23 listopada 2017, 09:00:IT w Administracji GigaCon - Hotel Courtyard, ul. Żwirki i Wigury 1, 00-906 Warszawa, Polska

Hossa wciąż trwa. Udany pierwszy kwartał na giełdzie

Hosso trwaj. Hossa w USA i w Warszawie.

Koniec hossy trwającej w USA nieprzerwanie od 8 lat był już kilkakrotnie zapowiadany. Chociaż w ostatnich dniach sesje światowych giełd kończyły się niewielkimi spadkami, to pierwszy kwartał tego roku można zaliczyć do udanych. Indeksy pięły się do góry, bijąc historyczne rekordy. Wiara inwestorów w powrót koniunktury na światowe rynki jest wielka. Jednym z liderów wzrostów w ostatnim czasie jest warszawska giełda.

Byki rządzą na nowojorskim parkiecie od 8 lat. Zwyżki zaczęły się w 2009 r. po głębokiej bessie wywołanej przez kryzys finansowy 2008 r. Ceny akcji potaniały w tym czasie 20 proc. Kto nie spanikował i został w grze, dzisiaj gratuluje sobie zysków. W ciągu 8 lat indeks S&P 500 zyskał 249 proc.

Obecna hossa to drugi co do długości okres prosperity na amerykańskim rynku kapitałowym, licząc od końca II wojny światowej. Poprzednia szarża byków trwała aż 113 miesięcy. Zaczęła się jesienią 1990 r., a zakończyła wiosną 2000 r. Rynek urósł w tym czasie o 427 proc. Gigantyczne wzrosty skończyły się równie spektakularną klapą związaną z pęknięciem banki dotcomowej, wywołanej gorączką inwestycji w firmy internetowe. To właśnie wiara w nową gospodarkę napędzała wtedy wzrost na światowych giełdach.

Rynek coraz częściej zastanawia się gdzie są granice obecnie trwających zwyżek. Od 2009 r. amerykańska giełda zaliczyła tylko cztery korekty, rozumiane jako łączny spadek kursu o 10 proc. i więcej. Przez cały ten okres zdarzyło się jednak tylko raz, w październiku 2011 r., że jednodniowy spadek był większy niż 1 proc.

Ostatnia korekta w Stanach miała miejsce na początku 2016 r. Cały ubiegły rok upływał pod znakiem obaw o perspektywy światowej gospodarki, pozostającej w cieniu ważnych wydarzeń politycznych, takich jak Brexit i wybory prezydenckie w USA.

Zapowiedź wyjścia Wielkiej Brytanii z UE wcale nie doprowadziła do katastrofy, a tylko chwilowej przeceny akcji. Natomiast wygrana Donalda Trumpa, postrzegana czasem w kategoriach apokalipsy, tchnęła nowego ducha w byki. Od wyborów w listopadzie 2016 r. S&P500 zyskał 10 proc. Pożywką do wzrostów były oczekiwania na efekty polityki nowego prezydenta, który zapowiadał cięcia podatków, inwestycje infrastrukturalne i deregulację gospodarki.

Czytaj także: Wypłaty w gotówce to już przeszłość? Nowy pomysł Ministerstwa Rozwoju

Wiara w konsumenta

Wiara w realizację zapowiedzi wyborczych mocno osłabła po, przeprowadzonej w marcu, nieudanej próbie odwołania reformy opieki medycznej poprzedniego prezydenta Baracka Obamy. Była to jedna ze sztandarowych obietnic Donalda Trumpa. Okazało się, że nowy prezydent nie jest w stanie zbudować większości dla ustawy, nawet we własnej partii.

Rynek odebrał wiadomość o przegranej prezydenta jak policzek. Po ostatnim marcowym weekendzie akcje poleciały w dół i przez rynek przetoczyła się dość gwałtowna przecena. Traciły nie tylko walory spółek medycznych, mocno zyskujące przez ostatnie miesiące w związku z planowanymi nowymi regulacjami, ale także spółki surowcowe, budowlane, produkcyjne. Na czerwonym polu znaleźli się wszyscy, których postrzegano jako beneficjentów przyszłych reform Trumpa. Rynek ocenił, że skoro administracja nie jest w stanie zbudować większości dla ustawy o opiece zdrowotnej i ubezpieczeniach, pod znakiem zapytania stoi powodzenie także innych reform.

Kiedy wydawało się, że podkopana wiara w skuteczność Trumpa doprowadzi do głębszej korekty, po jednym dniu spadków indeksy znowu poszły w górę. Paliwem stały się informacje z rynku konsumenckiego, w którym nastroje wzrosły do najwyższego poziomu od 16 lat. To właśnie one, wraz z niskim bezrobociem i dużą skłonnością do wydawania, dały podstawę do snucia prognoz, że prosperity w amerykańskiej gospodarce wkroczyła na twardy grunt. To nakręciło kursy akcji. Podobnie jak w przypadku przyrzeczeń wyborczych prezydenta, rynek kupuje nie fakty, a zapowiedzi. Niemniej dobre nastroje nie przekładają się jeszcze ani na zamówienia w przemyśle, ani na produkcję.

Czy zatem hossa w USA nie ma końca? Wskaźniki sugerują, że akcje jeszcze nie są jeszcze wyceniane za wysoko. W momencie wybuchu bańki dotcomowej relacja cena/zysk dla spółek indeksu S&P500 wynosiła 30. Obecnie jest to około 25. Niemniej, aktywa są najdroższe od 2004 r.

Amerykański parkiet wciąż jest silny. Wprawdzie Trumpowi nie udało się zmienić Obamacare, ale rynek wydaje się nadal liczyć na to, że wprowadzi on w życie zmiany w systemie podatkowym oraz program wydatków infrastrukturalnych. Dopiero porażka któregoś z tych projektów może wywołać poważną przecenę.

Czytaj także: Podejrzenie wycieku danych w Wondze. Wiemy jak się zabezpieczyć przed oszustami

Hossa w Warszawie

Ubiegły rok był słaby dla warszawskiego parkietu. W dół ciągnęły go największe spółki z sektora energetycznego i bankowego. Ożywienie zawitało na GPW z początkiem zimy. Od stycznia nastał okres prosperity i, licząc od początku roku, Warszawa znalazła się w ścisłej światowej czołówce pod względem wzrostów. WIG20 zyskał od początku roku 15 proc. Wśród najlepszych znalazła się też Turcja, która zanotowała YTD 13,4-procentową dynamikę. Trzeba pamiętać, że tamtejsza giełda miała wyjątkowo nieudany 2016 r. i lokalne aktywa stały się po prostu tanie. Liderem wzrostów jest Argentyna, której giełda nieprzerwanie i bardzo dynamicznie rośnie od 2013 r. W tym roku zanotowała już 23 proc. na plusie (dynamika w 2016 r. wyniosła 55,51 proc.).

– W dłuższej perspektywie warunki dla inwestowania na giełdzie mogą okazać się niezłe. Dobra koniunktura oraz korzystne prognozy dla polskiej gospodarki będą sprzyjać wynikom spółek. Wraz z poprawą rokowań dla światowej gospodarki zmienia się także podejście do rynków wschodzących – zauważa Piotr Marciniak, Dyrektor Zarządzający BGŻOptima.

Pierwsza połowa 2016 roku była mało udana dla rynków wschodzących, głównie z uwagi na spadające ceny ropy i obawy o stan chińskiej gospodarki. W drugiej części roku koniunktura odwróciła się. Obecnie prognozuje się na ten rok dynamiczny wzrost PKB w krajach zaliczanych do emerging markets, zdecydowanie wyższy niż w krajach rozwiniętych. Powinno się to przełożyć na wzrost dochodów i zysków firm. Tym samym wydaje się, że są to kierunki godne uwagi przy podejmowaniu decyzji gdzie ulokować pieniądze.

Czytaj także: Surowce obrały kierunek na północ

MiSie w cenie

Na warszawskiej giełdzie trudno wskazać konkretny sektor z dużym potencjałem wzrostu. Liderem zwyżek na początku roku były banki (WIG-Banki poszedł w górę o ponad 15 proc.), odreagowujące słaby 2016 r. Dobrze radziła sobie także energetyka (indeks spółek z tego sektora zyskał 21 proc.). I jedna, i druga branża wytraciła jednak impet.

Na szerokim rynku nie brakuje dobrych firm, liderów swoich branż, którym warto się przyjrzeć. Na uwagę zasługują małe i średnie spółki, które w większym stopniu niż duże przedsiębiorstwa skorzystają z koniunktury w gospodarce, gdyż szybciej reagują na zmieniające się warunki. W tym roku giełdowe średniaki urosły o 13 proc.

[informacja zewnętrzna]
Podziel się artykułem
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Email this to someone