Tutaj na scenę wchodzi amerykański startup Cargo, który chce zmienić pojazdy w mobilne sklepiki. Firma zgarnęła ostatnio 1,75 mln USD dofinansowania.

Czytaj także: To jeszcze bank, czy już supermarket? Nowy pomysł Aliora

Automaty w Uberze. Jak to działa?

Cargo - samochód zmnieniony w mobilny sklepik. Źródło: media.bizj.us

Kierowca rejestruje się za darmo na stronie Cargo i dostaje pudełko, w którym znajdują się przekąski i inne przydatne drobiazgi – na przykład proszki na ból głowy. Na środku pudełka widnieje adres strony Cargo i numer identyfikacyjny – indywidualny dla każdego pojazdu.

Jeżeli pasażer jest zainteresowany ofertą, wchodzi na stronę, wpisuje numer i przegląda produkty. Jeśli zdecyduje się na zakup, może zapłacić online za pomocą karty płatniczej, albo mobilnie – w USA najpopularniejsze są płatności Apple Pay. Po zapłacie kierowca dostaje potwierdzenie na swoim telefonie i transakcja jest zakończona – wystarczy tylko podać produkt pasażerowi.

Cargo monitoruje pudełka i uzupełnia zapasy, gdy są już bliskie wyczerpania. Kierowcy otrzymują zapłatę w wysokości 0,5 USD za każdy sprzedany produkt. Na razie w USA najefektywniejsi kierowcy sprzedają nawet 500 produktów miesięcznie, a średnie zarobki osób korzystających z Cargo wynoszą 100 dolarów w miesiącu. Raczej żaden kierowca nie pogardzi dodatkową kwotą rzędu 45o zł.

Czytaj także: Elon Musk po raz kolejny wzywa do uregulowania sztucznej inteligencji

Startup płaci od produktu, a nie za procent sprzedaży, ponieważ część z nich pasażerowie mogą otrzymać za darmo. Co ciekawe za niektóre darmowe przekąski i drobiazgi zarobić może i Cargo i kierowcy. Firma prowadzi rejestr sprzedanych produktów, a dane przekazuje do producentów – godzina zakupu, lokalizacja. Czy producenci gumy do żucia nie chcieliby wiedzieć, że ich nowy smak jest najchętniej kupowany w godzinach wieczornych, podczas podróży do klubu?

Na razie Cargo działa w Nowym Jorku, Bostonie i Chicago, ale otrzymał już zgłoszenia od kierowców z 49 stanów. W USA ofertą zainteresowani są głównie kierowcy Lyfta i Ubera. Niewykluczone, że za jakiś czas startup pomyśli o rozszerzeniu swojej działalności na Europę, albo po prostu ktoś skopiuje ich pomysł.