Ustawa o PPK podpisana. Możliwe wyższe emerytury, ale pracownicy dostaną niższe pensje

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę wprowadzającą Pracownicze Plany Kapitałowe. Giełdziarze cieszą się, bo na rynek kapitałowy wróci kapitał. Politycy przekonują, że to rozwiązanie, które zwiększy świadczenia emerytalne. Radośnie do sprawy podchodzą także niektóre fintechy, które już ostrzą sobie zęby na obsługę PPK w większych firmach. Na koniec pozostaje jednak spory problem, bo PPK obniży pensje netto pracowników, z czego większość nie zdaje sobie sprawy. Kto za to zapłaci?

Andrzej Duda podpisał ustawę o Pracowniczych Planach Kapitałowych, a dokonał tego w siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych. Jest to znamienne i zapewne wiele osób zaangażowanych w rozwój rynku kapitałowego odbiera to pozytywnie. Mi też zależy na tym, by rynek kapitałowy rozwijał się, ale uważam, że PPK powinny być robione dla przyszłych emerytów, a nie dla inwestorów, którzy od lat narzekają na brak OFE na giełdzie. Tradycyjne uderzanie w dzwonek dawno straciło swój urok.

PPK obejmie 11,5 mln pracowników

Ustawa zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2019 roku, jednak pierwsze składki zaczniemy płacić dopiero od lipca 2019 roku. Według szacunków rządu ustawa obejmie 11,5 mln ludzi, czyli ponad 2/3 pracujących Polaków. Celem ustawy jest wprowadzenie elementu oszczędzania kapitałowego za pośrednictwem wyspecjalizowanych podmiotów, które będą inwestować składki w różne papiery wartościowe m.in. na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Ze zrozumiałych względów PPK cieszy starych „inwestorów”. Nie jest żadną tajemnicą, że po odcięciu kroplówki OFE, polski rynek kapitałowy popadł w kryzys niskich obrotów. Ogólnie giełda straciła na atrakcyjności, ale też niewiele zrobiono przez ostatnie pięć lat, by w inny sposób przyciągnąć kapitał i co lepsze spółki na rynek finansowy. W międzyczasie pojawił się crowfunding, ICO, „Robinhoody”, kryptowaluty, itp., rozwiązania, które dla wielu inwestorów wydawały się atrakcyjniejsze niż walory spółek z WIG20.

Trudno powiedzieć, że czy PPK będzie dobre dla przyszłych emerytów – w mojej opinii jest ono przede wszystkim źle wytłumaczone społeczeństwu, które za jakiś moment zorientuje się, że niejako zostało zmuszone do inwestowania na polskiej giełdzie w zamian za emeryturę, w którą nie wierzy. Po co ludzi edukować i dbać o zaufanie do rynku finansowego? Lepiej zmusić ich do inwestowania na giełdzie przy użyciu legislacyjnego cepa.

Automatyczny zapis do PPK

Zgodnie z projektem, do PPK automatycznie zostaną wpisani wszyscy pracujący Polacy (na podstawie umów o pracę) w wieku od 19 do 55 lat. Na początek obowiązek obejmie tylko największe firmy zatrudniające powyżej 250 pracowników. W kolejnych latach obejmie on również mniejsze firmy, by finalnie w 2021 roku dotyczył on już każdego przedsiębiorcę zatrudniającego ludzi (przewiduję, że do 2021 roku będą już przedsiębiorcy „zatrudniający roboty”.

W istocie ważne jest tu słowo: „automatycznie”. W teorii każdy pracownik będzie mógł się z tego programu wypisać, ale będzie musiał podjąć działanie polegające na złożeniu odpowiedniego oświadczenia. Ale nie będzie ono obowiązywać na stałe – po dwóch latach pracownik znów zostanie automatycznie zapisany, więc jeśli dalej nie będzie chciał uczestniczyć w programie, to ponownie będzie musiał się z niego wypisać. Trochę nawet bardzo przypomina to świadczenie „usługa niezamówionej” z automatycznym odnowieniem – gdyby prywatna firma stosowała ten mechanizm prawny w swoich umowach z konsumentami, to UOKiK nie dałby jej żyć.

Państwo zadeklarowało, że dołoży na początek w ramach składki powitalnej 250 zł, czyli nieco ponad 50 euro. Mało, nie wiem kogo to przekona.

Pracowniku, od lipca dostaniesz niższą pensję

Na koniec pozostaje niesmak płacowy. Pracodawca dopłaci od 1,5% do 4% wynagrodzenia brutto w swojej części, a pracownik od 0,5% do 4% w swojej. To urocze, że mija tyle lat, a pensje w Polsce oblicza się dalej tym samym skomplikowanym algorytmem z wbudowaną iluzją „części pracownika”. Płatnikiem wszystkich składek jest pracodawca – „część pracownika” jest tylko na papierze w ustawie i nikt nie traktuje tego w ten sposób.

Najmniej zarabiający dołożą tylko 0,5%, czyli w zasadzie niewiadomo po co są skubani, bo odłożą najwyżej parę tysięcy. Większość „defaultowo” z płacy netto na PPK będzie automatycznie przelewać 2% swojego wynagrodzenia. Zatem ludzie, którzy mają 3000 zł netto pensji i pracują w dużej firmie, od lipca 2019 roku dostaną na rękę 60 zł mniej, czyli 2940 zł. Zapewne ucieszy to ich niesłychanie – szczególnie, że inflacja odczuwalna jest znacznie wyższa niż ta deklarowana w telewizji publicznej. Nastroje będą cudne.

Gdyby pracownik z pensją 3 tys. zł netto przez 25 lat nieprzerwanie wpłacał środki wg nowej reformy (zakładając optymistycznie, że przez ten okres PPK w ogóle przetrwa, w co chyba nie wierzą sami twórcy tej ustawy), to na koniec okresu będzie miał jakieś 60 tys. zł dodatkowych oszczędności. Szału nie ma.

Zgodnie z deklaracją w ustawie, mają to być środki prywatne, które nie zostaną w żaden sposób przejęte przez Państwo albo inne podmioty, które znajdą na to sposób. Bardzo w to wątpię. Wszystko jest kwestią okoliczności.

Wyższe koszty pracodawców

Innymi słowy, od lipca 2019 roku część pracowników zorientuje się, że dostała niższą pensję o co najmniej 2% swojego wynagrodzenia netto. Nie sądzę by Polacy chcieli zarabiać mniej w zamian za obietnicę wyższej emerytury, którą zapewnić mu mają podmioty – mające obecnie poważne problemy z reputacją. Nie wierzę w to fundamentalnie. Jestem przekonany, że sprawa zakończy się tak, że pracodawcy będą zmuszeni automatycznie podnieść pracownikom wynagrodzenia netto, by ci nie odczuli faktu opłacania składki i w czasach kryzysu demograficznego – nie poszli do pracy gdzieś indziej. Dlatego czytając o PPK nie skupiam się na długoterminowej mało prawdopodobnej wizji hossy i wysokich emerytur, ale krótkoterminowe problemy przedsiębiorców wynikające ze wzrostu kosztów pracy.

I zapewne ich ograniczenie będzie dla dużych firm wyzwaniem. Tutaj bez wątpienia do gry wejdą fintechy emerytalne. Na polskim rynku są one jeszcze nieobecne, ale wiem, że niektóre brytyjskie firmy już zacierają ręce. Podobne do PPK rozwiązanie funkcjonuje na wyspach i tamtejsze fintechy mają gotowe technologie, które pozwalają na wdrażanie platform umożliwiających automatyczne rejestrowanie pracowników i zarządzanie strumieniem składek bez nadmiernego obciążania pracodawców kosztami. Chociaż tyle dobrego.