„e-Dowód” do zmiany. Milion wydanych dokumentów jak krew w piach?

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak
#govtech
Opublikowano: 9 sierpnia 2019, 15:29 Aktualizacja: 12 sierpnia 2019, 10:12

Pięć miesięcy po wdrożeniu „e-Dowodu” i wydaniu ok. 1 mln nowych dokumentów okazuje się, że technologia użyta przez Polaków nie spełni nowych unijnych wymogów – czytamy w Dzienniku Gazecie Prawnej.

W sierpniu weszło w życie nowe rozporządzenie UE, które zmienia standardy dotyczące wyglądu dowodu osobistego. Ponadto wprowadza ono obowiązek zapisania w pamięci dokumentu dwóch odciski palców. Polska ma dwa lata na dostosowanie do nowych wymogów – oznacza to, że już w 2021 roku wydawane będą inne dokumenty tożsamości niż obecnie.

Rozporządzenie UE odnośnie do dowodów osobistych

Kto zapłaci za dostosowanie do nowych wymogów?

Prace w Ministerstwie Cyfryzacji i resorcie spraw wewnętrznych ruszyły – polski podatnik raz jeszcze wyda pieniądze na dostosowanie, chociaż o tym, że prace nad kolejnymi wymogami są prowadzone na poziomie europejskim wiadomo było od dawna.

Produkcja e-dowodu to koszt ok. 30 zł. Stara wersja bez chipa kosztowała ok. 20 zł – to informacje opublikowane przez Dziennik Gazetę Prawną, gdzie temat e-dowodów opisuje red. Tomasz Żółciak. Czytelników zainteresowanych informacjami źródłowymi odsyłamy zatem na stronę DGP.

Świat idzie w kierunku aplikacji, a nie plastikowych kart

Od dawna twierdziliśmy, że wydawanie obywatelom plastikowych dowodów osobistych z terminem ważności do 2029 roku, w czasach gdy coraz więcej ludzi pozbywa się portfeli i chce mieć wszystko w smartfonie, to pomysł nieżyciowy i prędzej czy później trzeba będzie z niego zrezygnować, co naturalnie narazi nas na dodatkowe koszty.

Rzecz w tym, że dowód z warstwą elektroniczną to zwieńczenie projektu pl.ID, który rozpoczął się w 2008 roku. Wielokrotnie zmieniana koncepcja, przeszkody polityczne, błędy w zarządzaniu i cała masa innych wymówek w efekcie doprowadziły do sytuacji, że rząd stanął przed dylematem – zwracamy 150 mln zł dotacji albo robimy „cokolwiek” i rozliczamy projekt.

Wybrano wariant „cokolwiek” i zdecydowano się na dowód z warstwą elektroniczną, czyli z wtopionym chipem, który nie jest ani technologiczną nowinką ani też nie jest specjalnie użyteczny dla obywateli – zwłaszcza w kontekście równoległego działania Profilu Zaufanego.

Niska użyteczność e-Dowodu

Teoretycznie umożliwia on zalogowanie do usług elektronicznych świadczonych przez administrację publiczną. To samo można zrobić korzystając z Profilu Zaufanego (PZ). Jednakże, by e-Dowód zadziałał należy posiadać specjalny e-czytnik, którego koszt to ok. 200 zł netto.

W rzeczywistości wygodniej i lepiej udać się do urzędu w celu potwierdzenia Profilu Zaufanego taksówką, wynajętym samochodem elektrycznym tudzież potwierdzić profil za pomocną rachunku bankowego. Innymi słowy, funkcje e-Dowodu pokrywają się z funkcjami PZ.

Jedyna wyraźna przewaga e-Dowodu nad PZ to planowana możliwość przechodzenia przez bramki na lotnisku po przyłożeniu dowodu do czytnika (bo jest on bezstykowy). Słabo, bardzo słabo.

Państwo chwali się tym, że od marca wydało już milion e-Dowodów. Trudno nazwać to sukcesem, bo ludzie się rodzą, uzyskują pełnoletność, dowody tracą ważność, sporo jest ulega zgubieniu i niszczeniu. Gdyby nie były one elektroniczne, to prawdopodobnie też wydano by ich kilkaset tysięcy…


Tekst chroniony prawem autorskim. Każdorazowe kopiowanie wymaga zgody redakcji.

Pokaż komentarze (0)

e-dowod-do-zmiany-milion-wydanych-dokumentow-jak-krew-w-piach