Czy kryptowaluty powinny być oficjalnym środkiem płatniczym?

Czy kryptowaluty powinny być oficjalnym środkiem płatniczym?

Wczoraj podczas Kongresu Consumer Finance na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie odbyła się bardzo ciekawa debata oksfordzka z tezą „Kryptowaluty powinny być oficjalnym środkiem płatniczym”. W rozmowie udział wzięli przedstawiciele sektora bankowego i administracji publicznej – tak zwani konstruktywni sceptycy oraz osoby reprezentujące środowisko kryptowalut – czyli entuzjaści.

Moderatorem debaty był Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny polskiego oddziału Mastercard Europe. Po stronie konstruktywnych sceptyków znalazła się Magdalena Borowik, Pełnomocnik ds. Technologii Finansowych w Ministerstwie Cyfryzacji, Włodzimierz Kiciński, wiceprezes Zarządu Związku Banków Polskich oraz Emil Ślązak, profesor nadzwyczajny ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Jako entuzjaści wystąpili: Szczepan Bentyn, prezes Zarządu Pracowni Nowych Technologii, Sławomir Zawadzki, Prezes Zarządu Kanga Exchange – Giełda Kryptowalut i Łukasz Żeligowski, Prezes Zarządu Grupy IT S.A. Fintek.pl był partnerem debaty.

Kryptowaluty prawie jak samochód

Już w kuluarach dało się słyszeć komentarze entuzjastów kryptowalut, którzy twierdzili, że z Bitcoinem może być tak jak z samochodem. Ludzie się go boją, bo go nie rozumieją. Dawniej ludzie bali się samochodów, co miało zahamować rozwój tej technologii na kilka albo kilkadziesiąt lat. Teraz te same bariery pojawiają się na drodze kryptowalut.

Niestety, ale na pierwszy rzut oka wydaje się, że przewagę mają konstruktywni sceptycy. Kurs Bitcoina i innych kryptowalut spada niemiłosiernie. Nikt już nie powie, że to korekta. Może i kurs BTC pójdzie w górę, ale raczej nie wróci już do poziomu sprzed paru lat, kiedy to najpopularniejsza kryptowaluta była warta nawet 20 tys. dolarów. Zwolennicy Bitcoina tłumaczyli, że spadki wynikają z niewiedzy – ich zdaniem umiarkowane pojęcie o kryptowalutach ma około 0,5% ludzi na świecie. Dlatego używa się ich do spekulacji, ale nie zawsze tak musi być. Zwolennicy BTC mają nadzieję, że z biegiem lat coraz więcej osób zrozumie czym jest Bitcoin, a to sprawi, że jego kurs stanie się bardziej stabilny i przestanie on być narzędziem do spekulacji. Mamy być dopiero na początku rewolucji.

Na początku warto zaznaczyć, że entuzjaści Bitcoina nie chcą żeby zastąpił on prawdziwe pieniądze. Nie chcą nawet żeby kryptowaluty zyskały status pieniądza. Mają być one tylko środkiem płatniczym, który działa legalnie obok tradycyjnych pieniędzy.

Dlaczego kryptowaluty mają stać się oficjalnym środkiem płatniczym?

No dobrze, zatem dlaczego kryptowaluty mają stać się oficjalnym środkiem płatniczym? Kryptowaluty są transparentne i zdecentralizowane. Dzięki technologii blockchain nie można usunąć lub zmienić danych o transakcjach. Z tego powodu Bitcoin i spółka mają być idealnym narzędziem do walki z finansowaniem terroryzmu i praniem brudnych pieniędzy.

O ironio… Przecież zazwyczaj właśnie to najczęściej zarzuca się kryptowalutom – że korzystają z nich przestępcy. Zdaniem zwolenników Bitcoina kyptowaluty to najgorszy możliwy środek płatniczy, jeżeli kupujemy coś nielegalnego. Takie transakcje można bardzo łatwo wyśledzić. Podawano przykład z Nowego Jorku, gdzie dzięki złapaniu jednego z przestępców, wyśledzono całą szajkę za pośrednictwem sieci kryptowalut, które sobie przekazywali.

Kryptowaluty są też nieawaryjne. Przez 10 lat funkcjonowania Bitcoina nie było ani jednej awarii. A przecież organizacje kartowe, takie jak Mastercard, czy Visa mierzą się z awariami kilka razy do roku. Nawet ostatnio klienci mieli problemy z płatnością plastikiem Visa… Kryptowaluty rozwiązują ten problem.

Kryptowaluty są zbyt anonimowe

Magdalena Borowik z Ministerstwa Cyfryzacji zwróciła jednak uwagę, że administracja publiczna nie może uznać Bitcoina jako oficjalnego środka płatniczego – ze względu na wymóg identyfikacji i uwierzytelnienia. Do dokonania operacji za pomocą kryptowalut wystarczy podanie dowolnego adresu e-mail. Dla administracji publicznej to za mało. Nie oznacza to jednak, że Bitcoina należy zdelegalizować – zdaniem Magdaleny Borowik kryptowaluty mogą działać legalnie, ale nie powinny być uznawane za oficjalne środki płatnicze.

Przedstawicielka Ministerstwa Cyfryzacji wygłosiła też ciekawą tezę – gdyby gotówka została wymyślona dzisiaj, to byłaby nielegalna. W przypadku fizycznego pieniądza nie ma przecież identyfikacji, ani uwierzytelnienia. Transakcje są w pełni anonimowe i praktycznie nie da się ich kontrolować.

Przeciwnicy kryptowalut podnosili także argument o zużyciu energii elektrycznej przez tak zwanych górników, czyli osoby wykopujące Bitcoiny. Kto będzie utrzymywał serwery? Kto nadąży za górnikami z produkcją energii? Entuzjaści kontrowali – około 80% energii służącej do kopania BTC pochodzi z odnawialnych źródeł. Środowisko kryptowalut ma mocno wspierać odnawialne źródła energii.

Jaka wartość stoi za Bitcoinem? Taka sama jak za dolarem

Oczywiście nie mogło zabraknąć argumentu o „kryptowartości” Bitcoina. Rozgorzała gorąca dyskusja, ponieważ obrońcy kryptowalut zauważali, że za dolarem przecież także nie stoi żadna faktyczna wartość. W skarbcu nie ma sztab złota, które odpowiadają wartości dolara. Jego wartość bazuje tylko na obietnicy, że ktoś weźmie od nas dolara i da nam coś o podobnej wartości. Bitcoin jest wart tyle na ile się umówimy – to prawda. Ale czy nie tak samo jest z prawdziwymi pieniędzmi? Czynnikiem fundamentalnym pieniądza jest właśnie zaufanie – gwarantowane przez lata przez banki centralne. W przypadku BTC ufamy technikom kryptograficznym.

Obrońcy Bitcoina twierdzą, że finansiści boją się kryptowalut, ponieważ ich nie rozumieją. Obecny system finansowy znają jak własną kieszeń i boją się czegoś nowego i nieznanego.

Reasumując – kryptowaluty są już środkiem płatniczym, ponieważ wiele osób dokonuje za ich pomocą transakcji. Nie są jednak oficjalnym środkiem płatniczym i nie wiadomo, czy kiedykolwiek uda się im zdobyć taki status. Czy Bitcoin da radę się odbić? Czy to nie jest tylko marzenie jego entuzjastów? W trakcie pisania tego tekstu, w piątek rano, kurs BTC spada o około 11%, a najpopularniejsza kryptowaluta jest już warta tylko 3,4 tys. USD.

Osoby na sali chyba częściowo dały się przekonać kryptoentuzjastom. Przed debatą 58% gości stwierdziło, że kryptowaluty nie powinny być oficjalnym środkiem płatniczym, a po debacie stosunek głosów wynosił 55% do 45% (wciąż na nie). 3% słuchaczy zmieniło zdanie. To chyba nie jest wystarczająca liczba, aby ogłosić sukces zwolenników Bitcoina. Podejście do kryptowalut wciąż jest bardzo ostrożne i faktycznie może wynikać z nieznajomości tematu. W końcu najbardziej boimy się tego, czego nie znamy.

/Rafał Tomaszewski