Jeszcze w poniedziałek wieczorem, zanim na rynku pojawiły się jakiekolwiek informacje o możliwym przejęciu, akcje InPostu notowane na giełdzie w Amsterdamie kosztowały około 11 euro. We wtorek, 6 stycznia, kurs gwałtownie wystrzelił, a cena jednego waloru przekroczyła poziom 14 euro, co było wyrazem silnego entuzjazmu inwestorów.

Środowy poranek przyniósł lekką korektę notowań. Akcje ustabilizowały się w okolicach 14 euro, co przekłada się na kapitalizację spółki rzędu 7 mld euro. To wciąż niemal miliard euro więcej niż szacowana wartość ewentualnego przejęcia, o której informują media.

Co istotne, w szerszym horyzoncie czasowym obraz notowań jest znacznie mniej spektakularny. W ujęciu sześciomiesięcznym, mimo ostatnich wzrostów, akcje InPostu są wyceniane zaledwie o około 3 proc. wyżej. Z kolei roczna stopa zwrotu, liczona w złotych, pozostaje wyraźnie ujemna i sięga około –19 proc.

Mimo to perspektywa dużej transakcji przejęciowej ponownie rozbudziła oczekiwania rynku. Inwestorzy wyraźnie liczą na premię, jaką mógłby zaoferować potencjalny nabywca.

Według informacji Sky News za wstępną ofertą wykupu wszystkich akcji InPostu stoi konsorcjum kierowane przez fundusz Advent International, który w przeszłości był już właścicielem spółki. Ewentualna transakcja mogłaby oznaczać wycenę operatora logistycznego na poziomie przekraczającym 6 mld euro.