Google i inni giganci mówią nie dla poglądów politycznych

tree-1148032_1280

Jak wynika z raportu Blind giganci technologiczni starają się zachować apolityczność pracowników, chociaż w dzisiejszych czasach jest to niezwykle trudne. Warto podkreślić wyniki Google’a – tylko około 39,3% pracowników stwierdziło, że koncern akceptuje ich poglądy polityczne. Biorąc pod uwagę rozmiar firmy to wbrew pozorom to niezły wynik.

Dokładna analiza raportu znajduje się tutaj. Spółki, które prowadzą interesy na całym świecie, nie mogą pozwolić sobie na skandale związane z wolnością wyrażania poglądów politycznych, ponieważ mogłoby to narazić na szwank nie tylko reputacje firmy, ale także spowodować np.  spadek zysków tudzież odpływ inwestorów. Wyobrażacie sobie taką sytuację, że pracownicy wyższego szczebla firmy takiej jak Google nagle zaczynają publikować w social mediach posty pochwalające budowę muru na granicy z Meksykiem?  Bojkot usług byłby gwarantowany. Taka, a nie inna polityka, po prostu wynika z pragmatyzmu. Powiedzmy też sobie szczerze, że ludzie różnie postrzegają swoje poglądy.

Niektórzy czasem nie są świadomi tego, jak bardzo są radykalni, a sam proces globalizacji sprawił, że nawet niewinny żart może być odbierany jako afront przez niektóre środowiska. To nie tylko czasy się zmieniły, ale technologie też zmieniły ludzi. Obecnie pracownik może nagrywać video bloga, zostać nagrany tweetować, mogą o nim tweetować – kontrola własne obecności w sieci to już praca na pół etatu, a teraz wyobraź sobie, że musisz kontrolować internetowego giganta, który zatrudnia dziesiątki tysięcy ludzi na całym świecie, z różnych krajów (niektóre mają ze sobą na pieńku).

Próba neutralności politycznej

Według raportu Blind, większość zarządów światowych korporacji od Google’a do Amazona, narzuca pewien sposób myślenia politycznego swoim pracownikom, najczęściej jest to system demokracji liberalnej. Większość gigantów technologicznych jest przeciwko rasizmowi i ksenofobii, popiera legalizację związków partnerskich oraz nie dyskryminuje ze względu na płeć. Jak pokazuje raport aż 44% zatrudnionych uważa, że firma dyskryminuje ich z powodów poglądów politycznych.

Interesujące wyniki

Ankietowani z kilku największych firm, którzy brali udział w badaniu odpowiedziało na dwa następujące pytania:

  •  Czy Twoja firma akceptuje różne opinie polityczne? Uczestnicy mogli odpowiedzieć „ Tak” lub „ Nie”, a w sumie 4,650 odpowiedziało na to pytanie. 
  • Jakie jest twoje polityczne podejście? Uczestnicy mogli odpowiedzieć „ liberałami”, „ konserwatystami” lub „ umiarkowanymi”. W sumie 3 834 z 4650, którzy odpowiedzieli na pierwsze pytanie, odpowiedziało na to drugie pytanie.

W sumie 1511 respondentów zidentyfikowano jako „ Liberałów”z czego prawie 71% uznało, że spółka uznaje ich prywatne zdanie. Łącznie 1 474 określono jako osoby „ Umiarkowane”, a 52,0% z nich odpowiedziało „tak” na pierwsze pytanie.

W gronie badanych znalazła się także liczna „grupa konserwatystów”. Było ich 849. Tylko 27,1% odpowiedziało z nich „ tak”, jeżeli chodzi o szanowanie ich poglądów. Wniosek jest prosty – im mniej jesteśmy tolerancyjni, tym bardziej czujemy się dyskryminowani w kwestii wolności wyrażania poglądów (to bardzo dziwne, nieprawdaż?). W biznesie nie ma czasu na sentymenty. Linia programowa to w przypadku tychże gigantów część strategii biznesowej. Jeżeli ktoś jej nie uznaje, to znaczy, że działa na niekorzyść firmy.

Polityka ma znaczenie

Niezależnie od tego, co mówią  prezesi koncernów publicznie, faktem jest, że w wielu firmach technologicznych często istnieje rozbieżne postrzeganie pracowników w odniesieniu do akceptacji różnorodności politycznej. Polaryzacja jest odczuwalna na każdym poziomie. To chyba znak naszych czasów. Coraz więcej prezesów stara się, zabierać głos w debacie publicznej, aby narzucić obowiązującą linię dyskursu politycznego. Dobrym przykładem jest  dyrektor generalny Apple, Tim Cook, który coraz wyraźniej opiniuje wszystko od imigracji i handlu po ochronę prywatności i bezpieczeństwo danych. CEO Twittera, Jack Dorsey, z kolei co tydzień znajduje się na politycznym celowniku w związku ze specyficznymi dla witryny decyzjami jego programistów i menedżerów.