Uber z obowiązkową licencją. Rząd przyjął projekt ustawy

Rafał Tomaszewski
Rafał Tomaszewski
#Uber
Opublikowano: 5 kwietnia 2019 Aktualizacja: 9 maja 2019

Rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy o transporcie drogowym, potocznie nazywanej „Lex Uber”. Zgodnie z nowymi przepisami zarówno Uber oraz Bolt (dawniej Taxify), jak i korzystający z aplikacji kierowcy będą musieli posiadać licencję na przewóz osób. Po uchwaleniu przez parlament projekt zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2020 roku.

„Lex Uber” wprowadza przede wszystkim definicję pośrednika przewozu osób. Zgodnie z nowymi przepisami Uber i Bolt będą traktowani tak samo jak korporacje taksówkarskie. Firmy będą musiały uzyskać licencję od Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego, a z aplikacji będą mogli korzystać tylko kierowcy posiadający licencję na przewóz osób.

Projekt nowelizacji ustawy o transporcie drogowym wraz z uzasadnieniem można pobrać tutaj.

„Lex Uber” przyjęte przez rząd

Przewoźnicy, którzy do tej pory nie posiadali licencji zaczną ponosić odpowiedzialność za swoich kierowców, a za naruszenie przepisów o transporcie drogowym kierowcom i przewoźnikom będą groziły surowe kary. Kierowca za jazdę bez licencji będzie narażony na grzywnę w wysokości od 50 zł do 12 tys. złotych, z kolei przewoźnik może zostać obciążony karą od 5 tys. do 40 tys. PLN.

I to by było na tyle jeśli chodzi o zmiany działające na niekorzyść Bolta i Ubera. Pomimo wcześniejszego protestu Ministerstwa Finansów autorzy nowelizacji uznali, że aplikacja mobilna będzie mogła stanowić alternatywę dla taksometru i kasy fiskalnej. Regulacje odnośnie aplikacji zamiast taksometrów mają dotyczyć taksówkarzy oraz okazjonalnego przewozu osób pojazdem samochodowym – czytamy w uzasadnieniu.

Nowelizacja znosi także obowiązkowe egzaminy ze znajomości topografii miasta, z czego nie są zadowolone niektóre środowiska taksówkarzy. Wydaje się jednak, że w czasach gdy niemal każdy taksówkarz korzysta z GPS-a, takie egzaminy nie są szczególnie potrzebne. Dodatkowo firmy świadczące przewóz osób zostały zobowiązane do przechowywania danych na temat przeprowadzonych kursów aż przez 5 lat – chodzi o takie informacje jak ceny, trasy i daty przewozów. To większy problem dla starszych korporacji taxi, niż dla samego Ubera.

Stanowisko mytaxi

Nie wszyscy przedstawiciele środowiska taksówkarzy krytykują projekt ustawy. Poniżej zamieszczamy komentarz Krzysztofa Urbana, dyrektora zarządzającego mytaxi w Polsce.

 

Cieszymy się, że projekt ustawy o transporcie drogowym wreszcie został przyjęty przez Radę Ministrów i skierowany do Sejmu. Liczymy na to, że zostanie on przesłany do dalszego procedowania i przepisy zapewniające równość na rynku i unowocześnienie branży taxi staną się obowiązujące. Zdaniem mytaxi aktualny projekt ustawy uszczelnia przepisy dotyczące rynku taxi, dzięki czemu nieuczciwi przewoźnicy i platformy, które zlecają im kursy będą musieli zastosować się do tych samych przepisów co licencjonowana branża taxi. Jednocześnie projekt odpowiada na potrzeby pasażerów, co pozytywnie wpłynie na dalszy rozwój branży taxi i sprawi, że będzie bardziej konkurencyjna.

 

mytaxi popiera wprowadzenie ustawowej definicji i odpowiedzialności pośrednika w przewozie osób, czyli nałożenie na niego obowiązków, takich jak m.in. branie odpowiedzialności za weryfikację uprawnień kierowców, którym zlecane są kursy. Projekt zabezpiecza również system jednolicencyjny, co należy ocenić pozytywnie, bo do świadczenia usługi transportu osób w mieście wymagana będzie jedna prosta licencja taxi, a pośrednictwo w przejazdach okazjonalnych zostanie zakazane. Pozytywnie oceniamy również ułatwienie dostępu do zawodu taxi, poprzez zniesienie egzaminów taxi. Zgodnie z projektem, uważamy, że jakość usługi zagwarantuje ustawowe sprawdzenie niekaralności kierowcy (zwłaszcza odpowiednio poświadczonej dla obcokrajowców) i przeprowadzenie badań psychotechnicznych, czyli sprawdzenie czy dany kierowca gwarantuje bezpieczeństwo pasażera. W gestii firm będzie natomiast zapewnienie najwyższej jakości usługi poprzez ustanowienie norm dopuszczających do współpracy, takie jak np. auto w dobrym stanie, czy wysoka kultura osobista kierowcy i znajomość języka by porozumieć się z pasażerem.

Szczególnie zadowalające dla mytaxi jest wprowadzenie możliwości korzystania z aplikacji mobilnej do wyliczania opłaty za przejazd i zastąpienie nią tradycyjnego taksometru, który generuje dodatkowe koszty dla kierowców, a jego działanie jest dla pasażerów często niezrozumiałe. Dzięki wprowadzeniu tzw. „wirtualnego taksometru” branża taxi może iść z duchem czasu i odpowiadać na aktualne zapotrzebowanie pasażerów, którzy doceniają transparentność usługi i gwarancję sprawiedliwej opłaty. Dzięki temu, więcej pasażerów przekona się do taksówek, co zapewni kierowcom więcej kursów i lepsze zarobki.

Nadal postulujemy jednak wykreślenie z projektu ustawy zapisów dotyczących wprowadzenia licencji dla pośrednika, którą będą zmuszone wyrobić wszystkie firmy na rynku łączące pasażerów z kierowcami. Oceniamy ten wymóg jako nadmierną biurokrację, ograniczenie wolności gospodarczej i krok, który doprowadzi do przeregulowania rynku. Jesteśmy za określeniem obowiązków dla pośredników, ale nie wymaganiem wobec nich licencji. To trochę tak, jakby właściciel kawiarni, który stosuje się do przepisów sanepidu, musiał dodatkowo wyrabiać licencję z samego tytułu prowadzenia kawiarni.

Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający mytaxi w Polsce

/Rafał Tomaszewski


Tekst chroniony prawem autorskim. Każdorazowe kopiowanie wymaga zgody redakcji.

Pokaż komentarze (0)

uber-z-obowiazkowa-licencja-rzad-przyjal-projekt-ustawy