Cykl „Derisking po polsku”
„Derisking po polsku” to cykl tekstów poświęconych propozycji zmian w przepisach dotyczących małych instytucji płatniczych (MIP). Punktem wyjścia jest pismo UKNF do Ministerstwa Finansów, w którym nadzór zaproponował usunięcie przepisów regulujących działalność MIP-ów z ustawy o usługach płatniczych.
Redakcja Fintek.pl otrzymała materiały od osoby, która przedstawiła się jako związana z sektorem FinTech i na co dzień współpracująca z MIP-ami. Autor zdecydował się pozostać anonimowy. Cykl publikujemy jako głos z rynku i część szerszej dyskusji na temat przyszłości małych instytucji płatniczych.
Poniższy tekst jest materiałem zewnętrznym. Zawarte w nim oceny, argumenty i wnioski należą do autora i nie są stanowiskiem redakcji Fintek.pl.
Poprzednie odcinki:
-
KNF chce usunąć kilkaset firm jednym wnioskiem. Derisking po polsku #1
-
Akt oskarżenia KNF dla sektora MIP. Czyli jak ryzykowne są MIPy? Derisking po polsku #2
- KNF usuwa MIPy nie usuwając ryzyka systemowego. Derisking po polsku #3
Dlaczego KNF nie jest w stanie skutecznie nadzorować MIP-ów?
Wpis do rejestru jest czynnością materialno-techniczną, dokonywaną w trybie postępowania rejestrowego, które nie jest postępowaniem administracyjnym. Ocena wniosku ma charakter w głównej mierze formalny i sprowadza się do sprawdzenia kompletności. KNF może odmówić wpisu wyłącznie wtedy, gdy wniosek jest niekompletny i nie został uzupełniony w wyznaczonym terminie – obie przesłanki muszą zachodzić jednocześnie – albo gdy dane są niezgodne ze stanem faktycznym. Niezgodność ta z natury rzeczy nie może dotyczyć planów na przyszłość, więc biznesplan, procedury AML i opis ochrony środków użytkowników są w praktyce niewzruszalne. Nadzór nie może uzależnić wpisu od oceny zdolności podmiotu do prawidłowego i stabilnego prowadzenia działalności. Nie może też badać rękojmi właścicieli ani zarządu – ani przy wpisie, ani później. Obowiązek potwierdzenia niekaralności osoby zarządzającej powstaje dopiero po dokonaniu wpisu.
Do tego dochodzi strona nadzorcza. Kluczowym narzędziem są zalecenia nadzorcze. Duża liczba podmiotów, wirtualne biura jako siedziby, ograniczenia kadrowe oraz właściciele i zarządy funkcjonujący w odległych jurysdykcjach istotnie utrudniają i wydłużają weryfikację informacji. Nadzór nie może opierać się na założeniu rzetelności danych przekazywanych przez podmioty ani na ich woli współpracy.
Trudno o bardziej czytelne przyznanie, że źródłem problemu nie jest wyłącznie zachowanie części przedsiębiorców, ale również wadliwie zaprojektowana procedura wejścia i ograniczone możliwości instytucjonalne państwa.
Odpowiedź UKNF brzmi jednak: skoro wpis jest zbyt formalny, a nadzór trudny, należy usunąć wszystkich nadzorowanych.
To logika administracyjna, nie regulacyjna. Luka w procedurze wejścia na rynek nie jest argumentem za likwidacją rynku. Jest argumentem za zmianą procedury.
Gdy urząd skarbowy ma problem z kontrolowaniem fikcyjnych spółek, nie likwiduje się spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Gdy nadzór budowlany ma za mało inspektorów, nie zakazuje się budowy małych domów. Państwo nie może przekształcać własnych braków kadrowych, proceduralnych i legislacyjnych w zakaz działalności dla uczciwych przedsiębiorców.
Znamy tę figurę z polityki AML – czym jest derisking
W europejskiej polityce przeciwdziałania praniu pieniędzy od lat krytykowany jest nieuzasadniony derisking – hurtowe odcinanie całych kategorii klientów lub rodzajów działalności tylko dlatego, że wiążą się z podwyższonym ryzykiem.
FATF podkreśla, że podejście oparte na ryzyku wymaga identyfikowania, oceniania i proporcjonalnego ograniczania zagrożeń, a odcinanie całych klas klientów bez uwzględnienia ich indywidualnego profilu jest z tą logiką sprzeczne. Stanowisko to FATF sformułowała już w październiku 2014 roku, a rozwinęła w raporcie o niezamierzonych konsekwencjach własnych standardów z 2021 roku, wskazując, że nieuzasadniony derisking wypycha działalność do kanałów mniej przejrzystych i słabiej regulowanych.
Europejski Urząd Nadzoru Bankowego zajął to samo stanowisko w opinii w sprawie deriskingu z 5 stycznia 2022 roku (EBA/Op/2022/01), stwierdzając wprost, że odcinanie całych kategorii klientów bez uwzględnienia indywidualnego ryzyka może być nieuzasadnione i świadczyć o nieskutecznym zarządzaniu ryzykiem prania pieniędzy. Rok później EBA wydała w tej sprawie wytyczne EBA/GL/2023/04.
Trzeba uczciwie zaznaczyć: wytyczne te dotyczą relacji instytucji finansowych z klientami, a nie decyzji ustawodawcy o utrzymaniu określonego rodzaju licencji. To nie jest sytuacja prawnie identyczna.
Ale mechanizm myślowy jest ten sam. UKNF zarzuca MIP-om zjawiska bardzo różnego kalibru: od braku faktycznej działalności, przez słabą dokumentację i niską świadomość regulacyjną, po powiązania sankcyjne i obsługę nielegalnego hazardu. Następnie wrzuca je do jednego worka i proponuje wyeliminowanie całej kategorii, bez różnicowania profilu ryzyka poszczególnych podmiotów.
To ślepy derisking, tyle że wykonywany nie przez bank wobec klientów, lecz przez regulatora wobec kategorii przedsiębiorców.
Ryzyko przy tym nie znika. Część biznesu przejdzie do podmiotów zagranicznych, część zostanie podporządkowana największym instytucjom, część znajdzie agentów i partnerów licencyjnych, a część zostanie wypchnięta w modele mniej przejrzyste. Polska straci przedsiębiorców, miejsca pracy, własność intelektualną i kompetencje.
Rząd obiecuje deregulację, urząd proponuje wykreślenie
Propozycja jest szczególnie rażąca w świetle deklaracji rządu.
20 lutego 2026 roku Kancelaria Prezesa Rady Ministrów podsumowała pierwszy rok procesu deregulacji i ogłosiła start Deregulacji 2.0. Celem – jak wskazano w komunikacie – jest państwo o prostych, bardziej przewidywalnych i przyjaznych przepisach. Zapowiedziano też ustawienie filtrów, dzięki którym nie będą powstawać nadregulacje, które później trzeba usuwać.
Jednocześnie PARP w raporcie o stanie sektora MŚP wskazuje, że przedsiębiorstwa generują 74,1 procent polskiego PKB, sam sektor małych i średnich firm odpowiada za 46,6 procent PKB według danych za 2022 rok, a mikroprzedsiębiorstwa stanowią 97,2 procent wszystkich firm działających w Polsce.
Trudno pogodzić te deklaracje z propozycją „albo pełna licencja KIP, albo zamknięcie”.
Likwidacja MIP-ów nie jest deregulacją. Nie jest nawet rozsądnym uproszczeniem systemu. Jest usunięciem niższego szczebla regulacyjnego i pozostawieniem wyłącznie rozwiązania osiągalnego dla podmiotów dysponujących dużym kapitałem i rozbudowaną strukturą organizacyjną. To tak, jakby rząd zapewniał, że chce wspierać małe sklepy, a urząd nakazał każdemu z nich spełnić wymagania organizacyjne właściwe dla ogólnopolskiej sieci handlowej.
Deregulacja nie może polegać na upraszczaniu formularzy dla przedsiębiorców przy jednoczesnym usuwaniu przedsiębiorców, których nadzorowanie jest dla administracji trudniejsze.
Osobną kwestią, którą należy zauważyć jest to, że limit średniomiesięcznego obrotu ustanowiony w przepisach europejskich dla małych instytucji płatniczych mówi o kwocie 3 milionów Euro, zaś nasz rodzimy regulator postanowił ściąć to o połowę do 1,5 miliona Euro. Jest to świetny przykład nadregulacji i stosowania silniejszych niż to konieczne reżimów, które limitują działalność MŚP w Polsce.
Dodatkowo w ramach rządowej inicjatywy SprawdzaMY dot. deregulacji temat przepisów dotyczących MIP również się pojawił. Sprawa dotyczy uchylenia art. 117q ust. 3 i 4. Postulat uchylenia art. 117q ust. 3 i 4 leży w rządowej inicjatywie deregulacyjnej SprawdzaMY jako sposób na odblokowanie skalowania MIP w oczekiwaniu na decyzję KNF. Widać tutaj jak jedna gałąź państwa chce MIP naprawiać, druga likwidować.
W ostatnim odcinku: co powinno znaleźć się w projekcie UC132 zamiast wykreślenia DZIAŁU VIB.
/materiał zewnętrzny. Autor anonimowy