Revolut otrzymał licencję w Japonii i Singapurze

Revolut wprowadza karty wirtualne ze zmiennym numerem

Revolut otrzymał stosowne licencje na prowadzenie działalności w Singapurze i Japonii. To duży krok dla tego brytyjskiego fintechu (którego technologiczne serce bije w pięknym Krakowie). Firma spodziewa się, że po wejściu na azjatycki rynek otrzyma niesamowitego „boosta”. Na liście kolejkowej czeka 50 tys. Azjatów, którzy już nie mogą się doczekać oficjalnego odpalenia Revoluta w ich krajach.

Singapurska Komisja Nadzoru Finansowego (Monetary Authority of Singapore) wydała Revolutowi licencję na świadczenie usługi przelewów międzynarodowych (Remittance License), a także akceptację Karty Przedpłaconej (Stored Vaule Facility). Od tego momentu firma może prowadzić oficjalną działalność w Singapurze. Państwo to jest znane z przychylności wobec fintechów.

Inaczej sprawa wygląda w Japonii, która bardzo dba o to, by jej rynek był zdominowany przez japońskie firmy. Uzyskanie licencji od lokalnego regulatora nie jest niemożliwe, ale grono niejapońskich firm z takim przywilejem jest wąskie. Siedziba Revoluta na Azję zlokalizowana będzie w Singapurze. W Japonii firma nawiązała lokalne partnerstwa z Rakuten, Sompo Japan Insurance (SJNK) i Toppan. Zapewne nic Wam to nie mówi, ale to całkiem spore i znane firmy w tym kraju.

Wejście na japoński rynek może potwierdzać tezę o dużym zainteresowaniu tamtejszych funduszy inwestycją w Revoluta. Ostatnio jako pierwsi w Polsce napisaliśmy o tym, że Softbank chciałby wejść w ten biznes z kwotą 500 mln dolarów z przeznaczeniem na rozwój oferty w USA.

Revolut(cja) w Azji

Revolut upatruje swoją szanse na azjatyckim rynku ze względu na słabo rozwinięty consumer finance na tym kontynencie. Wynika to z historycznego przeskoczenia pewnych etapów rozwoju rynku finansowego. W Polsce było podobnie – z kompletnego dna jeśli chodzi o obsługę bankową na początku lat 90-tych, z powodu okoliczności transformacyjnych, przykładowo całkowicie wręcz pominięto rozwój consumer finance w oparciu o czeki bankowe. Karta bankomatowa była i jeszcze przez jakiś czas będzie królem, ale powoli musi się szykować do abdykacji na rzecz bankowości mobilnej i płatności telefonem.

W Azji jeszcze do niedawna bank dla ludności był czymś egzotycznym. Potem nastał Internet, rewolucja technologiczna i wzrost PKB per capita na kosmicznie wysokim poziomie. Bankowość została w tyle, gotówka rządziła. Jak mieszkaniec Azji chce korzystać z usług bankowych to niestety musi liczyć się z wysokimi opłatami. Nikogo zatem nie dziwi, że ludzie są coraz bardziej zdenerwowani, że muszą słono płacić za przelew, przewalutowanie, itp.

Azjaci podróżują po świecie i widzą (miejmy nadzieję), że w takiej Polsce (żarcik) transfer pieniędzy to kwestia minut, a jego cena to dosłownie parę złotych. Może niekoniecznie podpatrzyli to nad Wisłą, ale ogólnie widzą, że bankowość to nie rocket science i może być tańsza. Cóż, pozostaje Revolutowi życzyć sukcesu w Azji i mieć nadzieję, że nie zapomni o Polakach. Z usług tego fintechu korzysta już 250 tys. obywateli Polski.

/ŁP