Andrzej Bassara, PayU – zaczęliśmy robić FinTech nim to stało się modne

    0
    Rafał Tomaszewski
    Rafał Tomaszewski
    Opublikowano: 21 kwietnia 2017 Aktualizacja: 18 kwietnia 2019

    PayU to jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich FinTechów, mimo że nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. W czasach, gdy firma powstawała taki termin, jak FinTech nawet nie istniał. Z szefem strategii i rozwoju produktu PayU – Andrzejem Bassarą, mieliśmy okazję porozmawiać podczas Fintech Brunch.

    Rozmowę przeprowadził Rafał Tomaszewski.

    Czytaj także: Koniec z noszeniem dowodu rejestracyjnego już blisko

    Rafał Tomaszewski: Dzień dobry! Jak polski rynek FinTechowy wygląda z perspektywy takiego weterana jak PayU?

    Andrzej Bassara: Dzień dobry. Polska jest na pewno ciekawym rynkiem dla rozwoju FinTechów, ale daleko nam do pozycji lidera, nawet w regionie. Jeżeli chodzi o atrakcyjność inwestycji i łatwość prowadzenia biznesu, to w większości rankingów plasujemy się w okolicach 20 miejsca. Słabiej wypadamy niestety pod względem innowacyjności całej gospodarki.

    Dlatego w wielu obszarach, przynajmniej na razie, możemy być postrzegani jedynie jako zaplecze dla bardziej innowacyjnych ośrodków, takich jak Sillicon Valley czy Londyn. Chociaż należy podkreślić, iż jeśli ograniczymy się w tych rozważaniach do samego sektora bankowego, to polskie banki są jednak jednymi z bardziej innowacyjnych na świecie.

    Natomiast trzeba zwrócić uwagę, że zaczyna się coś dziać w tym zakresie. Powstają firmy i inicjatywy budujące FinTechowy ekosystem –  Wasz projekt ‘Fintech Brunch’ jest jednym z przykładów.

    R. T.: No właśnie, a czy to nie jest tak, że ta innowacyjność banków działających w Polsce jest przeszkodą dla FinTechów?

    A. B.: Tak, niestety to słuszna uwaga. Przez świetnie rozwinięty sektor bankowy brakuje niszy rynkowej do zapełnienia. Tej niszy, która istnieje w Wielkiej Brytanii, USA, czy Niemczech.

    Pojawiła się więc koncepcja FinTechów 2.0 – otwarcie mówiących, że sukces można odnieść tylko poprzez bycie komplementarnym do usług bankowych. Można to zrobić w dwojaki sposób – w back officie banku, nie będąc widocznym dla użytkownika końcowego – albo tworzyć produkt przy oficjalnym wsparciu banku, będąc widocznym dla klienta.

    Regulator podpowiada nam, jak powinien kształtować się rynek – poprzez dyrektywę PSD2. Banki powinny umożliwić dostęp do podstawowych czynności i informacji bankowych, tak aby nawiązać współpracę z FinTechami. FinTechy nie powinny rozwijać się w kontrze do banków, tylko we współpracy z nimi – dzięki temu będą mogły świadczyć naprawdę innowacyjne usługi na najwyższym poziomie.

    Czytaj także: Donald Trump chce podbijać kosmos

    R. T.: A jakie są inne bariery rozwoju dla polskich FinTechów?

    A. B.: Jednym z problemów jest na pewno niewielki rozmiar polskiego rynku. FinTechy są często mocno związane z lokalnym systemem bankowo-finansowym i regulacyjnym. Jeżeli chcą wyjść poza jego granice, pojawiają się problemy.

    Dlatego Unia Europejska stara się ujednolicać przepisy, ale zdarza się, że rzuca jednocześnie kłody pod nogi. Na przykład, jeżeli jesteśmy polską firmą i rozpoczynamy działalność w Czechach, to czeski klient ma prawo sądzić się z nami w języku czeskim. Jasne, jest to dosyć rozsądne, ale dla niedużej firmy może okazać się sporą przeszkodą.

    Po drugie, to w mojej subiektywnej ocenie, FinTechy raczkujące na polskim rynku niekiedy adresują potrzeby,  które wydają się być po prostu wyimaginowane.

    Czytaj także: Poczta Polska uruchomi własny kantor internetowy

    R. T.: A co z regulacjami? Czy uważa Pan, że są one bardziej pomagają czy przeszkadzają? Dużo mówi się o powstaniu u nas tzw. regulatory sandbox – na wzór brytyjski. Rozmowy na ten temat już trwają w Ministerstwie Rozwoju. Jak się na to zapatrujecie?

    A. B.: Wierzę w to, że taka regulacyjna piaskownica powstanie w Polsce, jest na to duża szansa. Na pewno uprości to budowanie pewnego podzbioru FinTechów, które często borykają się z problemami, ponieważ nie wiedzą jak ich rozwiązanie zostanie przyjęte przez nadzorcę i czy ma w ogóle szansę zaistnieć na rynku.

    R. T.: Pomówmy teraz trochę o samym PayU. Ostatnio dodaliście nowe funkcjonalności – mam tutaj na myśli np. Android Pay i Masterpass. Może Pan powiedzieć coś więcej na ten temat?

    A. B.: Tak, to prawda, wciąż poszerzamy swoje portfolio usług. W trakcie wdrożenia jest też Visa Checkout. Musimy rozwijać swoje usługi, tak aby sprostać oczekiwaniom poszczególnych merchantów, a także naszych wspólnych klientów, czyli e-konsumentów.

    Weźmy przykład Android Pay – udostępniamy go wszystkim merchantom, ale wiemy, że nie wszyscy będą z tego systemu korzystać, bo np. sklep musi mieć aplikację mobilną, a kupujący sprzęt (telefon) spełniający określone wymagania techniczne. Mamy jednak świadomość, że wśród naszych klientów znajdują się przedsiębiorstwa, które chętnie zaoferują takie płatności i właśnie dla nich to zrobiliśmy.

    Wkładamy dużo wysiłku w eksperymentowanie i tworzenie nowych rozwiązań, aby zapewnić łatwe w użyciu i bezpieczne płatności. Poszukujemy także nowych rozwiązań, aby pomóc przedsiębiorcom przyspieszyć ich rozwój, a konsumentom ułatwić zakupy przez internet czy dokonywanie jakichkolwiek innych transakcji online. Zawsze są one weryfikowane bezpośrednio przez rynek i zdarza się, że wycofujemy się z pewnych pomysłów. Nasi merchanci często mówią nam też wprost, czego oczekują.

    Czytaj także: Polacy opracowali nowe rozwiązanie chroniące karty zbliżeniowe

    R. T.: A na jakich rynkach działa PayU?

    A. B.: Jako PayU globalnie jesteśmy fizycznie obecni w 16 najszybciej rozwijających się gospodarkach świata, są to np. kraje takie jak: Indie, Brazylia, Nigeria, Republika Południowej Afryki, i tam oferujemy lokalne rozwiązania płatnicze, akceptowalne przez większość internautów.

    Polska jest częścią biznesu PayU EMEA (Europe, Middle East, Africa – przyp. red.), do którego zaliczamy między innymi: Rosję, Turcję, Rumunię, Czechy czy RPA. Co ważne, wszędzie gdzie działamy posiadamy lokalne oddziały i zespoły ekspertów, jesteśmy mocno związani z danym rynkiem, regulowani przez lokalne instytucje i oferujemy dedykowane produkty płatnicze – zarówno płatności kartowe jak i tzw. alternatywne metody płatności. Jesteśmy w stanie zaoferować te rozwiązania każdemu podmiotowi, który planuje rozwój sprzedaży na wspomnianych rynkach.

    Czytaj także: Polska wizja bankowości nowej generacji

    R. T.: Jakie macie plany na przyszłość? Jaka jest wizja rozwoju PayU?

    A. B.: Nasz model na biznes jest jasno określony. Jeżeli jesteś dużą firmą i chcesz akceptować płatności, to spotykasz na swojej drodze rynki, na których stosunkowo łatwo to osiągnąć, bo są w większości oparte o wystandaryzowane płatności kartowe, ale i takie, na których płatność kartą niekoniecznie jest dominująca.

    Takim przykładem jest między innymi Polska czy Czechy, ale także np. Turcja, która pomimo popularności transakcji kartowych jest zupełnie odmiennym rynkiem. Wówczas potrzebujesz partnera, który umożliwi dostęp do lokalnych metod płatności. Tym partnerem może być właśnie PayU. Żeby działać skutecznie, trzeba dobrze rozumieć poszczególnie rynki i dostarczać odpowiednie rozwiązania. My to robimy.

    R. T.: Zaintrygowało mnie to co Pan powiedział o Turcji. Co jest takiego niezwykłego w tureckim rynku?

    A. B.: Jeśli chodzi o płatności w internecie, Turcja jest zaliczana do grupy krajów „kartowych”, jednak nie jest to taka płatność kartą, jaką znamy np. w Polsce, czy generalnie na świecie.

    W efekcie, jeżeli płacisz na stronie tureckiego sklepu internetowego, PayU rozpozna z jakiego banku jest karta, zaproponuje odpowiedni program ratalny i naliczy punkty lojalnościowe. Trzeba przyznać, że jest to dosyć niespotykana specyfika rynku. Dzięki temu nawet za przysłowiową bułkę można zapłacić w 6 ratach lub punktami lojalnościowymi przypisanymi do karty.

    Czytaj także: Poznajcie rynek e-sportu w Polsce

    R. T.: Faktycznie, brzmi dosyć skomplikowanie. Na koniec chciałem zapytać Pana o przyszłość płatności. Czym Pana zdaniem będziemy płacić w przyszłości? Czy będą to karty, urządzenia ubieralne, a może smartfony?

    A. B.: Myślę, że należy na to patrzeć z dwóch perspektyw. Po pierwsze w jaki sposób wygląda inicjowanie tej płatności – czy to jest przysłowiowe „tapnięcie”, czy przepisanie kodu jednorazowego. Po drugie, co jest źródłem pieniądza, czyli instrumentem płatniczym, który stoi za daną metodą płatności. Czym innym jest karta, a czym innym rachunek bankowy.

    Jeżeli chodzi o punkt pierwszy, to musimy podążać tam, gdzie chcą podążać nasi merchanci, a na to wpływ mają oczywiście preferencje kupujących. Teraz widzimy, że królują płatności w mobile’u. Młodzi ludzie podążają w stronę płatności telefonem, ale niekoniecznie za pośrednictwem aplikacji sklepowej. Języczkiem uwagi są komunikatory, takie jak Messenger. To jest miejsce, gdzie muszą się zmaterializować płatności. Nie sposób nie wspomnieć także o transakcjach inicjowanych głosem. Tutaj też niestety Polska jest trochę zaściankiem. Na innych, większych rynkach, jak USA czy Chiny, komunikacja głosowa jest coraz bardziej popularna, a zamawianie towaru z Amazona z jednoczesną płatnością  przy pomocy Amazon Echo nikogo już nie dziwi.

    Jeżeli chodzi o drugi punkt, czyli źródło pieniądza, to znowu należy wspomnieć o dyrektywie PSD2. Spowoduje ona, że transakcje będą mogły być inicjowane bezpośrednio z rachunku bankowego w dużo prostszy sposób, niż obecnie, otwierając przy tym rynek na nowy rodzaj usług płatniczych.

    R. T.: Dziękuję za rozmowę

    A. B.: Dziękuję.


    Tekst chroniony prawem autorskim. Każdorazowe kopiowanie wymaga zgody redakcji.

    Pokaż komentarze (0)

    andrzej-bassara-payu-zaczelismy-robic-fintech-nim-stalo-sie-modne