Gdy każdy chce być fintechem

    Michał Jędraszak
    Michał Jędraszak
    Opublikowano: 16 maja 2019 Aktualizacja: 16 maja 2019

    Podczas porannej „prasówki” można czasem odnieść wrażenie, że niemal każdy, kto świadczy jakąkolwiek usługę cyfrową angażującą w jakikolwiek sposób pieniądz, jest dziś fintechem. Ponieważ nie ma żadnej sztywnej, słownikowej definicji fintechu, trudno komukolwiek odmówić prawa do korzystania z tej chwytliwej etykietki.

    Usługą finansową najczęściej kojarzoną z tym modnym hasłem jest obsługa płatności w formie elektronicznej. Czy zatem każdy dostawca bramki płatniczej lub agent rozliczeniowy jest par se fintechem? Niewątpliwie, każdy ma prawo tak o sobie myśleć i mówić, jednak sądzę, że jako odbiorcy przekazów marketingowych powinniśmy być trochę bardziej wymagający.

    Wierzę, że różnica między firmą świadczącą usługę związaną z pieniędzmi i wykorzystującą do tego jakieś rozwiązania IT a fintechem leży w istotnej zmianie jakościowej charakteryzującej i będącej rezultatem działalności tego ostatniego.

    Termin fintech często występuje w opozycji do terminów takich, jak bank, firma pożyczkowa czy kantor wymiany walut. W wydanej przed trzema laty, co we współczesnych realiach lokuje ją nieopodal prehistorii, książce „Fintech in a Nutshell: A guide for Fintech Beginners”, Oleh Zaiats definiuje fintech jako sektor rozwiązań, które czynią usługi finansowe tańszymi, szybszymi i bardziej przejrzystymi dla użytkownika. Podchodząc zdroworozsądkowo do zagadnienia, trudno się z takim ujęciem nie zgodzić.

    Niech przykładem posłuży Straal

    Lubimy określać się mianem fintechu, ale to nie usługa bramki płatniczej lokuje nas w tym obszarze rynku. Bramki płatnicze były dostępne na długo przed powstaniem naszej firmy. Przesyłanie w sposób bezpieczny informacji potrzebnych do obciążenia karty płatniczej należnością za zakupy nie stanowi o innowacji, nie wnosi owej istotnej zmiany jakościowej (jest 2019 rok!). Wnosi ją dopiero szereg rozwiązań, dzięki którym nasi klienci mogą obciążać karty z większą skutecznością (a zatem, na koniec dnia, taniej), dzięki którym bezpieczeństwo – nie tylko danych płatniczych – ale kondycji finansowej przedsiębiorstwa przyjmującego płatności nie koliduje z płynnością transakcji (szybciej i sprawniej), wreszcie dzięki którym kluczowe wskaźniki biznesowe powiązane z płatnościami są dla akceptanta w każdej chwili na wyciągniecie ręki (bardziej przejrzyście).

    Polecam powyższe ćwiczenie każdemu, kto działa w obszarze fintech, jak również każdemu, kto o fintechu słyszy ze wszystkich stron i czuje, że ów termin wykorzystywany jest często trochę na wyrost.


    Tekst chroniony prawem autorskim. Każdorazowe kopiowanie wymaga zgody redakcji.

    Pokaż komentarze (0)

    gdy-kazdy-chce-byc-fintechem