Emilewicz: wprowadzamy blockchain do porządku prawnego

    0
    Łukasz Piechowiak
    Łukasz Piechowiak
    Opublikowano: 13 marca 2019 Aktualizacja: 13 maja 2019

    Jaka jest przyszłość sekora fintech w Polsce? Dlaczego koniecznie trzeba było wprowadzić Prostą Spółkę Akcyjną do Kodeksu spółek handlowych? Kiedy w końcu ruszą e-paragony? Zapraszam na wywiad z Jadwigą Emilewicz, Ministrem Przedsiębiorczości i Technologii.

    Łukasz Piechowiak: Sektor fintech rośnie jak na drożdżach, ale też jest przed nami sporo wyzwań. Jakie działania podejmuje Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, by wspomóc inkubację tej przyszłościowej branży?

    Jadwiga Emilewicz: W ostatnich trzech latach przygotowaliśmy kilka ważnych aktów prawnych i zmian organizacyjnych, które wspomagają rozwój sektora fintech w Polsce. Wspólnie z Ministerstwem Finansów i z Komisją Nadzoru Finansowego dwa lata temu powołaliśmy międzyresortowy zespół do spraw rozwoju tego rynku. Zidentyfikowaliśmy ponad 100 barier i zebraliśmy kilkadziesiąt postulatów organizacyjnych. Efektem prac tego zespołu są zmiany w ustawie o nadzorze nad rynkiem kapitałowym i wprowadzenie szeregu deregulujących przepisów. To m.in. domniemanie wydania zgody w przypadku, gdy do 30 dni nie ma odpowiedzi na pytanie zadane przez podmiot, który aplikuje o zgodę na pewną działalność.

    Ł.P.: Piaskownica regulacyjna to również przełomowe rozwiązanie.

    J.E.: Piaskownica regulacyjna ma wspierać budowę ekosystemu startupowego w Polsce. Realizujemy kilka przedsięwzięć, których celem jest inkubacja fintechowych pomysłów. Jest to m.in. Scale Up organizowany przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości, w którym wyłoniono podmioty współpracujące ze startupami opracowującymi rozwiązania fintechowe. Scale Up to wsparcie dla startupów na wczesnej fazie rozwoju, gdzie można zweryfikować potencjał rynkowy rozwiązania, otrzymać wsparcie finansowe na rozwój produktu oraz projektu, a także pomoc merytoryczną i szansę na partnerstwo z dużą instytucją lub podmiotem biznesowym. Do tego dochodzi pilotowany przez ministra Kościńskiego projekt Cashless Poland, który przewiduje kilka rozwiązań, które mają sprawić, że płatności bezgotówkowe będą w Polsce powszechnie akceptowane. To konsument ma decydować jaką metodą chce dokonać płatności tj. gotówką czy bezgotówkowo.

    Ł.P.: Polska bezgotówkowa to wspaniała idea, ale też wymaga ostrożnego podejścia. Rozumiem, że już niebawem możemy spodziewać się, że odpowiednie przepisy wejdą w życie. A co z e-paragonami, na które wszyscy czekamy już od lat?

    J.E.: Dość długo czekaliśmy na odblokowanie w pracach sejmowych ustawy o kasach fiskalnych online, bo trudno mówić o paragonach i płatnościach, jeżeli nie mamy tego pierwszego kroku wykonanego. Prace już ruszyły. Długo opracowywano odpowiednie rozwiązania, które mają pozytywne cechy, ale też trzeba pamiętać o konieczności zagwarantowania bezpieczeństwa. Wiemy, że pieniądz bezgotówkowy jest tańszy i należy wspierać rozwiązania cyfrowe, ale ważne są też kwestie dostępności i bezpieczeństwa.

    Ł.P.: KYC/AML, PSD2, silne uwierzytelnianie – to tematy, które mrożą krew w żyłach całej branży.

    J.E.: To prawda. Ale pamiętajmy po co to wszystko jest. Dwa lata temu wiosną mieliśmy poważny cyberatak na sektor bankowy. W zeszłym roku aż 44% polskich firm doświadczyło strat z tytułu cyberataków. To taki zimny prysznic, który powstrzymuje deregulacyjny entuzjazm. Myślę, że biorąc pod uwagę dojrzałość rynku w Polsce i jego dynamikę wzrostu, możemy powiedzieć, że dbając o bezpieczeństwo nie będziemy jednocześnie krępować jego rozwoju.

    Chciałam zwrócić uwagę, że po raz pierwszy wprowadzamy technologię blockchain do porządku prawnego w projekcie ustawy o prostej spółce akcyjnej. Rejestr akcjonariuszy będzie mógł być prowadzony w rozproszonym rejestrze. Dzięki temu spektakularne akcje crowfundingowe jakich byliśmy świadkami, będą mogły zdarzać się częściej. Widzimy potencjał, zainteresowanie oraz gotowość Polaków do partycypacji w dość ryzykownych przedsięwzięciach – rejestry rozproszone mogą temu pomóc.

    Ł.P.: To jest piękna historia, bo nieszczęśliwie położenie Wisły Kraków doprowadziło do rozpowszechnienia crowfundingu w świadomości Polaków. Skoro jesteśmy już przy projekcie prostej spółki akcyjnej, to mam pytanie: jaki jest główny cel, bo rozumiem, że jeszcze wiele rzeczy może ulec zmianie…

    J.E.:Mam nadzieję, że ustawa bardzo nie zmieni. W tym tygodniu Sejm rozpoczyna pracę nad tym projektem.

    Ł.P.: Pojawiły się zarzuty, że ustawa o prostej spółce akcyjnej powiela niektóre zapisy KSH i być może lepszym rozwiązaniem byłoby po prostu zderegulować obecnie istniejące formy prawne prowadzenia działalności niż wprowadzać zamieszanie poprzez tworzenie nowych.

    J.E.: Prace nad tym rozwiązaniem trwały w resorcie grubo ponad rok. Spotykaliśmy się z wybitnymi ekspertami zajmującymi się kodeksem spółek handlowych oraz z przedsiębiorcami i startupami, bo przecież jest to prawo tworzone dla nich. PSA skierowane jest do młodych spółek technologicznych, choć oczywiście nie ma żadnego cenzusu wieku związanego z możliwością korzystania z tego rozwiązania prawnego.

    Prosta spółka akcyjna to właśnie odpowiedź na postulaty środowisk startupowych, które wskazywały szereg problemów ograniczających ich rozwój, m.in. trudności w rozpoczynaniu działalności gospodarczej, pozyskiwaniu kapitału, czy likwidacji spółki w razie niepowodzenia. Dziś osoby rozpoczynające działalność w formie spółki kapitałowej mają do wyboru spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością lub spółkę akcyjną. Nie odpowiadają one jednak na potrzeby startupów. Aż 71 proc. założycieli startupów wybiera sp. z o.o. . Nie robią tego dlatego, że jest to forma dla nich odpowiednia. To raczej konsekwencja tego, że alternatywa, czyli spółka akcyjna jest i zbyt kosztowna, i skomplikowana w obsłudze. Stąd potrzeba zupełnie nowej, elastycznej formy prawnej, ułatwiającej rozwój innowacyjnych przedsięwzięć. PSA łączy w jednej formie korzystne elementy spółki z o.o. oraz akcyjnej

    Ł.P.: To jest rzeczywiście kluczowe. Spółka z o.o. ma inny cel istnienia.

    J.E.: O tym staraliśmy się dyskutować z obrońcami tradycyjnego porządku kodeksu spółek handlowych. Przeszliśmy szerokie konsultacje. Recenzje po przyjęciu projektu przez rząd w 90% były pozytywne. Staraliśmy się czerpać z doświadczeń spółek akcyjnych i spółek z o.o – wyciągnąć z nich to co najlepsze, „zblendować” w jednym miejscu i dostarczyć atrakcyjny produkt na rynek. Dlaczego? Bo dzisiaj konkurujemy na świecie także w zakresie warunków prawnych prowadzenia działalności gospodarczej. Dla spółek technologicznych to jest niezwykle istotne. Szczególnie pytania o czas i koszty rejestracji firmy, sposób pozyskiwania akcjonariuszy i czy organy spółki będą musiały się fizycznie spotykać.

    Ł.P.: Konkurujemy jakością prawa. Dobrze, że ktoś to zauważa.

    J.E.: Dzisiaj konkurujemy nie tylko kosztami pracy. Tych czynników jest dużo więcej, w tym również atrakcyjność systemu prawnego. Kilka lat temu podobne rozwiązania zostały wprowadzone we Francji, wcześniej jeszcze w Wielkiej Brytanii. Widzimy ich popularność. PSA może przyciągać ludzi spoza polskiej jurysdykcji prawnej, którzy założą działalność w naszym kraju. Jest to możliwe, bo Polska to rynek liczący 37 mln mieszkańców. To też przyczyni się do rozwoju gospodarczego.

    ŁP.: Na czym ma polegać PSA?

    J.E.: Główne cechy prostej spółki akcyjnej to:  brak barier wejścia (1 zł kapitału na start); szybka rejestracja elektroniczna (w 24 h za pomocą formularza, obok możliwości rejestracji metodą „tradycyjną”); uproszczenia i elektronizacja procedur w spółce (w tym możliwość podejmowania uchwał za pomocą poczty elektronicznej albo w czasie wideokonferencji); maksymalnie wykorzystany kapitał ludzki (w tym akcje za prace i usługi); nieskomplikowana i elastyczna struktura organów (brak obligatoryjnej rady nadzorczej i możliwość powołania rady dyrektorów), a także uproszczona likwidacja PSA.

    Ł.P.: Fintechy są pod ciągłym pręgierzem regulacji – PSD2, cyberbezpieczeństwo, RODO, a ostatnio także zmiany w ustawie o kredycie konsumenckim. Co robić, by nie wylewać dziecka z kąpielą?

    J.E.: Wrócę do tego, o czym mówiłam, czyli o balansie pomiędzy bezpieczeństwem obrotu finansowego, danych a potrzebą rozwoju innowacji. To jest zawsze trudny dylemat. Dane są dzisiaj tym co spółki pozyskują najbardziej. Przykładowo toczyliśmy długie dyskusje na forum rządowym, czym są aplikacje dotyczące przewozu osób. Czy one służą przewozowi osób, czy służą pozyskiwaniu danych, na czym te spółki tak naprawdę zarabiają? Dane są tutaj kluczowym aktywem.

    Ł.P.: Rozumiem, że jest to kwestia, gdzie obciążać podatkiem dochodowym.

    J.E.: Tutaj nie chciałabym mówić o podatku dochodowym. Istnieje wiele usług, w których dane są wartością – ich pozyskiwanie, a zatem ochrona tych danych jest zasadna. Staraliśmy maksymalnie uprościć obostrzenia związane z RODO dotyczące najmniejszych firm. Musimy być ostrożni w regulacjach, bo Europa staje przed poważnym wyzwaniem – czy uda nam się wygenerować środowisko do stworzenia w Unii Europejskiej globalnej firmy, która mogłaby być konkurentem dla amerykańskiej GAFA. Myślę, że tę dyskusję mamy jeszcze w Komisji Europejskiej przed sobą.

    Ł.P.: Niestety żadna globalna firma zaliczania do GAFA nie jest europejska, wszystkie są amerykańskie.

    J.E.: Dlatego pytanie czemu te regulacje służą.

    Ł.P.: Polska to jedna wielka strefa ekonomiczna. Ale dochodzą do nas słuchy, że wsparcie przedsiębiorców w ramach stref ekonomicznych wiąże się z dodatkowymi opłatami nakładanymi przez strefy ekonomiczne.

    J.E.: W ubiegłym roku zmieniliśmy ustawę o strefach ekonomicznych, która poprzednio była ograniczona terytorialnie. Mieliśmy 14 specjalnych stref ekonomicznych i spółek strefowych, których podstawowym celem było pozyskiwanie gruntów, a następnie ich sprzedaż. Patrząc na to, gdzie jesteśmy po 20 latach funkcjonowania tego rozwiązania, doszliśmy do wniosku, że ograniczenie terytorialne przestało spełniać pierwotne cele. Mamy bardzo duże zagęszczenie wysokonakładowych, wysoko technologicznych inwestycji w kilku obszarach w Polsce, a ciągle jest wiele obszarów niedoinwestowanych, które na takie inwestycje czeka. Specjalna strefa ekonomiczna jest dostarczeniem tak naprawdę przywileju podatkowego, dla firmy spełniającej pewne kryteria. W poprzedniej ustawie podstawowym kryterium była liczba miejsc pracy.

    Dzisiaj, kiedy ludzi wypierają maszyny zdajemy sobie sprawę, że to nie powinno być podstawowym kryterium. To kapitał, zaawansowanie technologii, budowa relacji z lokalnym środowiskiem – to są wartości, którepolityka przemysłowa państwa powinna wspierać i za to je gratyfikować.

    Oczywiście nigdzie nie możemy zaoferować wyższych ulg podatkowych niż pozwala nam na to Komisja Europejska, ale nie ma tego ograniczenia terytorialnego, nie ma bariery wejścia do strefy. Owszem spółki mogą naliczać opłaty za pewne usługi, które oferują. Te usługi są przede wszystkim w odniesieniu do podmiotów zagranicznych, które są zainteresowane inwestowaniem w Polsce i chcą się dowiedzieć jakie pozwolenia są im potrzebne, jaki rodzaj uzgodnień środowiskowych muszą przeprowadzić i cała masa innych czynności, które – nawet jak firma korzysta z zewnętrznych konsultantów – to i tak nie są wstanie zastąpić doświadczenia i wiedzy operatorów stref ekonomicznych.

    Ł.P.: Analiza danych, sztuczna inteligencja – to są najważniejsze motory rozwoju. Ostatnio w USA Donald Trump przyjął specjalną dyrektywę, której celem jest wsparcie rozwoju tej technologii w USA. Polacy mają najlepszych programistów, wspaniałych matematyków, ale ich działalność wymaga dużych nakładów. Czy jest szansa na polską sztuczną inteligencję?

    J.E.: Ani polską, ani niemiecką ani francuską inteligencję. My dziś gonimy rozwiązania, które są znacznie bardziej zaawansowane. Stany Zjednoczone i Chiny są daleko przed nami. Jeśli mówimy na poważnie o rozwoju własnych rozwiązań w zakresie sztucznej inteligencji, to musimy myśleć o tym w skali europejskiej. Potrzebna jest koordynacja wielu działań na licznych płaszczyznach. Deklaracja o tym, że na rozwój sztucznej inteligencji przeznaczymy tyle czy tyle środków nie daje nam gwarancji, że uda nam się stanąć w tym wyścigu.

    Ł.P.: Działanie poprzez deklaracje i uruchamianie środków w losowych kierunkach w tym aspekcie jest nieefektywne, nie da się go też ewaluować.

    J.E.: Spalimy mnóstwo środków i na koniec dnia nic z tego nie będzie. Dlatego ja bym postawiła inną tezę – dzisiaj myśląc o rozwoju sztucznej inteligencji przede wszystkim powinniśmy myśleć o edukacji. W ubiegłym roku wiosną powołano zespół ds. govtechu. W ramach prac tego zespołu wytypowano już kilka rozwiązań wykorzystujących sztuczną inteligencję, którą administracja powoli zaczyna implementować.  Odbyły się hackathony, uruchomiono procedury konkursowe, dzięki którym wybraliśmy firmy, które pracują z nami nad rozwiązaniem wyzwań, które zidentyfikowaliśmy w resorcie.

    Każdy podmiot administracji centralnej musi wykonywać dziesiątki czynności prawnych, przygotowywać umowy, sprawdzać wnioski, wydawać decyzje – często mechanicznie w oparciu o przesłane dane. Kiedy dyskutujemy o tym, gdzie sztuczna inteligencja będzie zaimplementowana jako pierwsza, ja często żartobliwie mówię, że najpierw zastąpi tłumaczy symultanicznych, a potem prawników. Zwłaszcza tych, którzy przygotowują nieskomplikowane standardowe umowy. Pracujemy nad wprowadzeniem takich innowacji w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii. Dzisiaj, gdy mówimy o uruchamianiu sztucznej inteligencji, szczególnie w domenie publicznej, to należy pamiętać, że jest to ogromne pole do niewiarygodnych oszczędności, a także podniesienia jakości świadczenia usług dla obywateli.

    Ł.P.: Dziękuję za rozmowę.

    J.E.: Również dziękuję.

    Z Jadwigą Emilewicz Minister Przedsiębiorczości i Technologii rozmawiał Łukasz Piechowiak.


    Tekst chroniony prawem autorskim. Każdorazowe kopiowanie wymaga zgody redakcji.

    Pokaż komentarze (0)

    emilewicz-wprowadzamy-technologie-blockchain-do-porzadku-prawnego-wywiad