Coraz więcej Polaków w drugim progu, który nie był zmieniony od dekady

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak
Opublikowano: 28 maja 2018, 14:01 Aktualizacja: 28 maja 2018, 15:03

Coraz więcej pracujących Polaków wpada w tzw. „drugi próg podatkowy”, który wynosi 85 528 zł. Nie zmienił się on od 2009 roku, czyli od 9 lat. W tym samym okresie przeciętne wynagrodzenie wzrosło o ponad 40%. Polacy zarabiają coraz więcej, ale też zwiększa się liczba osób, które płacą wyższe podatki. W teorii wchodząc w drugi próg podatkowy można ich uznać za bogatych, których na to stać. W praktyce, gdyby waloryzować próg podatkowy przeciętnym wzrostem wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, to dzisiaj powinien on wynosić około 120 tys. zł.

Materiały źródłowe:

a) Informacja dotycząca rozliczenia podatku dochodowego od osób fizycznych w 2009 roku

b) Informacja dotycząca rozliczenia podatku dochodowego od osób fizycznych w 2016 toku

c) Skala podatkowa nie uległa zmianie w zasadzie od 2009 roku. Stawka 32% podatku obowiązuje od dochodu powyżej 85528 zł rocznie. W 2017 roku zmianie uległa kwota wolna od podatku, ale progi  podstawowy próg pozostał bez zmian.

Kwota wolna od podatku to pikuś. Progi podatkowe pozostają niezmienne praktycznie od dekady. W 2009 roku 32% podatek dochodowy zapłaciło 1,59% podatników podatku PIT. Ich liczba wynosiła 387,2 tys. osób wobec 24,4 mln podatników ogółem. W 2016 roku ich odsetek zwiększył się do 3,04%, czyli do 753 tys. osób, podczas gdy łączna liczba podatników zwiększyła się tylko o 300 tysięcy osób do ok. 24,7 mln osób. Jednocześnie wzrosła liczba osób prowadzących własną działalność gospodarczą opodatkowana podatkiem liniowym. W 2009 roku było ich 391,7 tys. a w 2016 roku już 534 tysiące.

Ucieczka w podatek liniowy

Nie da się ukryć, że spora część osób prowadzących działalność gospodarczą ucieka przed 32% stawką podatkową właśnie w podatek liniowy. Często jest to iluzja przedsiębiorczości, bo wielu z nich faktycznie wykonuje zlecenie dla jednego kontrahenta i faktycznie powinni być pracownikami etatowymi. Wtedy jednak ich dochody netto byłyby o ok. 30% niższe.

Państwo od czasu do czasu próbuje zająć się rozwiązaniem tego „problemu”, ale zwykle jedyna propozycja ogranicza się do kontroli kontraktów i przenoszenia na siłę ludzi na umowy o pracę, nie stosując przy tym żadnej zachęty, która w jakikolwiek sposób rekompensowałaby tym osobom uporządkowanie kontraktów. Raczej nikt normalny nie zgodzi się na przejście na umowę o pracę wiedząc, że wówczas jego dochody na rękę spadną np. z 8 tys. do 6 tys. zł miesięcznie (tak jest przypadku 9 tys. zł brutto na umowie o pracę, gdzie koszt pracodawcy jest mniej więcej taki sam jak przy fakturze na 11 tys. zł netto).

W społeczeństwie polskim pokutuje mit, że osoby wpadające w II próg podatkowy wchodzą do bogatej elity. Być może granica 85 528 zł uzasadniała takie podejście 10 lat temu. Dzisiaj już niekoniecznie i tak naprawdę brak waloryzacji progów jest niczym innym jak praktycznym podniesieniem podatków. Brakuje u nas mechanizmów, które niejako automatycznie waloryzowałyby progi podatkowe. Dzisiaj jest to w dużej mierze „widzimisię” ustawodawcy. Problem dotyczy relatywnie niewielkiej liczby osób z pośród ogółu pracujących, co sprawia, że każda próba podniesienia drugiego progu podatkowego kończyłaby się oskarżeniami o sprzyjanie bogatej części społeczeństwa.

Bogaty w Polsce, biedny na zachodzie

Jednak trudno nie oprzeć się wrażeniu, że tzw. „bogata część społeczeństwa” w zasadzie wcale tak zamożna nie jest. W 2009 roku, by wpaść w II próg trzeba było zarabiać blisko 3-krotnie więcej niż wynosiła przeciętna w sektorze przedsiębiorstw. Obecnie wystarczy zarabiać dwukrotność przeciętnego wynagrodzenia, które od 2009 roku zwiększyło się z 3,3 tys. zł do 4,8 tys. zł, czyli o ok. 45%. O tym, że u nas za bogatego uznaje się osobę, której dochody oscylują w granicach płacy minimalnej w Luksemburgu, pisać w zasadzie nie trzeba.

Efekt zwiększonego odsetka wpadających w tzw. „drugi próg” mógłby być interpretowany pozytywnie, gdyby ulegał on zwiększeniu przy jednoczesnej systematycznej waloryzacji jego wartości. W tym przypadku jest to po prostu wzrost podatków i nic więcej.

Czy to źle, że „bogaci” uciekają przed wysokimi podatkami w liniowy na własnej działalności gospodarczej? Niektórzy powiedzą, że tak. Ale winny jest system. Wysokie opodatkowanie pracy jest tak zniechęcające, że trzeba było wytworzyć „wentyl bezpieczeństwa” w postaci samodzielnej działalności gospodarczej, która w jakimś niewielkim stopniu oddala od nas dyskusję, że opodatkowanie pracy jest stanowczo za wysokie. Być może, gdyby nie było takiego rozwiązania, to presja społeczna już dawno doprowadziłaby do racjonalizacji progów i wartości daniny, którą trzeba oddać państwu będąc na etacie. Może jednak lepiej tego nie sprawdzać.


Tekst chroniony prawem autorskim. Każdorazowe kopiowanie wymaga zgody redakcji.

Pokaż komentarze (0)

coraz-wiecej-polakow-w-drugim-progu-podatkowym-ktory-nie-byl-zmieniony-od-dekady