Ile wart jest pozabankowy Fintech w Polsce?

W trakcie Forum Ekonomicznego w Krynicy poruszano oczywiście temat fintechów. Skupiono się na perspektywach, skali działalności oraz tego, co jeszcze należy zrobić, by Polska stała się „doliną fintech”?

W debacie o sytuacji fintechów na Forum Ekonomicznym w Krynicy udział wzięli Artur Granicki z KNF, Piotr Brewiński z Fintech Poland Foundation, Brunon Bartkiewicz – prezes ING Bank Śląski, Ewa Wernerowicz – prezes Vivusa i Paweł Sobkow z BitBay. Moderatorem dyskusji była dr Małgorzata Bonikowska, która jak zwykle zadawała celne i mądre pytania. Klasa.

Forum Ekonomiczne w Krynicy znalazło się w ogniu krytyki ze względu na bardzo skromną reprezentację kobiet w charakterze panelistów. Trudno powiedzieć jak sprawy wyglądają w energetyce lub służbie zdrowia, ale w fintechach płeć piękna gra pierwsze skrzypce.

Czy warto jechać na Forum Ekonomiczne w Krynicy? Warto lecieć, bo dojazd jest tragiczny. Jednak organizacja, liczba i jakość merytoryczna paneli wszystko rekompensuje. Wartość pozabankowego sektora fintech w ostatnim akapicie, ale polecam przeczytać cały wpis.

Czego się dowiedzieliśmy? Po pierwsze piaskownica regulacyjna

Departament fintech w KNF wykonuje pracę w sposób sprytny i efektywny. Dyrektor Artur Granicki (tutaj wywiad) zapowiedział, że piaskownica regulacyjna zostanie „odpalona” jeszcze we wrześniu. Docelowo ma ona polegać na współpracy z akceleratorami fintechowych startupów (ma być ich około dziesięciu). W ramach akceleratorów wybierane będą firmy, które powinny być licencjonowane lub nadzorowane i te już trafią „pod opiekę” KNF-u. Do listopada wszystko powinno być już jasne.

Co istotne – będzie to pierwsza piaskownica regulacyjna, która działa, na kontynencie europejskim (nie licząc Wielkiej Brytanii). Przez sformułowanie „która działa” należy rozumieć piaskownicę praktyczną, a nie teoretyczną. Praktyczna polega na tym, że pracuje ze start-upami. Wersja teoretyczna ma tylko podstawy prawne, ale brakuje jej materii do współpracy czyli start-upów. Jeśli projekt uda się dowieźć w wyznaczonym terminie to będzie duży sukces.

Warto przy tym zaznaczyć, że KNF za bardzo nie ma budżetu na fajerwerki w angielskim stylu, dlatego nie może sobie pozwolić na stosowanie metody ilościowej. Fakt, że będzie to pewnego rodzaju kooperacja z już istniejącymi strukturami jest zatem rozwiązaniem optymalnym. Pomijając prz tym oczywiste ograniczenia, czyli brak dedykowanej ustawy dla „piaskownicy regulacyjnej”, ale tutaj pretensje trzeba mieć do kogoś innego.

Z konkretów warto jeszcze nawiązać do tematu dumpingu regulacyjnego. Wygląda na to, że KNF widzi co robi Litwa i Malta. Każdy to widzi. Niebawem nawet studenci pierwszego roku będą na imprezach w akademikach powtarzać, że o licencję w sektorze finansowym najprościej w tych krajach. Skoro każdy to wie, to znaczy, że dobre czasy paszportowania usług finansowych niebawem się skończą.

Rynek pożyczkowy nie taki zyskowny

Prezes Vivusa Ewa Wernerowicz zwróciła uwagę, że efektywność finansowa branży pożyczkowej jest stosunkowo niska. Zysk netto całego rynku (online+offline) w 2017 roku wyniósł 161 mln zł. Wernerowicz zwróciła uwagę, że instytucje pożyczkowe jeszcze uczą się udzielania kredytów przez Internet, a kluczowa w tym obszarze jest ocena ryzyka.

Dla porównania, KIP-y w 2017 roku miały ok. 230 mln zł zysku netto.

Fintech Poland Foundation zrobiło badanie, z którego wynika, że w Polsce jest ok. 170 fintechów (prezentowano mapę fintechów, którą opracowywał Cashless). Ponad połowa z nich to fintechy płatnicze. Sektor fintech to młoda branża – 60% firm działa na rynku krócej niż 5 lat.

Na czym polega współpraca banków z fintechami?

Przedstawicielem sektora bankowego w panelu był Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego. ING ma ciekawą fintechową strategię i już współpracuje m.in. z czeskim Twisto. Prezes Bartkiewicz wyraził się w sposób precyzyjny, co w przypadku wielu paneli o fintechach wciąż jest rzadkością. Po pierwsze celem banku jest dostarczanie możliwie najlepszych usług dla klientów banków.

Jeżeli w tym obszarze konieczne jest nawiązanie współpracy z fintechami, które mają opracowany dany proces lub technologię lepiej niż bank „inhouse”, to taka współpraca jest pożądana. A teraz uwaga – to wcale nie oznacza, że muszą to być fintechy polskie. Warunkiem koniecznym do nawiązania takiej współpracy jest nie polski rodowód, a korzyści dla klienta banku. Brutalne, ale prawdziwe.

Polski sektor bankowy jest mocno zaawansowany. Krajowe fintechy rzadko kiedy mają na tyle dobrze dopracowany i rozwinięty produkt, żeby w ogóle myśleć o współpracy z bankami w Polsce. Przyczyn jest wiele, ale zwykle to kwestia danych, doświadczenia i kapitału. Można płakać, załamywać ręce i wymyślać różne koncepcje, które prawdopodobnie nie zadziałają.

Czasem trzeba jednak napisać wprost, że biznes to nie jest przedszkole. Czy to źle dla polskich fintechów? Niekoniecznie. Najgorsza prawda jest lepsza od słodkiego kłamstwa. Jeżeli z analiz wynika, że nasz produkt jest „za słaby” na Polskę to trzeba szukać klienta za granicą. Najlepiej tam gdzie dany produkt lub usługa jest słabo rozwinięta lub nie istnieje. Może to właśnie na polu ekspansji zagranicznej należy szukać wsparcia w domenie publicznej. „Firmą roku” 2018 Forum Ekonomicznego w Krynicy został Polski Fundusz Rozwoju. To powinno wystarczyć za podpowiedź.

Ile wart jest pozabankowy sektor fintech?

Odpowiedzi na to pytanie poszukuje każdy kto chociaż trochę interesuje się fintechem. Na Fintek.pl dosyć często poruszaliśmy ten temat bazując na różnego rodzaju opracowaniach, raportach i szacunkach ekspertów. Gdy zaczęliśmy tworzyć serwis Fintek.pl wielką trudnością było chociażby zidentyfikowanie obszarów działalności fintechów. Wciąż trwa spór o to, kto jest fintechem, a kto nie (co bywa też zabawne i przypomina skecze Monty Phytona). Jakie proporcje pierwiastka financial i technology pozwalają na jednoznaczną ocenę, czy coś należy do sektora Fintech (tu nasza definicja) czy tylko do IT, a może w zasadzie e-commerce?

Czy chcemy poświęcić życie na stworzenie algorytmu klasyfikacji? Nie. Zostawmy to akademikom – może kiedyś jakimś cudem wygrzebią z szuflady opracowanie, które ten problem rozwiąże.

Najprostsze ujęcie to podział na fintechy bankowe i niebankowe. Niebankowe to takie, które po prostu nie są bankiem w rozumieniu przepisów prawa. Ile warte są bankowe fintechy? A ile wart jest mBank, PKO BP, BZ WBK lub ING Bank Śląski– łatwo to sprawdzić patrząc na notowania. Insurtechy to osobna kategoria, ale powiedzmy, że z uwagi na instytucjonalny charakter działalności ubezpieczeniowej to bardziej pasują do grona fintechów bankowych, z którymi z resztą bardzo często są powiązani kapitałowo.

Pozostają nam fintechy niebankowe

Do niebankowych fintechów zaliczymy przede wszystkim branżę płatności, kantory internetowe i digital lending. Do tego dodamy firmy „paperless”, leasing online, faktoring online, car sharing, szeroko rozumianą ekonomię współdzielenia i elementy blockchainu, który na ten moment jest jeszcze w żłobku (nie tylko w Polsce) więc co najwyżej można mówić o potencjale, bo jak się spojrzy w sprawozdania finansowe to obawiam się, że wartość mogłaby być ujemna. Temat e-commerce na razie zostawiamy z boku.

Celowo piszę o sprawozdaniach finansowych, bo od czasu, gdy są dostępne online, to weryfikacja wartości branży np. na podstawie jej zysku netto lub przychodów to tylko kwestia pracy. Częściowo została już wykonana (nie wszystkie sprawozdania są już widoczne, nie zawsze też widać wszystkie powiązania). Od jakiegoś czasu publikujemy dane o firmach, które działają w sektorze fintech – zwykle wynik finansowy podajemy na końcu artykułu (co niektóre portale kopiują bez podania źródła, ale takie jest życie).

Wiele znaków na niebie, ziemi i w redakcyjnym excelu wskazuje, że niebankowy sektor fintech w Polsce w 2017 roku z dużym prawdopodobieństwem miał od 450 do 600 mln zł zysku netto. Mało? 10 lat temu to było 0 zł. A ile będzie za 10 lat? Moim zdaniem sukces.