Sora od OpenAI działała jak klasyczny feed krótkich filmów, z tą różnicą, że treści nie były tworzone przez ludzi, a przez algorytmy AI. Użytkownicy mogli generować realistyczne nagrania wideo i audio, a najbardziej charakterystyczną i zarazem kontrowersyjną funkcją, było skanowanie własnej twarzy i tworzenie jej cyfrowej wersji. Te wirtualne „postacie” można było udostępniać innym, co w praktyce oznaczało, że każdy mógł wykorzystać czyjś wizerunek do tworzenia nowych materiałów. Już na papierze brzmiało to ryzykownie, a w praktyce szybko zaczęło budzić poważne wątpliwości.
Sora od OpenAI znika szybciej niż się pojawiła
Choć oficjalnie platforma miała blokować tworzenie deepfake’ów z udziałem prawdziwych osób bez ich zgody, zabezpieczenia okazały się dziurawe. W sieci zaczęły pojawiać się materiały przedstawiające znane postacie, przykładowo nieżyjących już Martina Luthera Kinga Jr., czy aktora Robina Williamsa, co wywołało oburzenie ich rodzin. W tym momencie dla wielu użytkowników stało się jasne, że Sora nie jest tylko technologiczną ciekawostką, ale narzędziem, które może być łatwo nadużywane.
Na początku wszystko wskazywało jednak na sukces. Zainteresowanie było ogromne, a zainwestować w projekt chciał nawet Disney – gigant miał przeznaczyć na ten cel 1 mld dolarów. Sora miała generować treści z bohaterami znanymi z uniwersów Disneya, Marvela czy Star Wars. Ostatecznie jednak na zapowiedziach się skończyło.
Zainteresowanie użytkowników też nie wytrzymało próby czasu. Sora osiągnęła szczyt popularności w listopadzie (ponad 3,3 mln pobrań), by już kilka miesięcy później spaść do około 1,1 mln miesięcznie. To dużo, ale nie w świecie, w którym sam ChatGPT ma setki milionów aktywnych użytkowników tygodniowo.
OpenAI nie podało konkretnego powodu zamknięcia projektu, ale zapewne chodziło o:wysokie koszty działania, malejące zainteresowanie i rosnące ryzyko prawne oraz wizerunkowe. Krótko mówiąc Sora była jednocześnie zbyt droga, zbyt ryzykowna i… zbyt dziwna, by utrzymać się na rynku.
Zlikwidowanie aplikacji nie oznacza jednak, że problem znika razem z nią. Model Sora 2 nadal istnieje, chociaż jest dostępny jedynie za paywallem. Co więcej, OpenAI nie jest jedyną firmą rozwijającą tego typu narzędzia. Można więc założyć, że prędzej czy później pojawi się kolejna aplikacja tego typu – w końcu rynek nie znosi próżni.