Partner serwisu Visa dla biznesu

Czy warto skrócić dzień pracy do 7 godzin?

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak
Opublikowano: 23 stycznia 2019, 00:00 Aktualizacja: 25 czerwca 2020, 10:40

„Jeśli zależy nam na utrzymaniu rozwoju gospodarczego to nie możemy pozwolić sobie na skrócenie czasu pracy” – twierdzą pracodawcy. Czy to rozpaczliwa obrona przed nieuniknionym? Bo wiele wskazuje, że jest dokładnie odwrotnie – jeśli zależy nam na rozwoju to powinniśmy czas pracy skrócić już dawno.

Projekt PSL-u by skrócić czas pracy do 7 godzin dla pracowników z dziećmi w wieku do 15 lat to ciekawa inicjatywa o wdzięcznej i dźwięcznej nazwie „Godzina dla rodziny”. PSL słyszy bicie dzwonów, ale wciąż nie wiedzą, w którym kościele. Nawet jeśli skrócenie wymiaru nie wiązałoby się z proporcjonalnym obniżeniem wynagrodzenia.

Pomysł ciekawy, ale automatycznie zniechęca do zatrudniania rodziców z dziećmi. Być może jest to sposób walki z kryzysem demograficznym, ale tutaj pojawia się pytanie – dlaczego skracać czas pracy tylko wybranym? Tutaj można podać tysiące przykładów, kto jeszcze powinien znaleźć się w gronie uprzywilejowanych, np. osoby bezdzietne opiekujące się starszymi rodzicami. Nie ma sensu w to brnąć. Czas pracy trzeba skrócić wszystkim.

Ostatni raz wymiar czasu pracy skrócono prawie 20 lat temu – o dwie godziny z 42 do 40. Jeszcze na początku lat 80-tych kodeksowy czas pracy wynosił 46 godzin. To były czasy. Nie było komputerów, mejli, telefonów, wygodnych samochodów, paliwa, bankowości elektronicznej, etc. – zarządzanie przedsiębiorstwem jeszcze 20 lat temu było skrajnie trudniejsze chociażby z powodu niskiego poziomu komunikacji wewnętrznej. To musiał być horror, wszystko zajmowało więcej czasu.

O tym, że Polacy pracują dłużej niż mieszkańcy innych bardziej rozwiniętych państw wiadomo nie od dziś. Ekonomiści i pracodawcy krzyczą, że skracać nie można, bo mamy niską wydajność. Związkowcy nie wiadomo co robią, a fakt jest taki, że czas się nad tym tematem poważnie zastanowić. Z wielu powodów.

Czy to naprawdę byłoby tak katastrofalne?

Świat poszedł do przodu i dzisiaj ludzie wytwarzają wartości dodane dla gospodarki nie tylko w czasie pracy, ale także poza nim. „Freelancing po godzinach” napędza sektor usług – jest uzupełnieniem, a nie substytutem normalnej pracy. W przypadku wielu sektorów gospodarki np. przy pracy czysto biurowej, skrócenie wymiaru może skutkować rozkwitem przedsiębiorczości bez szkody dla korporacjonizmu.

Nie możemy ignorować postępu technologicznego i jego wpływu na społeczeństwo. Zasadniczo dzięki nowym narzędziom praca jest mniej męcząca, ale wciąż zajmuje 1/3 dnia, a w większych miastach z powodu dojazdów do pracy średnio nawet do 40% dnia. Po co nam te smartfony, fintech, roboty i sztuczna inteligencja? Praca w obecnym wymiarze sprawia, że ludzie ok. 45-tego roku życia są już tak zmęczeni, że jedyne o czym myślą to wcześniejsza emerytura. Zamykając się na skrócenie wymiaru czasu pracy tylko pogłębiamy coraz powszechniejsze problemy wynikające z chorób cywilizacyjnych.

Pośrednio przyczynia się to do infantylizacji dyskusji nt. wieku emerytalnego – pracujemy długo, zatem musimy wcześniej uciekać na emeryturę i oszukiwać się, że PPK to interes życia. Może gdybyśmy nie musieli tak wiele czasu poświęcać na pracę, to moglibyśmy zwiększyć podaż pracowników także o mniej zmęczonych, ale doświadczonych ludzi w słusznym wieku? Przy obecnym systemie dyskusja na temat podniesienia wieku emerytalnego musiałaby się zakończyć tak jak debata sprzed 5 lat.

Polska nie jest otoczona murem i fosą

Polacy wyjeżdżają za granicę. Widzą, że w innych krajach pracuje się inaczej, krócej, efektywniej. To przyciąga i będzie powodować dalszy drenaż mózgów, na który tak bardzo narzekamy, a nie robimy nic, by go powstrzymać. Samo podniesienie płac to stanowczo za mało. Liczą się też przejrzyste zasady, kwestie pozapracownicze i realny nacisk na rozwój, który nie jest górnolotnym frazesem powtarzanym przez działy HR, tylko skutecznym sposobem ochrony przed wypaleniem zawodowym, które dotyczy zarówno managerów, jak i ekspedientów w sklepie z odzieżą. Na Zachodzie już to wiedzą, my jesteśmy w fazie zaprzeczania.

Kolejna kwestia formalno-prawna. Problem umów śmieciowych nie zniknął. To, że się o nim nie mówi to wcale nie oznacza, że doszło do rewolucji w tym zakresie. Na rynku pojawiły się trudności z pozyskaniem pracowników, więc przedsiębiorcy zaczęli konkurować pomiędzy sobą także jakością kontraktów podpisywanych z pracownikami. Jednakże gdy tylko koniunktura się odwróci, to w wielu regionach kraju ten problem powróci. Na koniec pozostaje kultura wypłat za nadgodziny. Tutaj nie ma co się rozpisywać – w Polsce za pracę po godzinach po prostu się nie płaci. To taki nasz zwyczaj i tradycja. Podsumowując, skrócenie czasu pracy to jedna z nielicznych rzeczy, które możemy zaoferować młodym ludziom.

Foto: Pixabay


Tekst chroniony prawem autorskim. Każdorazowe kopiowanie wymaga zgody redakcji.

Pokaż komentarze (0)

czy-warto-skrocic-dzien-pracy-do-7-godzin