Z dużej chmury mały deszcz – czyli kilka słów o tym, gdzie podział się blockchain

    Łukasz Wiśniewski
    Łukasz Wiśniewski
    Opublikowano: 4 czerwca 2019, 20:10 Aktualizacja: 4 czerwca 2019, 20:11

    Rynek walut wirtualnych bazujących na technologii blockchain ma już za sobą dwa okresy dynamicznego wzrostu wartości. Oprócz zysków i strat związanych z tzw. bańkami spekulacyjnymi blockchain skupił wokół siebie uwagę dużych instytucji finansowych oraz wszelkiej maści biznesu.

    [Tekst liczy ok. 14 tys. znaków. Na jego przeczytanie potrzeba ok. 12 minut – informacja od redakcji Fintek.pl]

    Zarówno w 2013 roku, jak i w trakcie bańki spekulacyjnej narosłej w 2017 roku niemalże z każdej strony można było dostrzec oznaki zainteresowania technologią blockchain. Czas pokazał, że wielki szum w mediach i na konferencjach branżowych nie przełożył się na realne zmiany w otaczającym nas biznesie. Można zatem postawić pytanie: dlaczego tak się stało? Czy ten stan w najbliższych latach może ulec zmianie i co stoi ku temu na przeszkodzie?

    Otóż tak samo, jak niezawodność Bitcoina (czyli pierwszej sieci blockchain) jest m.in. wypadkową sił i zależności rządzących ekonomią, informatyką oraz kryptografią, tak też wyzwania związane z popularyzacją analizowanej technologii można identyfikować na wielu płaszczyznach.

    Jak poukładać pierwsze bloki?

    Powodem, który najczęściej rzuca się w oczy, jest po prostu brak zrozumienia. Nierzadko mówi się o tym, jak bardzo technologia blockchain może w przyszłości zredefiniować podstawowe modele biznesowe. Transfery aktywów w modelu P2P, niezawodne algorytmy zamiast papierowych umów, internetowa przestrzeń do trwałego zapisu danych, brak zaufanej trzeciej strony – trudno się z tym nie zgodzić.

    Część dobrze prosperujących spółek, które mogą sobie pozwolić na eksperymenty z nowymi technologiami, chętnie podejmuje decyzje o wejściu w ten obszar. Jednakże droga od samego podjęcia decyzji do wdrożenia produkcyjnego jest zazwyczaj bardzo długa i dość problematyczna.

    Inwestycje w innowacje mają na celu poprawę wyniku finansowego osiąganą przez usprawnienie procesów wewnętrznych lub wypracowanie nowych modeli biznesowych. Cel ten można osiągnąć również pośrednio dzięki wzmocnieniu wizerunku firmy. Niestety w wielu przypadkach innowacje lub ich zapowiedź w obszarze blockchain motywowane są wyłącznie chęcią wejścia w tę technologię w celach marketingowych. Zarówno startupy, jak i duże instytucje próbują na siłę dopasować blockchain do swojego modelu biznesowego, lub pitch decka co w zderzeniu z rzeczywistością nie przekłada się na produkt, lub usługę, którą warto wprowadzić na rynek. Znane są nawet przypadki celowego dodawania słowa „blockchain” do nazwy spółki w celu zwiększenia kursu jej akcji.

    Bynajmniej działanie to nie jest spowodowane brakiem chęci tworzenia rozwiązań odpowiadających na realne potrzeby, ale płytkim zrozumieniem tego do czego właściwie ta technologia została stworzona i jakie problemy może rozwiązywać. Wydaje się, że odpowiedzią na takie niedoinformowanie może być kontakt tą częścią rynku, która specjalizuje się w technologii blockchain, czyli przeważnie ze startupami lub wybranymi software housami.

    Jednakże i w tym wypadku dojść może do nieporozumień. Jeżeli przed wybranym podwykonawcą postawione jest zadanie natury konsultingowej np. znalezienie zastosowania dla technologii blockchain w branży X, to będąc spółką technologiczną, bardzo ciężko jest wejść w buty specyficznego biznesu. W szczególności, że usługi doradczej są dosyć niestandardowe, ponieważ nie polegają na wyborze technologii zapewniającej rozwiązanie zdefiniowanego problemu, a na zidentyfikowaniu nieefektywności, które mają być wyeliminowane przy użyciu technologii blockchain.

    W konsekwencji, do osiągnięcia zamierzonego rezultatu niezbędne jest zarówno pełne zrozumienie tego, na czym polega działalność danej spółki, jak i sama znajomość pożądanej technologii.

    Bardzo rzadko te dwie składowe idą ze sobą w parze, ale skoro powstaje zapotrzebowanie na tego typu usługi, to rynek lepiej lub gorzej je dostarcza. To samo tyczy się sytuacji, w których istnieje już pomysł na zastosowanie technologii blockchain, a potrzebny jest jedynie software house, który przekuje ów pomysł w oprogramowanie. Tu również ciężko wymagać od software housów zanegowania planów, które niewiele mają wspólnego z blockchainową rewolucją.

    Jeżeli celem nie jest PoC, które nigdy nie ujrzy światła dziennego, prawdopodobnie dużo lepszym rozwiązaniem jest wypracowanie kompetencji wewnętrznych skupionych na obszarze blockchain. W tym przypadku wyzwaniem będzie znalezienie programistów, którzy mają doświadczenie w pisaniu tzw. smart kontraktów. W Polsce jest ich niewielu. Dodatkowo znaczna część z nich jest już zaangażowana w perspektywiczne projekty, które zostały solidnie dofinansowane w trakcie ostatniej fali popularności kryptowalut[1].

    Możliwie, że rozwiązanie nakreślonego powyżej problemu jest jedynie kwestią czasu. Już teraz można zaobserwować, że powstaje coraz więcej miejsc, w których tego typu kompetencje można nabyć w gronie ekspertów-pasjonatów – stowarzyszenia non-profit organizujące darmowe warsztaty pisania smart kontraktów (np. Blockchain4Everyone, Centrum Technologii Blokchain itp.). Również uczelnie wyższe dostrzegły potrzebę w tworzeniu dedykowanych technologii blockchain studiów podyplomowych (np. Szkoła Główna Handlowa).

    Co ciekawe, pomimo dominującej ilości wykładów o charakterze prawnym i ekonomicznym, to takie studia przyciągają również studentów z wykształceniem powiązanym z IT. Wreszcie co chyba najbardziej oczywiste dla osób na co dzień interesujących się technologią blockchain, Internet dostarcza masę dobrych jakościowo materiałów poświęconych tej tematyce. Przy odrobinie samozaparcia w zupełności wystarczą do zrozumienia wiodących projektów w obszarze blockchain, jak również nauki np. języka Solidity[2].

    Dodatkowo warto mieć na uwadze to, że najprawdopodobniej rozwiązania bazujące na technologii blockchain, które znajdą zastosowanie w biznesie będą opierały się o sieci prywatne lub hybrydowe. Stwierdzenie to jest o tyle prawdopodobne, że nawet osoby na bieżąco śledzące rozwój głównych implementacji sieci takich jak Ethereum czy Bitcoin (tzw. mainnet), nie są w stanie przewidzieć jakie zmiany zostaną finalnie do tych sieci wprowadzone na przestrzeni kilku kolejnych lat. Ich rozwój to z jednej strony szansa na większą wydajność i spektrum potencjalnych zastosowań, a z drugiej ryzyko zdarzeń nieprzewidzianych, które ciągną za sobą konsekwencje prawne (np. rozdzielenia łańcucha[3], złamanie logiki biznesowej smart kontraktu).

    W konsekwencji bardziej odpowiedzialnym wydaje się wykorzystywanie technologii blockchain w formule prywatnej lub półprywatnej wspomaganej zapisami umów, lub regulaminów. Jeżeli zgodzimy się z tym stwierdzeniem, to należy również zauważyć, że sieci takie muszą zostać przez kogoś zainicjowane, a zatem niewymagane jest wypracowywanie specjalistycznych kompetencji IT w każdej spółce z branży, która potencjalnie mogłaby odnieść korzyści z tytułu wykorzystania analizowanej technologii. Scenariuszem wartym rozpatrzenia, jest pojawienie się lidera technologicznego, który zainicjuje takie sieci wraz z pierwszym partnerem biznesowym.

    Można zatem spodziewać się tego, że w każdej branży, w której zastosowanie tej technologii jest w jakiś sposób zasadne, pojawi się lider rynkowy inicjujący rozwiązanie sieciowe z jednym z partnerów. W tym modelu nie wymagane jest wypracowywanie kompetencji wewnętrznych we wszystkich spółkach danej branży, a jedynie skonstruowanie sieci, do której dołączenie będzie wiązało się z korzyściami przewyższającymi koszty integracji.

    Zagadnienia prawne

     Pomimo że nakreślony powyżej problem jest dość istotny, to można uznać jego charakter za tymczasowy. Kolejnym ważnym wyzwaniem, jest niechęć do prowadzenia eksperymentów spowodowana rzekomym brakiem uregulowań prawnych zagadnień, związanych z analizowaną technologią. Po pierwsze, często technologia ta utożsamiana jest wyłącznie kryptowalutami i tokenami, a przecież znane są już przypadki praktycznego zastosowania technologii blockchain bez natywnej jednostki rozliczeniowej. Po drugie, warto mieć na uwadze fakt, że nawet jeżeli problem ten rozpatruje się w kontekście sieci publicznych takich jak Bitcoin i Ethereum, to w ostatnich dwóch latach poczyniono znaczne postępy w interpretacji skutków prawnych korzystania z tej technologii (np. obrotu kryptowalutami). Ograniczając się do samych wydarzeń z Polski, należy  wymienić m.in.:

    • Ustawę o AML – pierwsza definicja walut wirtualnych w polskim prawie oraz zobowiązanie giełd i kantorów walut wirtualnych do przestrzegania przepisów o obrocie walutami wirtualnymi,
    • Ustawy o PIT/CIT – wyznaczenie jasnych reguły rozliczenia podatku dochodowego z obrotu walutami wirtualnymi,
    • Podatek od czynności cywilnoprawnych – nałożenie tymczasowej abolicji podatkowej w celu wypracowania jasnych reguł,
    • projekt Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego – propozycje: pilotażowy program blockchain, tokenizacji obligacji Skarbu Państwa, prywatne rynki giełdowe o charakterze peer-to-peer, rozliczanie instrumentów pochodnych (on-chain).

    Warto również dodać, że w ramach Komisji Nadzoru Finansowego, Ministerstwa Finansów oraz Ministerstwa Cyfryzacji funkcjonują grupy robocze poświęcone tej tematyce. W szczególności Ministerstwo Cyfryzacji w ostatnich miesiącach aktywnie angażuje rynek w prace grupy roboczej ds. rejestrów rozproszonych i blockchain. Utworzono kilka podzespołów, w skład których wchodzą przedstawiciele biznesu, startupów, spółek technologicznych, jak i instytucji publicznych. Podgrupy te otwarte są na różnego rodzaju interesariuszy i skupiają się  na zagadnieniach takich jak:

    • AML, RODO oraz cyfrowa tożsamość,
    • Instrumenty finansowe,
    • Instrumenty płatności,
    • Rynek nieruchomości,
    • Edukacja,
    • Energetyka,
    • Ubezpieczenia,
    • Ochrona zdrowia.

    Niestety pomimo dużego zaangażowania i widocznej chęci instytucji publicznych do wspólnego działania z rynkiem nadal technologia ta stawia przed prawnikami bardzo wiele znaków zapytania. Przyczyną mogą być przepisy, które nie przystają do tak dynamicznych zmian technologicznych. Być może dopiero szersza popularyzacja analizowanej technologii wymusi powstanie przepisów bezpośrednio regulujących obszary takie jak np. STO[4].

    Wartym uwagi przykładem podejścia do zagadnień prawnych związanych z technologią blockchain jest sieć zainicjowana przez PKO Bank Polski, która nie tylko unika obszarów nieuregulowanych, ale nawet rozwiązuje problem prawny. W ramach inicjatywy Let’s Fintech with PKO Bank Polski w 2017 roku, wraz ze startupem Coinfirm wypracowane zostało rozwiązanie problemu tzw. trwałego nośnika, który powstał na skutek wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. TSUE stwierdził, że dostarczane przez bank dokumenty w kanałach cyfrowych (np. tabelę opłat w aplikacji w serwisie bankowości internetowej), mogą ulegać jednostronnej manipulacji zawartymi w nich zapisami.

    Najprostszym rozwiązaniem jest wysłanie do klienta wspomnianej tabeli w postaci dokumentu papierowego. Niestety rozwiązanie to jest zarówno bardzo kosztowne, jak i dosyć niewygodne dla użytkownika końcowego. Utworzenie sieci blockchain z Krajową Izbą Rozliczeniową umożliwiło zapisywanie dokumentów we współdzielonej bazie danych oraz ich weryfikację na stronie KIR-u[5], co finalnie umożliwiło rezygnację z wysyłki papierowej na rzecz dostarczania ich w bankowości internetowej.

    Przytoczony przykład zastosowania technologii blockchain, nie tylko świadczy o tym, że już teraz istnieją opłacalne zastosowania tej technologii, ale pokazuje również, że działania w tym obszarze można skutecznie rozpocząć od czegoś relatywnie prostego.

    Celem projektu trwałego nośnika było nie tylko poczynienie znacznych oszczędności. W trakcie prac utworzono Centrum Kompetencyjne Blockchain, które wspomagane przez platformę współpracy ze startupami Let’s Fintech regularnie prowadzi działania mające na celu połączenie świata technologii blockchain ze światem potrzeb instytucji finansowych.

    Tego typu inicjatywy mają realną szansę na popularyzację analizowanej technologii, ponieważ instytucje pokroju PKO Banku Polskiego dysponują szerokim portfelem klientów, przez co nawet najmniejsze wdrożenia szybko nabierają skali. Warto dodać, że na horyzoncie pojawiają się również inne perspektywiczne inicjatywy dużych graczy rynkowych:

    • Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych – projekt e-Votingu,
    • Giełda Papierów Wartościowych – projekt rynku dla startupów,
    • Alior Bank – projekt trwałego nośnika.

    Abstrahując do wszystkich projektów inicjowanych przez startupy i realizowanych całkowicie oddolnie, wydaje się, że rynek już teraz powoli nabiera tempa, idąc w dobrym kierunku. Jednakże należy pamiętać o tym, że blockchain to technologia, którą powinno się rozpatrywać jako swojego rodzaju fundament dla aplikacji, które w przyszłości mogą zredefiniować wiele modeli biznesowych opartych o zaufanie do pośredników. Dlatego warto zadać sobie ważne pytanie: czy pośpiech jest wskazany? Czy to, że nie doczekaliśmy się jeszcze dużych wdrożeń i popularyzacji sieci blockchain, jest oznaką niedojrzałości biznesu, czy raczej roztropnego podejścia do innowacji na skalę Internetu?

    [1]W 2017 roku bardzo popularnym zjawiskiem było przeprowadzanie tzw. Initial Coin Offering. W ramach ICO spółki emitowały tokeny reprezentujące szeroko rozumiane udziały w danym przedsięwzięciu. Nawet na polskim rynku startupów zbiórki typu ICO kończyły się dofinansowaniem w wysokości kilkudziesięciu milionów złotych.

    [2]Solidity – język programowania smart kontraktów na platformie Ethereum.

    [3]Rozdzielenie łańcucha, czyli tzw. fork może mieć charakter stały. Innymi słowy, jeżeli znaczna część społeczności podtrzymującej blockchain Ethereum będzie miała inną wizję na rozwój tej sieci, to w pewnym momencie może dojść do powstania drugiego równoległego łańcucha bloków bazującego na nowych zasadach. Tym samym aktywa wyemitowane na blockchaine, który się podzieli zostaną zduplikowane.

    [4]Security Token Offering – emisja tokenów, która w porównaniu do ICO podlega m.in. przepisom regulującym obrót instrumentami finansowymi. W wielu jurysdykcjach przeważnie oddolnie dąży się do tego, aby token osadzony w sieci blockchain mógł być uznawany za pełnoprawną akcję lub udział.

    [5]Weryfikacja odbywa się na podstawie unikalnych identyfikatorów (ang. hash).


    Tekst chroniony prawem autorskim. Każdorazowe kopiowanie wymaga zgody redakcji.

    Pokaż komentarze (0)

    z-duzej-chmury-maly-deszcz-czyli-kilka-slow-o-tym-gdzie-podzial-sie-blockchain