Marcin Łoboda, wiceminister finansów i szef Krajowej Administracji Skarbowej, wyjaśnia, że nowa opłata ma ograniczyć napływ tanich paczek do państw UE i pomóc w pokryciu kosztów ich obsługi. Opłata będzie pobierana przez organ celny, który przyjmie zgłoszenie. KAS będzie naliczać ją podmiotom składającym zgłoszenia celne – podaje Polska Agencja Prasowa.
Zakupy z Chin będą kosztować więcej
Od 1 lipca obowiązuje już cło w wysokości 3 euro za pozycję w zgłoszeniu celnym. Zastąpiło ono wcześniejsze zwolnienie z cła dla przesyłek o niewielkiej wartości. Listopadowa opłata manipulacyjna to kolejna zmiana dotycząca zakupów internetowych towarów sprowadzanych spoza Unii Europejskiej.
Szef KAS w rozmowie z Polską Agencją Prasową podkreśla, że likwidacja zwolnienia z cła przynosi korzyści budżetowi, nawet jeśli po jej wprowadzeniu obroty spadły. Wpływy z nowej opłaty mają natomiast pokryć część kosztów związanych z obsługą i kontrolą dużej liczby przesyłek zamawianych przez internet.
– Z perspektywy konsumentów najważniejsze zmiany będą dotyczyć zakupów internetowych towarów spoza UE. Reforma przewiduje przeniesienie większej części obowiązków celnych na podmioty dokonujące sprzedaży na odległość, w tym sprzedawców oraz platformy sprzedażowe. Podmioty te będą odpowiedzialne za przekazywanie danych organom celnym, rozliczanie należności oraz zapewnienie zgodności towarów z wymogami UE – dodał Marcin Łoboda.
Unijna reforma ma też usprawnić kontrolę towarów sprowadzanych z państw trzecich. Chodzi o lepszą weryfikację przesyłek, ograniczenie nieprawidłowości przy rozliczaniu VAT i cła oraz skuteczniejsze wykrywanie produktów, które nie spełniają unijnych wymogów.
Zmiany najbardziej uderzą w osoby zamawiające produkty na chińskich platformach, takich jak AliExpress, Temu, czy Shein. W przypadku bardzo tanich akcesoriów nawet niewielka dodatkowa opłata może sprawić, że zakupy przestaną być konkurencyjne cenowo w porównaniu z ofertą krajowych sprzedawców.