Czy ochrona depozytów do 100 tys. euro to standard na wieczność?

– Nie może istnieć wspólny schemat ubezpieczenia depozytów bankowych, jeśli poziom niespłaconych kredytów nie zostanie zredukowany – te słowa* wypowiedział Mario Draghi, prezes Europejskiego Banku Centralnego podczas 27. Europejskiego Kongresu Bankowego we Frankfurcie nad Menem.

To bardzo ciekawe słowa, które w pewnym sensie mogą zapoczątkować poważniejszą dyskusję nt. efektywności i wydajności systemu gwarantowania depozytów w ramach tzw. Unii Bankowej.

Czytaj także: Natychmiastowe płatności w Unii Europejskiej. EBC uruchomi nowy system TIPS

Full-fledged

W pierwszym akapicie należy zaznaczyć, że nie jest to wezwanie do zlikwidowania gwarantowania depozytów na poziomie 100 tys. euro. Draghi wyraźnie zaznacza, że celem jest pełna ochrona (full-fledged), ale nie ma możliwości zagwarantowania jej na jednolitym poziomie w poszczególnych krajach wchodzących w skład Unii Bankowej w sytuacji, gdy w różnych krajach mamy różne poziomy NPL, czyli non-performing loans (niespłaconych, straconych kredytów przy DPD tj. days past due=90, czyli trzy miesiące bez regulowania rat w terminie przez kredytobiorcę).

W Polsce NPL ratio wynosi ok. 6%, w Czechach i w Niemczech – 2,5%, we Francji 3,7% a we Włoszech – 15,3%. Dane stare, bo z marca 2016 roku, ale przez rok nie było większych rewolucji a tutaj chodzi tylko o pokazanie różnicy poziomów.

Innymi słowy, w różnych państwach, w których sytuacja płatnicza i polityka kredytowa kształtuje się inaczej, trzeba stosować różne metody wyceny ryzyka. Im NPL ma większy poziom, tym wyższe koszty utrzymania wskaźników wypłacalności. Skoro tak, to stała wartość gwarantowania depozytów na poziomie 100 tys. euro ma zwyczajnie różną cenę. Prezes EBC stwierdził pewnego rodzaju oczywistość „the NPL issue and the EDIS are interlinked”.

Czytaj także: Europejski Bank Centralny będzie regulował fintechy

European Deposit Insurance Scheme

European Deposit Insurance Scheme, czyli EDIS to rozwiązanie zaproponowane w listopadzie 2015 roku przez Komisję Europejską, które można w skrócie określić mianem Unijnego Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Gdyby zawiódł np. portugalski bankowy fundusz gwarancyjny, to brakującą kasę automatycznie uzupełniłyby systemy gwarantowania depozytów z innych państw UE. Tak to wygląda w skrócie. Jest to jednak bardzo trudne, gdyż w różnych państwach istnieją różne poziomy NPL – nawet w obrębie strefy euro, gdzie stopa procentowa ustalana przez EBC jest jednolita.

O przyczynach tego stanu rzeczy można napisać elaboraty i dla wielu ekonomistów jest to argument za likwidacją strefy euro w ogóle (Joseph E. Stiglitz). Czasem jest to kwestia kultury płatniczej danego społeczeństwa, kosztów zabezpieczenia, czyli np. posiadanego przez dany kraj majątku trwałego, a czasem polityki kredytowej i gospodarczej danego państwa (zwykle wszystkiego po trochę w różnym natężeniu).

Czytaj także: Split Payment: wyzwania i szanse dla przedsiębiorstw

„Mega bezpieczne” Niemcy nie za bardzo widzą się w roli gwaranta depozytów mniej odpowiedzialnych Włochów. Stąd postulat o urealnienie wartość gwarantowanej kwoty, bo jeśli w danym kraju przeciętny NPL wynosi 8% a w innym 2% to oczywiste jest, że ryzyko w tym pierwszym jest dużo wyższe i np. w ramach EDIS gwarancja powinna wynosić max. 50 tys. euro (stopniowanie regionalne). Jeśli EBC tak stawia sprawę, to w mojej opinii w zasadzie nie ma opcji na to, by państwa UE kiedykolwiek dogadały się w tej kwestii. Chyba, że NPL zostanie wyrównany, ale to już jest zachęta i wstęp do wyjątkowo brutalnej ingerencji w politykę kredytową poszczególnych członków Unii Bankowej. O wiele brutalniejszej niż obecnie.

Obecnie powszechny poziom gwarantowania depozytów w ramach krajowych systemów wynosi 100 tys. euro. W Polsce również. Ustalenie go na tym poziomie to reakcja na kryzys z 2008 roku, gdy konieczne było zwiększenie reputacji banków. Coś na kształt – jesteśmy w złej kondycji, ale dajemy 100 tys. euro gwarancji, dlatego uspokójcie się i nie biegnijcie (run na banki) wyciągać swoich pieniędzy ze swoich kont (depozytów).

Polski w zasadzie to nie dotyczy

Polska nie jest członkiem Unii Bankowej, bo nie jest członkiem strefy euro. W teorii nie jest konieczne przyjęcie euro do tego, by uczestniczyć w tym systemie. Jednakże, jest mało prawdopodobnie by w obecnej sytuacji politycznej, medialnej i dyplomatycznej istniała jakakolwiek moc, która potrafiłaby skutecznie uzasadnić Polakom użyteczność tego rozwiązania. Nie ma też opcji na to, by wytworzyć medialny popyt, który kreując nastroje społeczne wywarłby presję na rząd, by do tego programu dołączyć. To oczywiście kwestia doktryny, bo niezależnie od faktów – każdy pomysł można uznać za przeciwny racji stanu (lub odwrotnie). To tylko kwestia natężenia zbioru argumentów użytego w ramach realizacji danego celu politycznego.

Czytaj także: Depozyt z ujemnym oprocentowaniem

Jeśli chodzi o polski system gwarantowania depozytów, to w ostatnich latach pozytywnie przeszedł on próbę SKOK-ów (i SK Banku). W sumie wypłacono 5,2 mld zł. Nie oznacza to, że nie zapłacili za to klienci. Wyższe opłaty za prowadzenie rachunków, wypłaty z bankomatów, a także niższe zyski z lokat (oprocentowanie depozytów) częściowo złożyły się na rachunek za wypłaty z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Dla większości Polaków sprawa ma abstrakcyjny charakter. W końcu, tylko nieliczni mają więcej niż 100 tys. euro na koncie (ale nie aż tak niewielu, jak może się wydawać). Dla przeciętnie prosperującej firmy jest to osiągalna kwota operacyjna, całkiem powszechna. O tych przedsiębiorcach, którzy stracili wszystko, bo mieli rachunek w złym banku/SKOK-u nikt pisać nie chce. Warto się nad tym zastanowić, chociaż przez chwilę. A co to oznacza dla fintechów? To oczywiste – dobry i bezpieczny system bankowy to fundament rozwoju fintechów. Można twierdzić odwrotnie. Nikt nikomu nie zakazuje żyć w błędzie.

(źródło cytatu: Reuters).