Na taxi „zawsze można liczyć” pod warunkiem, że…

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak
#Prawo#Uber
Opublikowano: 23 maja 2019, 12:57 Aktualizacja: 23 maja 2019, 16:28

Chyba, że się śpieszysz i jest poranek. Apka tradycyjnej legalnej korporacji taksówkarskiej działa na maks. 30%, czyli lepiej by jej nie było w ogóle. I tak trzeba zadzwonić. Po dodzwonieniu na infolinię klient dowiaduje się, że jest siódmy w kolejce. Po 5 minutach oczekiwania otrzymuje informacje, że na dojazd taxi będzie musiał czekać co najmniej 30 minut i to też nie jest pewne. Uberowiec przyjechał w 4 minuty.

Nie mógł jechać buspasem i lepiej mieć pasy zapięte. Po polsku znał tylko dwa, góra trzy słowa, ale kierowca nie był potrzebny do rozmowy tylko do jazdy. Czy taxi jest bezpieczniejsze? Pół na pół – bezczelność jednych i drugich w kwestii wymuszania pierwszeństwa i zajeżdżania drogi można uznać za rynkowy standard.

Meritum jest takie, że rano zawiodła mnie apka taksówkarska, oburzająco przewlekłe oczekiwanie na połączenie, a potem absurdalnie długi czas dojazdu do klienta. Nie napiszę, że Uber czy Bolt jest lepszy. Stwierdzam jedynie fakt, że customer experience było u nich na wyższym poziomie. Głównie z powodu tego, że do realizacji usługi doszło wtedy kiedy chciałem, a nie wtedy kiedy była taka możliwość po stronie zleceniobiorcy.

W kluczowych momentach liczy się technologia

Przyjmując za słuszne wszystkie argumenty o tym, że niskie ceny przejazdów wynikają ze sprytnej konstrukcji modelu biznesowego, który jest niekonkurencyjny w stosunku do taksówkarzy, to jednak nie sposób pominąć ich zastoju technologicznego, który w mojej opinii – w kluczowych momentach ma największe znaczenie. Nie mogę pojąć dlaczego przez tyle lat największe korporacje taksówkarskie wciąż mają z tym problem – zwłaszcza, że technologia nie jest nowa.

Uber prowadzi obecnie akcję o tym, że klient chce mieć wybór. Myślałem o tym przez chwilę i ostatecznie dochodzę do wniosku, że brak owego wyboru na ten moment oznaczałby albo nieudolne próby złapania taksówki za pomocą sygnałów dźwiękowych lub prymitywnego machania rękami, albo po złożeniu zamówienia musiałbym absurdalnie długo oczekiwać na jej przyjazd. Ostatecznie na końcu wygrałby autobus… a może na tym właśnie polega ten szatański plan?

Przy okazji tematów ekologicznych, ustawodawcy zapomniało się wpisać do lex uber, że samochód taksówkarza lub przewozu osób powinien spełniać odpowiednie standardy (wiek, emisja spalin), które byłby wyższe niż dla samochodów przeciętnego Kowalskiego. Ale nie o dobro obywateli i konsumentów w tej ustawie chodziło.


Tekst chroniony prawem autorskim. Każdorazowe kopiowanie wymaga zgody redakcji.

Pokaż komentarze (0)

o-tym-jak-na-zawsze-mozna-liczyc-na-taxi