skrzynkę pocztową. Nie sądził, że urządzenie tak szybko połączy się z siecią. Ona wciąż działała, ale tylko na wypadek awarii.

To zadziwiające, że jeszcze jej nie wyłączyli skoro Bliski Wschód robi wszystko, by używać jej do swoich wojen.

To zadziwiające, że jeszcze jej nie wyłączyli skoro Bliski Wschód robi wszystko, by używać jej do swoich wojen.

No cóż, niektórzy nie potrafią pożegnać się z technologią, która już nikomu się nie przydaje. Biała ikonka przedstawiająca kopertę była podświetlona na zielono. Oznaczało to, że ma jedną nieprzeczytaną wiadomość. Pod spodem było ich kilka, ale wszystkie straciły ważność dawno temu. Kiedyś zwykle otrzymywał spam, ale jedną wiadomość trzymał z sentymentu. Była od jego pierwszej miłości, która okazała się być niewłaściwa. Przynajmniej tak stwierdziła chemia, bo wyniki dopasowania jego i Kate okazały się poniżej akceptowalnych oczekiwań – tylko 17%. Jak mógł kochać kogoś, kto pasował do niego tylko w 17%? A jednak trzymał ostatniego mejla od Kate.

– Nie wierzę, że bardziej ufasz lekarzom, którzy faszerują Ciebie jakąś głupią chemią niż swoim oczom, gdy mnie widzisz – napisała.

Marek nigdy więcej jej nie widział. Wiedział, że w końcu sama zaczęła używać chemii i ma teraz męża. Wtedy to był dramat, bo nikt nie wierzył, że to działa. Nie był jednym z pierwszych korzystających, ale któregoś dnia po prostu spróbował i zobaczył jak wiele możliwości otwiera przed nim nowa technologia. To było niesamowite okno na świat, na nową prostszą rzeczywistość. I dzięki chemii poznał Megan. Jego cudowną Megan. Marek otworzył wiadomość. Wydawała się nie mieć nadawcy, ale w końcu zauważył, że dziwny login to nie spam tylko prawdziwa skrzynka. Zawsze łatwo było to poznać.

Kari23456@or.com napisała:
Otwórz oczy i chodź za mną. Znajdziesz mnie tam, gdzie zwykle nie patrzysz. Szukaj mnie…

Rzeczywiście dziwna wiadomość – pomyślał. Musi być zabłąkana. Chociaż ma dzisiejszą datę to adres wygląda na starożytny. Litery i same cyfry, a to oznacza, że ma blisko ponad 50 lat. Marek już nie miał takiego loginu – musiał używać małych i dużych liter, znaków specjalnych oraz przynajmniej 12 cyfr. Jego ostatni oficjalny email wyglądał tak !$#m1a2reK234566788$%&^&@o234seke.com. I był to bardzo dobry adres – łatwy do zapamiętania. Na inny nie było go stać, bo kto ma tyle pieniędzy aby płacić setki tysięcy kredytów na login złożony z samych liter. Z resztą musiałby go od kogoś odkupić, a to nie dawało gwarancji, że nagle nie zacznie dostawać wiadomości od ludzi, których nie zna. Kiedyś był w antykwariacie i zastanawiał się, skąd ludzie mają pieniądze na starożytny kod? To coś jak dzieła sztuki, antyczne meble, którymi podniecali się jego przodkowie. Teraz takie adresy ogląda się tylko w muzeach, gdzie miły kustosz demonstruje jak 50 lat temu wysyłało się wiadomości do innych ludzi.

Dziwne, że tak długo nie mogliśmy odkryć chemii? To jak z człowiekiem z epoki kamienia łupanego, który odkrył koło dopiero kilkadziesiąt tysięcy lat po zejściu z drzewa. I to samo dotyczy ognia. Boże, ależ kiedyś ludzie byli prymitywni – pomyślał. To nic nie warta wiadomość, bo nie znał nikogo, kogo stać byłoby na taki adres. Może ktoś sobie robi z niego żart? Może jakiś bogacz codziennie wysyła kilka takich informacji do przypadkowych ludzi, aby zamącić im w głowach i prędzej czy później doprowadzić do obsesji w poszukiwaniu odpowiedzi?

Ghost-in-the-shell-1995.jpg
Ghost in the shell (1995)

Marek nie miał zamiaru długo się nad tym zastanawiać. Po co? Może lepiej zgłosić to na policję. Po prostu dać znać, że doszło do naruszenia w sieci i ktoś wykorzystuje ją do wysyłania jakichś idiotyzmów.

Ludzie już dawno nauczyli się, że nie wolno wykorzystywać kodu do tego typu głupot. Nie wolno zakłócać harmonii cyfrowego świata, który o mały włos nie doprowadził ludzi do wyginięcia.

To pierwsza i ostatnia lekcja internetu. Marek nacisnął odpowiedni przycisk i skasował wiadomość. Może będę tego żałować, bo email w tych czasach jest dużo warty, zwłaszcza z takiego adresu – pomyślał.

I dzięki niej świat jest taki prosty i poukładany, że jeśli nie chce myśleć o przeszłości, ta zabiera go w przyszłość. Bo przyszłość jest najważniejsza i nie wymaga analizy.

Lepiej nie mieć problemów – powiedział pod nosem. Położył się na łóżku i poczekał, aż chemia wyreguluje mu organizm idealnie do podróży na druga półkulę. Co jak co, ale w Australii jest trochę cieplej niż w Londynie, a on nie chce się pocić jak świnia. Megan dała mu znać, że widzą się za godzinę. Dobrze, lubię mieć godzinę dla siebie – stwierdził. Nie musiał patrzeć na zegarek – oczywiście dzięki chemii.

I dzięki niej świat jest taki prosty i poukładany, że jeśli nie chce myśleć o przeszłości, ta zabiera go w przyszłość. Bo przyszłość jest najważniejsza i nie wymaga analizy. Leżał na łóżku i… nagle usłyszał znajome szarpnięcie drzwiami. Dostał drugiego mejla.

Podziel się artykułem
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone