Shumee zaszumiało rok temu. Jak im idzie?

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak
Opublikowano: 28 lutego 2018 Aktualizacja: 28 lutego 2018

Nie będziemy owijać w bawełnę. Szumne zapowiedzi pomogły osiągnąć rozgłos, ale żaden artykuł prasowy nie zastąpi pracy, którą trzeba wykonać. A tej wykonano wiele. Do zapowiadanych 300 tys. użytkowników wciąż daleko, ale szanse na ich osiągnięcie całkiem spore.

Shumee to społecznościowy serwis e-commerce, który bazuje na głosach użytkowników. Polecenia użytkowników sprawiają, że dany produkt znajduje się wyżej w wynikach wyszukiwania serwisu. Opinie negatywne sprawiają, że znika w jego odmętach. Model prezentacji i sprzedaży produktów oparty na poleceniach społecznościowych to na rynku polskim unikatowe rozwiązanie, ale nie oszukujmy się – wymagające wykształcenia relacji z użytkownikiem. Nie jest to proste, bo o jego uwagę zabiega coraz więcej sklepów, portali i innych serwisów.

Czytaj także: Poczta Polska od nowego roku rusza z usługą Polecony eCommerce

Shumee wystartowało na koniec marca 2017 roku. W pierwszej fazie jako aplikacja dostępna na iOS i Androida – jedynie z funkcjami społecznościowymi, bez opcji kupna/sprzedaży. W App Store odnotowana średnia ocena to 3.0, ale w zasadzie trudno traktować ją poważnie, bo było tylko 6 głosów. W Google Play odnotowana liczba pobrań wyniosła do 10 tys. a średnia ocena wyniosła 4,2. Pojawiło się kilka poważnych zarzutów dotyczących działania aplikacji, ale kto nie miał buga niechaj pierwszy rzuci kamieniem. Funkcje e-commerce dodano w 4Q2017– Jeśli chodzi o liczbę użytkowników samej aplikacji, bo od niej zaczęliśmy kontakt shumee z rynkiem, to mamy ich około 20 tysięcy – powiedział Szymon Midera, CEO Shumee.pl.

RWD lepsze niż aplikacja

Polacy są przyzwyczajeni do doskonale działających aplikacji bankowych i innych największych serwisów. Przede wszystkim darmowych, bo płacenie za apki wciąż nie mieści się nam w głowie, ale to temat na inny artykuł. W przypadku zespołu składającego się z 10-osób pewien poziom błędów trzeba zaakceptować i liczyć na to, że twórcy mają ich świadomość.  Przy moim pierwszym kontakcie z aplikacją shumee też nie byłem zadowolony z jej działania, ale w pewnym momencie dotarło do mnie, że to bardziej kwestia bardzo wygórowanych oczekiwań w stosunku do Szymona Midery, a nie uczciwa ocena efektów pracy całego zespołu. Nie zmienia to faktu, że w serwisie należy poprawić nawigację, formularze i proces logowania za pośrednictwem wtyczek z innych serwisów społecznościowych.

Czytaj także: Polacy muszą odnaleźć się w cyfrowej rzeczywistości

Z badania „Marketing mobilny w Polsce” (TNS Polska) wynika, że prawie połowa Polaków zapomina o pobranych aplikacjach (zwłaszcza darmowych). Niski wskaźnik lojalności, duża konkurencja – tak wygląda rynek aplikacji mobilnych. Techcrunch podaje, że przeciętny user korzysta z 9 aplikacji dziennie i 30 miesięcznie. Poczta, bank, Messenger, Facebook, Instagram, kalendarz, mapy, muzyka i już mamy 8. Często nie warto marnować sił i zasobów na produkcję apki – zwłaszcza gdy model biznesowy ma przede wszystkim desktopowy potencjał. W takich przypadkach RWD jest znacznie lepszym rozwiązaniem i właśnie taką drogą idzie obecnie shumee.

Przyczajony tygrys

– Szykujemy się do tygrysiego skoku – powiedział nam Szymon Midera z shumee. Liczba użytkowników rośnie, chociaż do 300 tysięcy daleko, ale coś ruszyło, bo w ostatnich 4 miesiącach udało im się pozyskać 60 tysięcy nowych.

„Po pierwszych trzech miesiącach funkcjonowania naszego e-commerce odnotowaliśmy ponad 100 tys. odwiedzin, 100 tys. oddanych głosów, blisko 400 sprzedawców i 3 tysiące wystawionych produktów”

– To był rok ciężkiej pracy. Mamy ambitne plany. Obecnie obsługujemy 400 sprzedawców, w tym 150 mikrofirm. Wersja beta aplikacji uruchomionej pod koniec marca była czysto społecznościowa i  nie miała jeszcze funkcji sprzedażowej. Tę uruchomiliśmy w listopadzie, dlatego projekt w e-commerce’owym wydaniu jest jeszcze bardzo młody. Obecnie główne wystawiane towary to odzież, dodatki, zabawki i wyposażenie domu. Cieszy nas korelacja miedzy liczbą oddanych głosów na TAK, a sprzedażą produktów. Udało się nam też dla naszych partnerów w ramach testowania nagradzania klientów za polecanie marek zbudować dla nich ponad 2 mln zasięg w social mediach – mówił Szymon Midera.

Czytaj także: Cyfrowe platformy B2B to nawet 15% zysku

Zatowarowienie na razie ma typowo społecznościowy charakter, czyli jest to co jest (rękodzieło, elementy dekoracyjne, ubranka dla dzieci, dodatki, galanteria, itp.). Pamiętajmy, że to nie jest „wielobranżowy tradycyjny sklep internetowy”, gdzie znajdziemy towar z każdej kategorii. To oczywiste, że wraz z rozwojem społeczności zwiększy się asortyment, ale osoba wchodząca pierwszy raz na stronę raczej tego nie wie i nie musi tego wiedzieć. Zapełnienie półek to być albo nie być każdego „sklepu” czy e-targu – nie ma znaczenia czy jest to punkt online czy offline.

Model rozliczeń z wystawcami jest banalnie prosty i jednocześnie sugeruje, że twórcy shumee wierzą w sukces serwisu. Jak inaczej wyjaśnić 5% cost per sale? Innymi słowy, będzie ruch i sprzedaż, to biznes się zepnie. Jeśli nie, to adios na śmietnisko e-commercowych niepowodzeń, bo portal nie utrzyma się z 10 tysięcy użytkowników kupujących bibeloty za 29.99 zł.

Zakupy w shumee nie wymuszają na użytkowniku rejestracji, co jest ukłonem w kierunku biernych użytkowników niezbyt zaangażowanych i chętnych do udziału w społecznościowej warstwie serwisu.

shumee pracuje nad budową portfela sprzedawców

Shumee zapowiada dalszy rozwój także w oparciu o dropshipping, czyli wejście w model znany z Wisha. Użytkownik kupuje towar wystawiony na sprzedaż, który fizycznie należy sprowadzić z drugiego końca świata (czytaj Chiny). Chwilę trzeba poczekać, ale cena produktu jest na tyle atrakcyjna, że klient akceptuje długi czas oczekiwania. Dodatkowo shumee kończy integrację z dużym graczem dyskontowym, który za pośrednictwem platformy chce mocniej zaszumieć w sieci.

Czytaj także: Wszystkie rachunki w jednym miejscu dzięki aplikacji od Google

Trwają też prace nad koszykiem, co nie jest wcale takie proste w przypadku marketplce’u. Tutaj trzeba uważać, bo porzucone koszyki zakupowe to zmora e-commerce (generują koszty) i każdy, nawet najmniejszy błąd w ich działaniu może zakończyć się bezpowrotną utratą bądź co bądź – kapryśnego klienta. Kolejne zmiany planowane na shumee to wprowadzenie wystawienia wielu sztuk jednego produktu, zaciąganie bazy produktów z pliku CSV i last but not least – uzupełnienie wersji www do pełnego RWD. Nie czekając jedynie na sukces shumee, jego właściciele stawiają równolegle drugą nogę e-commercową w postaci sklepu lovelymee.com – oferującego odzież i akcesoria marek premium. A w kolejce na uruchomienie czekają kolejne projekty.

Serwis shumee ma duży potencjał. Jeśli uda im się zwiększyć liczbę sprzedawców i poprawić działanie strony to myślę, że za rok też o nich napiszę. Z błędami, ale sympatycznie.


Tekst chroniony prawem autorskim. Każdorazowe kopiowanie wymaga zgody redakcji.

Pokaż komentarze (0)

shumee-zaszumialo-temu-im-idzie