#walletlesslife dzień 2. Wizyta na Poczcie

    Łukasz Piechowiak
    Łukasz Piechowiak
    Opublikowano: 7 sierpnia 2019 Aktualizacja: 7 sierpnia 2019

    Od poniedziałku testuję życie bez portfela. Wczoraj musiałem pokazać dowód na Poczcie Polskiej. Skorzystałem z aplikacji mObywatel. To była przygoda.

    Swoją drogą brak możliwości łatwego logowania przez touchID to dramatyczne przeoczenie, a już na pewno karalne powinno być wypuszczanie aplikacji rządowych bez funkcji „odzyskaj hasło”. Moim zdaniem to delikt urzędniczy.

    Byłem pierwszym klientem tego oddziału Poczty Polskiej, który skorzystał z opcji okazania dokumentu za pośrednictwem mObywatela. Obsługująca mnie kasjerka (50+) była bardzo przejęta tym faktem. Miała problem z oceną autentyczności okazanego dokumentu w wersji cyfrowej.

    „Mamy tyle procedur, że głowa boli” – powiedziała. Nie można się gniewać, kolejki nie było, a mi się nie śpieszyło. Telefon oddałem jej do ręki i po chwili aplikacja była weryfikowana już przez dwie pracownice.

    To dziwne uczucie, gdy twój osobisty smartfon jest podawany z ręki do ręki za ladą Poczty. Uważnie śledziłem go wzrokiem, nie wiem nawet czego się obawiając, a jednak czułem niepokój. Myślę, że w Japonii mają na to osobne słowo. Nomofobia od „no mobile phobia” – to coraz powszechniejsze zjawisko, doświadczasz go gdy gubisz kontakt ze smartfonem lub nerwowo przeszukujesz torebkę w obawie, że się zgubił.

    Ostatecznie powiedziałem, że „flaga musi migać”, bo wtedy wiadomo, że to nie jest zdjęcie. Oczywiście Pani powinna wybrać funkcję „sprawdź”, która wyświetla kod QR. Należy go zeskanować przy użyciu aplikacji mObywatel na innym, zweryfikowanym smartfonie. Miałem jednak pewność, że byłaby to jedna z tych barier technologicznych mogących sparaliżować pracę Poczty.

    Tym bardziej, że używam iPhone’a i z jakiegoś niewyjaśnionego powodu, nie ma możliwości zweryfikowania tożsamości pomiędzy użytkownikami mObywatela w sytuacji, gdy jeden ma telefon na Androidzie, a drugi na iOS i odwrotnie. Brzmi nieprawdopodobnie, ale tak właśnie jest. Pozostawię to bez komentarza, bo jedyny jaki się nasuwa zawierałby tylko trzy słowa i wszystkie byłyby wulgarne.

    Nie pozostało mi nic innego jak wzbudzić wiarygodność. Na szczęście byłem z żoną. Uśmiechnąłem się szczerze i jakimś cudem przekonałem urzędników pocztowych do swojej racji „o migającej fladze”. Tyle zachodu by odebrać i zapłacić głupi mandat…


    Tekst chroniony prawem autorskim. Każdorazowe kopiowanie wymaga zgody redakcji.

    Pokaż komentarze (0)

    walletlesslife-dzien-2-wizyta-na-poczcie