Revolut znowu na cenzurowanym

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak
#Revolut
Opublikowano: 3 marca 2019 Aktualizacja: 28 kwietnia 2019

Serwis Wired opisał praktyki rekrutacyjne Revoluta, które – dyplomatycznie rzecz ujmując – są dalekie od ideałów. Firma w procesie rekrutacyjnym od kandydatów wymagała aktywnej promocji Revoluta – do kolejnego etapu przechodziły osoby, które pozyskały największą liczbę nowych klientów. Zdaniem ekspertów była to „praca za darmo”.

To bez wątpienia trudny tydzień dla Revoluta

Pod koniec tygodnia fintech potwierdził, że Peter O’Higgins zrezygnował z funkcji CFO w Revolut. Był to skutek publikacji Daily Telegraph, z której wynikało, że Revolut od lipca do września 2018 roku „wyłączył” system przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy (AML) ponieważ był on podatny na oznaczanie prawidłowych transakcji jako fałszywe alarmy. To jeszcze jest do zrozumienia, bo systemy mogą zawodzić, nie działać lub wymagać kalibracji.

Z doniesień Daily Telegraph, że fintech nie powiadomił o tym Financial Conduct Authority, czyli brytyjskiego odpowiednika KNF-u.

Reakcja Revoluta była natychmiastowa – z przesłanego oświadczenia wynika, że fintech dokładnie przeanalizował wszystkie transakcje z tego okresu i nie wykryli żadnych nieprawidłowości. Nick Stronsky odpowiedział, że Revolut nie wyłączył AML całkowicie tylko jego bardziej zaawansowaną część, a w tym czasie cały czas działał poprzedni system.

Peter O’Higgins złożył rezygnację. W Revolut pracował 3 lata. Za jego kadencji przychody firmy wzrosły 50-krotnie. Revolut nie ma szczęścia do AML. Ile razy pojawiają się zastrzeżenia do ich modelu działania, w 8 na 10 przypadków chodzi o systemy przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy.

Rekrutacja w stylu lat 90-tych

Czy można wymagać od kandydata do pracy by aktywnie promował usługi firmy, w której stara się o zatrudnienie? Czy można ocenić jego przydatność na nowym stanowisku od tego, ilu klientów przyciągnie zanim jeszcze otrzyma formalne potwierdzenie o przyjęciu do pracy. Takie rzeczy do niedawna były normą w Polsce, ale od zawsze piętnowaną (przynajmniej przeze mnie).

Revolut twierdzi, że nie ponosi żadnych wydatków na marketing. Z lektury artykułu opublikowanego w Wired wychodzi na to, że model działania tego brytyjskiego fintechu to jeden wielki wydatek marketingowy, którego głównym celem jest pozyskanie jak największej liczby klientów, za wszelką cenę.

Obecnie Revolut posiada 4 mln użytkowników. Na Fintek.pl zwróciliśmy uwagę, że chociaż dynamika przyrostu nowych klientów jest olbrzymia to wartość transakcji już tak szybko nie rośnie. Czy to źle? Revolut jest na świeczniku – sami reklamują się jako najszybciej rosnący fintech w Europie. Celem jest 100 mln klientów, czas na kalibrację przyjdzie później. Obecnie firma wyceniana jest na 1,7 mld dolarów i należy do tzw. jednorożców, czyli elity fintechów, których wycena przekracza 1 mld dolarów. Naturalnie, szybkie wzrosty i strategia „blitzscaling” ma też swoje negatywne konsekwencje – kryzys PR wynikający np. z agresywnej polityki rekrutacyjnej to koszt wliczony w ten biznes.

Ale czy tak powinno być? Wielu młodych ludzi szuka pracy w sektorze fintech – ostatnia rzecz jaką chcielibyśmy osiągnąć, to zrażenie ich do tego sektora przez jednego z najpoważniejszych graczy. Tego rodzaju kryzysy reputacyjne zwyczajnie odbijają się na całej branży. Wciąż małej, znajdującej się pod pręgierzem regulacji, a co za tym idzie – jeśli chce zachować swoje rezerwy wzrosty wynikające z luźniejszych przepisów, w wielu obszarach muszą być świętsze od papieża. Ponadto fintech miał być nowym rock’n’rollem, czymś lepszym niż tradycyjny sektor bankowy kojarzony z odhumanizowanym podejściem do klientów. Co poszło nie tak? Revolut ma świetny produkt, nie musi stosować takich praktyk do jego reklamy. To po prostu nie ma sensu.


Tekst chroniony prawem autorskim. Każdorazowe kopiowanie wymaga zgody redakcji.

Pokaż komentarze (0)

revolut-znowu-na-cenzurowanym