Inicjatywa, o której pierwsze informacje pojawiły się jesienią 2025 r., systematycznie się rozrasta. W lutym do konsorcjum dołączył BBVA, rezygnując z udziału w konkurencyjnym projekcie. O sprawie pisze serwis Bankier.pl. Obecnie Qivalis tworzą: CaixaBank, Banca Sella, BNP Paribas, Danske Bank, DekaBank, DZ BANK, ING, KBC Bank, Raiffeisen Bank International, SEB, UniCredit i BBVA.
Europejskie banki rozwijają własnego stablecoina
Planowany token ma mieć formę tzw. EMT, czyli „pieniądza elektronicznego 2.0” zgodnego z rozporządzeniem MiCA. Oznacza to, że będzie powiązany z euro w relacji 1:1, jego emisja zostanie zabezpieczona rezerwami, a posiadacze będą mogli w każdej chwili wymienić go na tradycyjny pieniądz bezgotówkowy.
Rezerwy mają składać się w co najmniej 40 proc. z depozytów bankowych, a pozostała część z krótkoterminowych papierów skarbowych państw strefy euro. Konstrukcja przypomina model znany z regulacji EMD2 (Electronic Money Directive). Celem jest umożliwienie natychmiastowych płatności – 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu – przy minimalnych kosztach transferu.
Konsorcjum planuje wprowadzić token nie tylko do tradycyjnego obiegu bankowego, lecz także na europejskie giełdy kryptowalut działające zgodnie z MiCA. Stablecoin ma być dostępny dla dostawców płynności i market makerów.
Rynek stablecoinów jest dziś zdominowany przez tokeny oparte na dolarze. Największym graczem pozostaje Tether z tokenem USDT, a tuż za nim Circle emitujący USDC. Problem w Europie polega na tym, że USDT nie spełnia wymogów MiCA – m.in. dotyczących licencji instytucji pieniądza elektronicznego oraz przechowywania części rezerw w europejskich bankach. W efekcie token stopniowo znika z oferty platform działających w Europejskim Obszarze Gospodarczym. Europejski stablecoin bankowy może wypełnić powstającą lukę regulacyjną – zwraca uwagę Bankier.pl.
Podejście do stablecoinów różni się w zależności od rynku. Przykładowo w zesz≥łym roku Bank Anglii ujawnił plany wprowadzenia ścisłych limitów na wartość stablecoinów, jakie mogliby posiadać zarówno konsumenci, jak i przedsiębiorstwa. Zgodnie z propozycją, indywidualni użytkownicy mogliby przechowywać stablecoiny o wartości od 10 do 20 tys. funtów, natomiast firmy – maksymalnie 10 mln funtów. Celem regulacji miałoby być ograniczenie ryzyka odpływu depozytów z tradycyjnych instytucji finansowych na rzecz stablecoinów.
Własne stablecoiny rozwijają też BigTechy – już w drugiej połowie bieżącego roku na platformach Meta mogą pojawić się portfele kryptowalutowe oraz opcja płatności z wykorzystaniem stablecoina powiązanego z dolarem amerykańskim. To kolejne podejście giganta do rynku, na którym kilka lat temu boleśnie się sparzył.