Śmiertelny wypadek z udziałem samochodu bez kierowcy

Rafał Tomaszewski
Rafał Tomaszewski
#Elektromobilność
Opublikowano: 20 marca 2018 Aktualizacja: 21 lutego 2019

W niedzielę wieczorem autonomiczny samochód Ubera potrącił kobietę w amerykańskim mieście Tempe, w stanie Arizona. Kobieta nie przeżyła. To pierwszy śmiertelny wypadek z udziałem samochodu bez kierowcy.

Do tragedii doszło około godziny 22 w niedzielę, czasu lokalnego. 49-cio letnia kobieta prowadziła rower, idąc drogą. Autonomiczny Volvo XC90 (zdjęcie poniżej) poruszał się z prędkością około 40 mil na godzinę (64 km/h). Czujniki zarejestrowały przechodnia i samochód zaczął zwalniać – nie zwolnił jednak wystarczająco i uderzył w kobietę – czytamy w New York Times.

Czytaj także: Roboty opanowują niemiecki rynek

Zawinił system, nie pomógł człowiek…

Volvo XC90 autonomiczny samochód Ubera

Za kierownicą pojazdu Ubera siedział kierowca bezpieczeństwa, ale nie zareagował, ponieważ wyglądało na to, że auto zwolni i ominie przechodnia. Firma z San Francisco zapowiedziała pełną współpracę z lokalną policją oraz zawieszenie testów autonomicznych samochodów.

Arizona to jeden z amerykańskich stanów, w których wprowadzono regulacje sprzyjające testowaniu autonomicznych samochodów już w 2015 roku. Władze chciały w ten sposób zachęcić gigantów z Kalifornii do przeniesienia części swojego biznesu właśnie do Arizony. Sztuka to częściowo się udała – firmy takie jak Uber, Waymo (należące do Google), czy Lyft prowadziły swoje testy właśnie tam – przenosząc się z sąsiedniej Kalifornii.

Tempe w stanie Arizona to jedno z najlepszych środowisk do testowania aut bez kierowcy. Sprzyjająca pogoda, łagodne regulacje i szerokie drogi. Widząc stopniowy eksodus firm pokroju Ubera władze Kalifornii także zamierzają złagodzić regulacje dotyczące testów tej technologii. Zmiany w prawie są też planowane na poziomie federalnym – nie wiadomo jednak, jak ostatni wypadek wpłynie na zdanie decydentów.

Czytaj także: W Uberze zapłacisz teraz gotówką

Bezpieczniej bez kierowcy. Czy aby na pewno?

Firmy eksperymentujące z autonomicznymi samochodami zapewniają, że wyeliminowanie ludzi z procesu prowadzenia auta znacznie poprawi bezpieczeństwo na drogach. Ludzie łatwo się denerwują i dekoncentrują, a maszyna znacznie rzadziej popełnia błędy. Zapewne jest w tym sporo racji, ale technologia jest w fazie testów i ma dopiero 10 lat.

Do tej pory autonomiczne samochody Ubera pokonały dystans o łącznej długości około 5 milionów kilometrów. Natomiast te od Waymo przebyły trasę ponad 8 milionów kilometrów. To wciąż za mało… Zdaniem ekspertów autonomiczne samochody mogą faktycznie stać się bezpieczniejsze od tych prowadzonych przez ludzi, ale tylko wtedy jeżeli nauczą się przewidywać i reagować na zachowanie człowieka na drodze. Oznacza to, że sztuczna inteligencja musi zacząć spodziewać się niespodziewanego, a do tego daleka droga.

We wstępie napisaliśmy, że to pierwszy przypadek śmiertelnego wypadku z udziałem samochodu autonomicznego – chodzi jednak o wypadek z jego winy. W 2016 roku kierowca poruszał się swoją Teslą po autostradzie korzystając z autopilota – uderzył w przyczepę przecinającą trasę i zginął na miejscu. Ekspertyza nie wykazała jednak błędów w systemie Tesli. Elon Musk kilka tygodni temu zapowiedział, że kurs w pełni autonomicznej Tesli to kwestia około 3-6 miesięcy.

Natomiast w marcu 2017 roku doszło do wypadku z udziałem autonomicznego samochodu Ubera – także w Arizonie. Szczęśliwie wtedy nikomu nic się nie stało. Najprawdopodobniej zawinił sterownik autopilota. Więcej na ten temat można przeczytać tutaj – Wypadek z udziałem autonomicznego samochodu Ubera.

Czytaj także: Samochody przyszłości – czym będą jeździć Polacy za 10 lat?


Tekst chroniony prawem autorskim. Każdorazowe kopiowanie wymaga zgody redakcji.

Pokaż komentarze (0)

smiertelny-wypadek-udzialem-samochodu-bez-kierowcy