Partner serwisu Visa dla biznesu

Koniec darmowych fintechów. Twisto przeciera szlaki, ale czy osiągnie sukces?

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak
#Fintech#Koronawirus#LendTech
Opublikowano: 16 lipca 2020, 15:26 Aktualizacja: 17 lipca 2020, 11:39

Twisto zapowiedziało ważne zmiany – fintech wprowadza model subskrypcyjny. Jest to pionierskie rozwiązanie w polskiej branży lendtech. Czy ma przyszłość i czy nadchodzi zmierzch ery darmowych usług fintech?

Kartę wirtualną od Twisto otrzymasz automatycznie po rejestracji. Źródło: Twisto

Twisto to interesujący projekt z sektora lendtech, a konkretnie w branży odroczonych płatności. Firma z czeskim rodowodem przebojem weszła na polski rynek i stosunkowo szybko zbudowała dużą bazę aktywnych użytkowników, bo jest ich ponad 70 tysięcy.

Klientów skusiła wygodna aplikacja do zarządzania swoimi wydatkami wraz z kartą płatniczą Mastercard do zakupów w sieci. Na dynamicznie rosnącym rynku e-commerce to rozwiązanie oceniane jest jako perspektywiczne. Cechą wyróżniającą Twisto w pewnym sensie jest też dyskrecja – klient z przyznanym limitem nie musi obawiać się odmowy finansowania, a w branży digital lending od urażonego klienta gorszy jest tylko fraud.

Świat się zmienił. Fintechy też muszą dojrzeć

W 2020 roku świat szybko się zmienił, a wraz z nim założenia z początku roku. Wielki wpływ na decyzje pożyczkodawców miały zmiany w ustawie o kredycie konsumenckim, które radykalnie obniżyły limity maksymalnych kosztów pozaodsetkowych, co – dyplomatycznie rzecz ujmując – podcięło skrzydła lendtechom, a także ich klientom, bo otrzymanie kredytu obecnie jest znacznie trudniejsze niż jeszcze parę miesięcy temu. Trudne czasy wymagają odważnych decyzji, nawet za cenę zmniejszenia dynamiki przyrostu liczby użytkowników, ale po prawdzie – blitzscaling użytkowników, w świecie fintechów, rzadko koreluje ze wzrostem rentowności.

Wprowadzenie planów subskrypcyjnych w Twisto jest w lendtechu ruchem odważnym, dlatego warto przyglądać się mu zainteresowaniem, bo skutki tej decyzji wcale nie są przesądzone.

Przypomnijmy, że Twisto wprowadza dwa plany. Pierwszy z nich jest darmowy dla klientów i w zasadzie powinien wystarczyć dla osób, które wykorzystują Twisto sporadycznie do zakupów online. Drugi plan w cenie 9,99 zł miesięcznie daje możliwość korzystania z karty fizycznej również przy robieniu zakupów w sklepach stacjonarnych – niebawem będzie też możliwość podłączenia karty do Apple Pay.

Klienci nie lubią płacić, bo nigdy nie płacili

Reakcje użytkowników na grupie Twistujemy były mieszane. Ale trudno spodziewać się innych, gdy klient dowiaduje się, że wprowadzono opłatę za funkcje, które do tej pory były bezpłatne. Przeciętny 30-latek w zasadzie, jeśli tylko nie był leniwy, to w całym swoim dorosłym życiu nie musiał płacić za usługi finansowe. Mamy więc całe pokolenie osób, które wręcz nie wyobrażają sobie tego, by płacić za coś innego niż Spotify czy Netflix. Można zatem napisać, że to pierwsze koty za płoty – a samo Twisto w ciekawy sposób weryfikuje zaangażowanie swoich klientów. Na ich doświadczeniu skorzystają inni.

Co do zasady, każdy fintech powinien odpowiedzieć sobie na fundamentalne pytanie – czy naprawdę jest sens inwestować w użytkowników, którzy dostają wysokiej jakości usługi (np. dopracowana aplikacja + fizyczna karta Mastercard), ale nie chcą za nie zapłacić złamanego grosza? Twisto mimowolnie z powodu okoliczności wywołanych pandemią, dojrzało do tego, by powiedzieć klientom „sprawdzam”. Zapewne jest to też sygnał do inwestorów, że fintech elastycznie reaguje na zmieniające się otoczenie i dokłada starań, by stać się rentownym.

I chociaż jest to pionierskie rozwiązanie wśród lendtechów w Polsce, to nie jest to ogólnie nic nowego w branży fintech, ale też w samym Twisto – w Czechach model subskrypcyjny działał jeszcze przed pandemią i składał się z trzech planów. Subskrypcje znajdziemy w Revolucie, gdzie od dawna mamy trzy plany taryfowe. Model subskrypcyjny zawitał także do sektora bankowego, gdzie w tej materii szlaki przeciera polsko-belgijski Aion oferujący klientom szeroki pakiet usług za 19 EUR miesięcznie lub znacznie węższy – za 1,9 EUR miesięcznie.

Kończą się czasy, że wszystko musi być za darmo

Koniec imprezy. Naturalnie fintechom będzie trudniej pozyskać klientów, gdy ci będą musieli płacić za wybrane usługi. To zmniejsza konkurencyjność niebankowych fintechów względem „tradycyjnego” sektora bankowego, ale on też stoi przed wyzwaniami. Bo warunki do prowadzenia biznesu bankowego nie są różowe i wzrost opłat za niektóre usługi jest nieuchronny. One też pójdą w subskrypcje. Jedno jest pewne – będzie ciekawie.


Tekst chroniony prawem autorskim. Każdorazowe kopiowanie wymaga zgody redakcji.

Pokaż komentarze (0)

koniec-darmowych-fintechow-twisto-przeciera-szlaki-ale-czy-osiagnie-sukces