Mikropłatności w grach – niekończąca się zmora graczy i nie tylko

42411546690_4e22451f59_b

Temat od kilku lat budzący wątpliwości wśród graczy na całym świecie powrócił jak bumerang w 2017 roku za sprawą nieudolnych mikrotransakcji w grze Star Wars Battle Front II. Ostatnio pojawiły się też oskarżenia o hazard w Fifie 19.

Dodatkowe płatności w grach budzą wiele kontrowersji nie tylko wśród kupujących, ale ostatnio także wśród organów państwowych walczących z hazardem. Jedna sprawa to biznes i wielomilionowe zyski wydawców gier, często przewyższające podstawową wersję gry, a inna to oskarżenia o łamanie prawa i nakłanianie oraz uzależnianie ludzi od gier losowych.

Każdy kij ma dwa końce

Większość graczy jest zdania, że „dobrowolna forma dopłaty” za dostęp do ukrytych umiejętności, większej liczby broni, postaci czy etapów gry to po prostu swojego rodzaju haracz. Twórcy gier twierdzą natomiast, że nie mają wyboru i jest to model biznesowy, który zapewnia zwrot kosztów i rentowność firmy. Tłumaczą to tym, że dziś wydanie gry wymaga nieporównywalnie większych nakładów niż kilka lat temu. Tymczasem prawda leży jak zawsze pośrodku.

To prawda, że kiedyś po zakupie gry otrzymywaliśmy skończony produkt. Teraz każdy wydawca ze względu na wymagającą klientelę wprowadza poprawki na bieżąco, co sporo kosztuje. Poza tym nowe silniki i ultranowoczesna grafika jak z filmów też mają swój udział. Marketing to już studnia bez dna. Jeśli zbierze się to wszystko w całość, wyjdzie naprawdę pokaźna kwota, a przecież jeszcze trzeba zarobić. Ot, cała tajemnica handlowa.

Analiza danych z raportu( do pobrania tutaj) SuperData Research za rok 2017 na temat rynku gier potwierdza słowa producentów. Wynika z niego, że w 2017 roku gracze komputerowi wydali poprzez mikropłatności 22 miliardy dolarów. To o 50% więcej niż wydano w 2012 roku, kiedy to zarobiono 11 miliardów dolarów. Jak czytamy w raporcie, w 2022 roku kwota mikropłatności wyniesie około 25 miliardów dolarów, podczas gdy zysk z zakupu wersji wejściowej to jedynie 8 miliardów dolarów.

Rywalizacja Dawida z Goliatem

Kanadyjska firma Electronic Arts przekonała się, że czasem łatwo przedobrzyć, kiedy chce się zarobić za dużo i za szybko. Wydając w ubiegłe święta Bożego Narodzenia niedopracowany produkt liczyła na wielomilionowe zyski, jednak gracze, którzy testowali grę w wersji Beta zauważyli, że bez dodatkowych opłat za tzw. loot boxy (losowe bonusy w postaci skrzynek np. lepsza broń czy umiejętności) gra staje się nudna i praktycznie nie do przejścia.

To spowodowało ogólny protest społeczności na całym świecie i zmusiło popularnych Elektroników do wycofania nieudolnego systemu mikropłatności z gry, co spowodowało olbrzymie straty finansowe i wizerunkowe przedsiębiorstwa, których skutki odczuwa się do dziś. Wpadka wpłynęła nie tylko na tę jedną firmę, ale na całą branżę i zmieniła podejście wydawców gier do tego systemu, a gracze na nowo odzyskali swoją pozycję. Teraz rzeczywiście za dopłatą otrzymujemy nowe możliwości, ale nie są one konieczne do cieszenia się z podstawowej wersji gry.

Ucz się na cudzych błędach

Ubiegłoroczna wpadka z grą Star Wars Battle Front II uratowała być może wielkie tytuły tego roku, w szczególności Red Dead Redemption II od Rochstar Games, już okrzykniętą grą wszechczasów, gdzie na razie autorzy wypuścili wersję dla pojedynczego gracza, a wciąż czekamy na tryb wieloosobowy w sieci. Wydaje się to bardzo mądrym posunięciem: klienci cieszą się podstawową wersją za ustaloną cenę, a gdy zaspokoją pierwszy głód, firma rozpocznie kolejny etap z mikrotransakcjami, za który fani chętnie i bez oporów zapłacą.

Fifa 19 na celowniku

Przedsiębiorstwo z Kanady ma ostatnio wielkiego pecha: najpierw wpadka – na własne życzenie – z Gwiezdnymi Wojnami, a teraz oskarżenia i pozwy o łamanie przepisów ustawy hazardowej w Polsce. Cała sprawa dotyczy losowania i kupowania tzw. „paczek” w trybie sieciowym gry Ultimate Team. Polega to na tym, że gracze w Fifie kupują dostęp do swoich ulubionych graczy, po czym dokonują losowania i właśnie o ten niepozorny fakt chodzi.

Z prawnego punktu widzenia jest to bowiem naruszenie ustawy hazardowej. Co istotne, sprawa nabrała rumieńców po oficjalnym zgłoszeniu wykroczenia przez kancelarię prawną Transtica, która żąda nałożenia kary na korporację przez Urząd Skarbowy i Ministerstwo Finansów. Sprawę nagłośniły Rzeczpospolita i Komputer Świat.Więcej tutaj. Mówiąc kolokwialnie, po prostu brzydko pachnie to nieczystą walką o klienta na naszym rynku.

Jeśli interesuje Was świat gier to zapraszamy do zapoznania się z nowym polskich serwisem gamingowym – Zagrano.pl.